wtorek, 3 grudnia 2013

roczek

Hmm... wróciłam, ale nie wiem czy na długo. Dodaję specjalnie dzisiaj, bo mija dokładnie rok od założenia bloga. Powiem od razu, że może wam się nie spodobać to co "przygotowałam" na dzisiaj, ale cóż... Zaczęłam to pisać na początku wakacji, skończyłam chyba miesiąc temu, nie jestem pewna. No i wybaczcie, że główna bohaterka nazywa się Anabell (to wszystko przez moje zamiłowanie do tego imienia -,-). No to zostawiam was i liczę na opinię. A no i zapraszam jeszcze TUTAJ


      

  Kochałam Cię, wiesz? Kochałam i nadal kocham. Wiesz jak długo cierpiałam przez to, że odszedłeś? Płakałam Niall, płakałam każdej nocy. Nie mogłam tego zrozumieć. Nie wiedziałam dlaczego odszedłeś. Przecież jeszcze dzień wcześniej mówiłeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
        Kiedy tylko wracałam ze szkoły zamykałam się w pokoju. Nic nie jadłam. Moja rodzina chciała wysłać mnie do psychologa, bo mówili, że sobie nie poradzę. To bolało, wiesz Niall? Nie potrafiłam żyć ze świadomością, że nigdy Cię nie zobaczę.
        Próbowałam stać się normalną siedemnastolatką. Nie dla siebie, dla rodziny. Ale nie mogłam. Wpadłam w złe towarzystwo. Prawie codziennie chodziłam na imprezy, piłam, paliłam, a czasem nawet ćpałam. Nie umiałam inaczej. To trwało może przez pięć miesięcy. Później moi rodzice zaprowadzili mnie na odwyk. Kolejne pięć miesięcy w osamotnieniu i bólu.
         Kiedy już wróciłam do domu miałam osiemnaście lat. Chciałam się wyprowadzić, ale nie miałam pieniędzy. Poszłam do pracy. Wszyscy wokoło myśleli, że jakoś sobie radzę, ale tak nie było. Kiedy zamykałam drzwi swojego pokoju łzy cisnęły się do oczu, a sztuczny uśmiech schodził z twarzy. Nie chciałam tak żyć, nie mogłam,
         Jednego dnia już nie wytrzymałam. Wzięłam żyletkę i … i… no sam chyba wiesz co zrobiłam. Robiłam wszystko, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Nie chciałam znowu iść do szpitala.
         I kiedy już w miarę się pozbierałam, chociaż rany były świeże, usłyszałam o tobie. Mówili, że jesteś w jakimś zespole z czterema innymi chłopakami. I już wiedziałam dlaczego mnie zostawiłeś. Chciałeś sławy. Cóż nie było mi łatwo. Musiałam Cię znowu zobaczyć. Weszłam w Internet i znalazłam twoje zdjęcia. Byłeś uroczy jak zawsze. Znowu płakałam. Chciałam żebyś wrócił. Ale tego nie zrobiłeś.
         Znalazłam przyjaciółkę. Ponad półtora roku po twoim odejściu. Zaufałam jej. Jest waszą fanką, ale przy mnie nie zaczyna tego tematu. Dzielnie wysłuchała mojej historii, pocieszyła, a co najważniejsze uwierzyła. To ona kazała mi napisać ten list. Ona znalazła twój adres i wyśle Ci ten list kiedy tylko skończę go pisać.
         Teraz kiedy mam przyjaciółkę  którą kocham całym sercem i zaczęłam sobie radzić, postanowiłam, że spróbuję zapomnieć. Nie wymagam od Ciebie, tego żebyś się ze mną kontaktował. Wystarczy mi nawet krótkie „Przeczytałem” na urywku papieru. Naprawdę, nie proszę o wiele.
                                                                                                                                           Anabell
Czytając list od Anabell rozpłakałem się. Jak małe dziecko. Nie mogłem uwierzyć, że aż tak bardzo ją skrzywdziłem.  Wyrządziłem tyle krzywdy. Przeze mnie piła, paliła, ćpała a nawet podcięła sobie żyły. Poszła na odwyk i była tam pięć miesięcy. Jak mogłem na to pozwolić? Przecież wiedziałem, że jest krucha i delikatna, i nie powinienem jej tak zostawiać. Skupiłem się na sobie, chciałem spełniać marzenia, chciałem być szczęśliwy. Ale czy jestem? Nie, nie jestem. Brakuje mi jej.  Jej wiecznie zimnych dłoni, błękitnych oczu, pięknych włosów pachnących truskawkami, jej zawsze szczerego uśmiechu i tego jak siadała mi na kolanach i mocno przytulała jak byłem smutny lub zły. Jak mogłem zrobić coś takiego dziewczynie którą kochałem i którą kocham nadal? Jak mogłem być tak głupi? Nie rozumiem sam siebie….

*Anabell*
Nie mogłam już dłużej czekać. Te ostatnie kilka tygodni oczekiwań na odpowiedź na mój list, dłużyło się niesamowicie.
-Anabell spokojnie. Na pewno odpisze, zobaczysz -  powiedziała moja przyjaciółka, Lucy, siadając na łóżku.
-A jeśli adres był zły? Może on nawet tam nie mieszka? – spytałam cicho, kładąc się na łóżku. – Co jeśli on nie chce mnie znać i nawet nie przeczytał tego listu, tylko od razu go wyrzucił?
- Adres na pewno jest dobry. Sprawdzałam to – powiedziała i mnie przytuliła – Uwierz mi, on na pewno przeczytał ten list – szepnęła. A skąd ona mogła to wiedzieć? Nie mogła. Ale i tak jestem jej ogromnie wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiła.
*Niall*
Manager w końcu pozwolił mi pojechać do Mulingar. Do Anabell. Chociaż to tylko parę dni to i tak musiałem się z nią spotkać, przeprosić. Za to co jej zrobiłem. Musiałem jej powiedzieć, że ją kocham. Gdybym nie był wtedy taki głupi, nie cierpiałaby.
- Niall! Samolot nam ucieknie jak się nie pospieszysz – krzyknął Liam. Skierowałem się w stronę przyjaciół i razem wsiedliśmy do samolotu. To będzie długa podróż.

*Anabell*
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nikt inny oprócz Lucy tu nie przychodzi, a przecież ona siedzi obok mnie.
-Kto to? – spytała mnie przyjaciółka.
-Nie wiem. Możesz iść otworzyć? – odpowiedziałam. Nie miałam na nic siły, a poza tym wyglądałam okropnie. Podpuchnięte oczy, rozczochrane włosy i wyciągnięte dresy na pewno nie są odpowiednie do przyjmowania gości. Dlaczego tak wyglądałam? Chyba zabolało mnie to, że nie dostałam odpowiedzi na mój list. Lucy wstała z fotela na którym siedziała i zeszła na dół otworzyć drzwi. Nie obchodziło mnie to kto przyszedł. Nikt z moich znajomych nigdy do mnie nie przychodził, zawsze spotykaliśmy się w pracy albo parku, więc na pewno nie był to ktoś warty mojej uwagi. Usłyszałam kroki na schodach, więc Lucy musiała już wracać.
-Lucy, kto to był? – spytałam kiedy drzwi do pokoju się uchyliły. Problem tkwił w tym, że to nie była moja przyjaciółka. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Czy on naprawdę wszedł do mojego pokoju? Po tym wszystkim co zrobił śmie się tu pokazywać?!
-Cześć An – tylko on mnie tak nazywał. Chłopak wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Wzdrygnęłam się kiedy usiadł na drugim końcu łóżka. Co miałam mu powiedzieć? A może powinnam zacząć krzyczeć, żeby Lucy tu przyszła, żeby nie musieć z nim rozmawiać?
-Po co tu przyjechałeś? – spytałam oschle. Jego mina zrzedła, ale dalej siedział na łóżku.
-Chciałem cię za wszystko przeprosić. Nie powinienem…
-Nie sądzisz, że to trochę za późno na przeprosiny? Żeby się na nie zebrać musiałeś dostać mój list? Czy naprawdę nie mogłeś mi wysłać tego skrawka kartki o którym pisałam? Byłoby o wiele lepiej- przerwałam mu w połowie zdania. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna cały czas na niego patrząc.
-Wiem, że powinienem to zrobić wcześniej, ale nie potrafiłem. Naprawdę bardzo mi przykro – powiedział spuszczając głowę.
-To wszystko co miałeś mi powiedzieć? Nie mam ochoty na rozmowę z tobą – skłamałam, ale tak będzie lepiej. Przynajmniej nie będę musiała dłużej na niego patrzeć, powstrzymując łzy. Chłopak wstał i próbował do mnie podejść, ale ja odsuwałam się w drugi koniec pokoju.  W końcu wpadłam na ścianę i już nie miałam jak uciec. Niall złapał mnie za ręce i podwinął rękawy bluzy. Chciałam wyszarpnąć ręce, ale był za silny. Przejechał palcami po moich bliznach, a w jego oczach widać było smutek.
-To przeze mnie, prawda?- spytał. Pokiwałam głową, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. – Boisz się mnie? – spytał, widząc przerażenie wymalowane na mojej twarzy. Co miałam mu powiedzieć? Przecież bałam się panicznie. Ale nie jego, tylko tego, że za chwilę może stąd zniknąć. –Boże do jakiego stanu ja cię doprowadziłem – wyszeptał. Nie umiałam już powstrzymać płaczu. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Spuściłam głowę, modląc się o to by chłopak tego nie zauważył. Niestety jedna z łez skapnęła na moją rękę w którą był wpatrzony chłopak. Puścił moje ręce i chwycił podbródek, podnosząc go do góry. Spojrzał na moją zapłakaną twarz i sam zaczął płakać. Nie potrafiłam tego zrozumieć. No bo w sumie po co miałby to robić? Starł z moich policzków słone łzy i próbował mnie przytulić ale go odepchnęłam. Nie był zdziwiony. Raczej bardzo smutny. Wydostałam się z kąta w którym staliśmy i siadłam na łóżku obejmując się ramionami. Zdezorientowany blondyn przez chwilę stał w tym samym miejscu, ale po chwili usiadł obok mnie.
-Przepraszam. Ja naprawdę nie chciałem cię tak skrzywdzić…
-No cóż, w takim razie już na to za późno Niall. Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Czego ode mnie oczekujesz? Że rzucę ci się w ramiona i będę błagała żebyś został? – spytałam przez płacz, którego nie mogłam opanować.
-Nie. Spodziewałem się, że będziesz zachowywać się dokładnie tak, jak teraz. Ale musiałem się z tobą zobaczyć. Inaczej już bym nie wytrzymał – odpowiedział i znów próbował mnie przytulić. Odepchnęłam go, ale był silniejszy i z całej siły się we mnie wtulił. Nie wiedziałam co zrobić. Usłyszałam szept:
-Proszę przytul mnie.
Wypowiedział to z takim bólem, że odruchowo go objęłam. Zaczęłam pocierać jego plecy, by choć trochę go uspokoić. Zapomniałam o własnym bólu. Teraz liczył się tylko on. Po kilku minutach wypuścił mnie z objęć.
-Nie rozumiem cię. Czemu płaczesz? – spytałam.
-Bo dopiero teraz uświadomiłem sobie jaką krzywdę ci wyrządziłem. Przepraszam – powiedział z bólem.
-Niall, i co ja mam ci powiedzieć? Że czułam się świetnie kiedy tu wszedłeś? Czułam się okropnie, bo wszystkie rany które mi zadałeś się odnowiły. Przypomniały mi się wszystkie chwile kiedy siedzieliśmy na tym parapecie i rozmawialiśmy o tym jak minął nam dzień. Tęskniłam za tym wiesz?
-Ja też i to bardzo. Myślisz, że mógłbym jakoś odzyskać twoje zaufanie? Mógłbym odzyskać twoją przyjaźń? Odzyskać ciebie? – spytał z nadzieją wymalowaną na twarzy.
-Nie mam pojęcia czy będę potrafiła ci jeszcze zaufać. Ale zawsze możesz spróbować – odpowiedziałam, ocierając ostatnie łzy.
-My możemy spróbować- poprawił mnie blondyn z uśmiechem na ustach. Nagle za drzwiami usłyszałam cichy jęk. Lucy.
-Lucy, wejdź! I tak wiem, że stoisz pod drzwiami! – krzyknęłam i tak jak myślałam do środka weszła Lucy, ale nie była sama. Razem z nią było też czterech przyjaciół Nialla.
-Podobała wam się nasza rozmowa?- blondyn spytał ich dosyć groźnie. Wszyscy zgodnie zaprzeczyli.
-Nie, nie podobała nam się, bo obydwoje płakaliście – odpowiedziała Lucy.
-I wiemy, że to nie był pierwszy raz kiedy ty płakałaś. Nie podoba nam się to, co ze sobą zrobiłaś – powiedział chłopak pośrodku.
-Liam przestań! – krzyknęła Lucy. Wiedziała jaki to dla mnie drażliwy temat, więc wolała żeby nikt go nie zaczynał.
-Uwierz mi, gdybym mogła odkręciłabym wszystko co zrobiłam – powiedziałam smutno. Liam podszedł do mnie i powoli obejrzał moje ręce. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Kiedy chłopak bardziej podciągnął rękawy bluzy, która była na mnie za duża, zobaczył jeszcze gorsze rany.
-Kiedy zrobiłaś to ostatni raz? – spytał. Popatrzyłam się na Lucy która na samo wspomnienie o tym wykrzywiała się z bólu. Przyłapała mnie na tym. Miała być wtedy u babci, ale wróciła wcześniej i przyszła do mojego domu. Znalazła mnie w łazience z zakrwawionymi rękami i żyletką w ręce. Jej reakcja była natychmiastowa, ale długo po tym płakała, bo nie zdążyła wrócić wcześniej.
-Tydzień temu – powiedziałam i wszyscy się skrzywili.
-Musisz przestać, rozumiesz? – powiedział Niall, a ja tylko pokiwałam głową. Nie chciałam żeby ktokolwiek się nade mną użalał. Nie potrzebowałam litości.
-Wiem, ale nie potrafię. – wyszeptałam i spuściłam głowę.
- A tak w ogóle to gdzie twoi rodzice? – spytał Zayn. Był wyraźnie zdziwiony, że nie było ich w domu.
-Nie mieszkają tu. Wyprowadzili się pół roku temu. Zostawili mi dom, a sami wyjechali do Londynu. Nie utrzymują ze mną kontaktu, bo uważają, że sprawiam za dużo problemów. Po tym jak wróciłam z odwyku, kompletnie stracili do mnie zaufanie. – odpowiedziałam chłopakowi. Cóż, moi rodzice nie byli najlepsi na świecie. Myśląc, że znowu wrócę do narkotyków po prostu uciekli od problemu, jakim byłam ja.
-Wróciłaś skąd?!
-Z odwyku. Prawie codziennie chodziłam na imprezy, co równało się z piciem i braniem narkotyków. Zawaliłam przez to szkołę. – odpowiedziałam. Chłopaki byli źli. Na mnie? Na Nialla? A może na siebie, że tu przyjechali? – Jeśli chcecie wyjść to proszę bardzo. Nie obrażę się. Wiele osób to robiło, kiedy poznało moją historię. Tylko Lucy ze mną została.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Zostaniemy i spróbujemy ci pomóc. 

1 komentarz:

  1. Nominowałam cię do Liebster Awards. Więcej szczegółów na moim blogu: http://impossiblestoryab1d.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń