wtorek, 23 lipca 2013

*

Cześć! Wiem długo mnie tu nie było. Przepraszam. Nie wiem dlaczego podjęłam się prowadzenia tego bloga, bo teraz kompletnie nie mam pomysłu na kontynuację. Na razie bloga nie zawieszam, ale nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział.
    A więc jak się czujecie po 3 urodzinkach One Direction? Napisałam coś słuchając Torn. Nie wiem czy wam się spodoba, ale...


      Dziękuję wam. Za wszystko co zrobiliście. Za to co dobre i za to co złe. Wiem, że nie zawsze wszystko szło dobrze, po waszej myśli. Ale jednak. Jesteśmy tu teraz. 3 lata. To dużo prawda? Ile jeszcze wytrzyma ten zespół? Mam nadzieję, że jak najdłużej się da. Pomimo że nie byłam z wami od początku i nie zawsze tak bardzo was wspierałam, kawałek mnie zawsze był przy was. Zawsze kiedy mieliście gorszy dzień miałam nadzieję, że następny będzie lepszy. Marzyłam o tym żeby w końcu móc was spotkać, pocieszyć, wesprzeć. I pomimo tych wszystkich kłótni między Directioners  wiedziałam, że się nie poddacie. Wiedziałam, że przetrwacie wszystko. I wiecie co było najsmutniejsze? Kiedy mieliście dość. Kiedy byliście chamscy, chociaż wcale tego nie chcieliście. Bo nie chcieliście zranić Directioners, prawda? A co najbardziej bolało? To jak fanki odwdzięczały się wam za to, że jesteście. To jak krytykowały każde zachowanie, gest. I co bolało jeszcze mocniej? To, że Liam przepraszał za to, że ludzie go nienawidzą. No błagam jak można nienawidzić kogoś takiego jak on? Oni wszyscy nie mówią o was złych rzeczy dlatego bo tak myślą, tylko dlatego, że są zazdrośni. Zazdrośni o sławę, o wasz kontakt z fanami, o miłość którą darzą was fani. O wszystko. Pamiętacie Video Diaries? Wtedy byliście tacy szczęśliwi, zadowoleni ze sławy, rozpoznawalności. Wszystkie wygłupy, żarty. To było świetne. Wiecie dlaczego? Bo robiliście to razem. Nie przejmowaliście się zdaniem innych tak bardzo jak teraz. Wiem, że w tej chwili oddalibyście dużo za chwilę spokoju, wolności. Za czas do odetchnięcia od sławy i wszystkich tych złych rzeczy. I boję się, że przez tą całą nienawiść, kiedyś stracimy zespół One Direction. Zostanie tylko piątka chłopaków, którzy czuli się zagubieni w tym świecie sławy i pieniędzy i po prostu wszystko rzucili. Boję się tego, wiecie? Cholernie się boję, że kiedyś przeczytam, że One Direction już nie ma. Że już nie potrafili wytrzymać. I wiecie co wtedy zrobię? Nie ważne w jakim wieku wtedy będę, nieważne gdzie będę, padnę na ziemię i zacznę płakać, bo znaczycie dla mnie cholernie dużo.  Nawet nie potrafię znieść myśli o tym, a co jeśli to się stanie? Myślicie, że dam sobie radę? Większość mówi mi, że to, że was lubię jest chwilowe, że zaraz o was zapomnę. Ale ja taka nie jestem. Skoro raz nazwałam siebie Directioner, już zawsze będę tak siebie nazywać. I co z tego, że mam też innych idoli. Po prostu nie wyobrażam sobie straty ani was, ani Justina, ani reszty. Jesteście częścią mojego życia, o której nigdy nie zapomnę. Wiecie dlaczego? Bo zakochałam się w każdym z was. W Harrym i jego loczkach, uśmiechu, dołeczkach w policzkach, jego charakterze i w tym, że strasznie wolno mówi. W Louisie za jego poczucie humoru, Kevina, przyjaźń z Harrym i za jego sposób bycia. W Niallu i jego uśmiechu, akcencie, jego farbowanych włoskach, charakterze i sposobie bycia. W Zaynie i jego uśmiechu, Vas Happenin?!, Human Echo, jego charakterze. W Liamie i w tym, że się nie poddał, jego uśmiechu, sposobie bycia, charakterze, Daddy Direction right? I mam nadzieję, że za kilka lat nadal będzie można w was zobaczyć tych chłopców z X Factora. Tych w których się zakochałam i o których postanowiłam pamiętać do końca życia. Zmieniliście się, zmienicie się jeszcze bardziej, ale błagam nigdy nie zapominajcie o swoich Direcioners.
 Kocham Was, pamiętajcie.