poniedziałek, 28 stycznia 2013

Przepraszam

W najbliższym czasie nie pojawi się rozdział 6. Mam ferie i jestem w górach gdzie nie ma za dobrego internetu. Poza tym mam inny komputer i nawet gdybym chciała pisać to nie mogę. Wracam 2 lutego i postaram się w miarę szybko dokończyć rozdział. Przepraszam, że musicie tak długo czekać...

środa, 16 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 5


                                                               ROZDZIAŁ 5
Obudziłam się, ale na razie nie mam ochoty na otwieranie oczu. Za bardzo mnie bolą. Przez najbliższe 10? 15? Minut próbowałam sobie przypomnieć gdzie jestem i z kim jestem.
-Liam! Liam, obudź się!- usłyszałam szept z mojej lewej strony. Aaaaaaaaaa już pamiętam. Tam obok siedzi lub śpi One Direction. Moi sąsiedzi, a raczej chłopaki którzy uratowali mnie przed Carlosem.
-Co jest?- odpowiedział zaspany chłopak- Czy coś się stało Anabell?
Ej czy on się właśnie spytał czy coś mi się stało? On się o mnie martwi? Czy to nie jest dziwne?
-Nie nic się jej nie stało, ale zobacz- powiedział Zayn? widocznie wskazując na mnie palcem. Na mnie i na głowę blondyna ułożoną na moich kolanach. Usłyszałam krótkie „oooooooo” wypadające z kilku ust naraz. Postanowiłam, że będzie lepiej jeśli przestanę udawać, że nadal śpię i podziękuję im za pomoc. Powoli otworzyłam oczy bojąc się, że na pewno porazi mnie słońce. Ale o dziwo zasłony były zasłonięte, a pokój był pogrążony w lekkim mroku. Zobaczyłam jak oczy chłopaków (minus Niall, który nadal śpi na moich kolanach) kierują się na moją dosyć smutną twarz. Powinnam coś powiedzieć. Przeprosić, że musieli to oglądać, ale też podziękować za to, że jednak nie uciekli i mi pomogli.
-Przepraszam was. Przepraszam za to, że musieliście to oglądać. Przepraszam za wszystko. Za kłopot który wam pewnie sprawiłam i za to, że spaliście na tych okropnie nie wygodnych krzesłach. Przepraszam ja… - nic więcej powiedzieć nie mogłam. A te ich oczy wlepione we mnie wcale mi nie pomagały. Widziałam już gniew chowający się za ich oczami i po prostu zrobiło mi się przykro. Okropnie przykro.
-Ale dziewczyno za co ty nas przepraszasz? Za to, że widzieliśmy jak cię uderzył? Powinnaś się cieszyć, że wtedy wychodziliśmy z domu- powiedział chyba Louis.
-Ale ja nie mówię, że wam nie dziękuję. Ogromnie wam dziękuję, ale nie powinniście tego widzieć- powiedziałam i żeby nie widzieli moich zaszklonych oczu odwróciłam głowę w drugą stronę i mocno zacisnęłam powieki.
-Wtedy uderzył cię pierwszy raz prawda?- spytał Zayn. Przez chwilę walczyłam ze łzami ale nie potrafiłam dłużej. Odwróciłam się do nich twarzą i łzy po prostu same zaczęły ściekać po moich bladych policzkach.
-Nie to nie był pierwszy raz. Byłam z nim przez dwa lata. Na początku wszystko było pięknie. Dopóki nie nadeszła jedna z pierwszych imprez. W naszym nowym wspólnym domu. Tam spił się prawie do nieprzytomności i wtedy wszystko się zaczęło. Wtedy dostałam pierwszy raz, bo nie zrobiłam jednej głupiej rzeczy. Potem było już tylko gorzej. Nie pozwalał mi wychodzić z domu bez jego pozwolenia. Nie mogłam nawet normalnie porozmawiać przez telefon. Prawie codziennie pił, a gdy wracał wrzeszczał na mnie i bił. Kilkanaście razy traciłam przytomność. Kiedyś popchnął mnie na szklany stolik, szkło się rozsypało a na mojej skórze było kilka cięć. Prosiłam go żeby pozwolił mi jechać do szpitala, ale on twierdził, że jeśli tam pojadę naślę na niego policję. Zastraszał mnie, mówiąc, że jeśli nie będę go słuchać znajdzie moją rodzinę i coś im zrobi. Okropnie się bałam, ale… ale ja nie miałam już siły, musiałam uciec. Uciekłam, ale to nie zmienia faktu, że mnie znalazł i teraz muszę się wyprowadzić i uciekać dalej… - powiedziałam. Twarze chłopaków były okropne, krzywili się za każdym razem kiedy pokazywałam im blizny jakie Carlos zostawił na moim ciele. W połowie mojej opowieści o życiu, wstał Niall. Miał roztrzepane włosy, wyglądał po prostu słodko, ale kiedy usłyszał o czym mówię od razu jego mina zmieniła się o 180 stopni. Jego twarz wykrzywił grymas. Chłopcy przyglądali mi się, chyba próbując przetworzyć informację, a ja najzwyczajniej w świecie trzęsłam się i zanosiłam cichym płaczem.
-Anabell uspokój się dobrze? Wszystko będzie dobrze nie będziesz musiała nigdzie uciekać rozumiesz? Zaopiekujemy się tobą.- powiedział uspokajającym tonem Liam.
-Ale wy macie swoje życie, które nie powinno zostać przez kogoś takiego jak ja. Przecież nawet nie wiecie czy mówię prawdę. Jestem pewna, że chociaż kawałek z was uważa, że kłamię, bo opowiadam jakieś dziwne niestworzone historie- powiedziałam a Niall usiadł obok mnie i mnie objął.
-To nie prawda, że ci nie wierzymy! Przecież widzieliśmy dokładnie jak ten chłopak cię wczoraj potraktował. A jeśli chodzi o nasze życie to na pewno nam go nie posujesz, prawda chłopaki?- spytała Niall uspakajająco głaszcząc mnie po głowie.
-Absolutnie!- odpowiedzieli chórem chłopaki z wielkimi uśmiechami na twarzy.
       No cóż przez ostatnie dziesięć minut było trochę dziwnie. Ja próbowałam się uspokoić, Niall nadal mnie przytulał, a reszta chłopaków dziwnie się na nas patrzyła. Trochę mnie to wkurzało, ale przecież nie będę na nich krzyczała żeby przestali się na mnie patrzeć. Niall chyba też zauważył, że się nam przyglądają bo nieznacznie się ode mnie odsunął.
-Czy ja mam coś na twarzy, czy co? Bo jakoś dziwnie się na mnie patrzycie.- powiedział do chłopaków. Wszyscy jak na zawołanie zaczęli się śmiać. Oczywiście oprócz mnie i Nialla, bo nie wiedzieliśmy o co im chodzi.
-Hahahaha… nie masz nic na twarzy… hahahaha… ale wyglądacie słodko jak się przytulacie- powiedział Louis. Że co on niby powiedział? Że my niby słodko razem wyglądamy? Hahahaha . Dobry żart. Zmierzyłam chłopaków od stóp do głów i po prostu potraktowałam ich zabójczym spojrzeniem. Momentalnie przestali się śmiać. Ale chyba nie chodziło im o mój wzrok bo szybko podbiegli do maszyny pokazującej mój stan.
-Chłopaki chyba coś jest źle- powiedział przestraszony Niall. Ale co jest źle? Ja czuję się dobrze. Prawda?
-Idę po lekarza!- krzyknął Liam wybiegając z sali. Czy może być jeszcze gorzej?
                                                                    ~~*~~
     Powoli otworzyłam oczy. Dlaczego to ciągle spotyka mnie? Chłopaki nadal tu są. Śpią tak jak wtedy, a ja nadal nie mam serca żeby ich budzić. Głowa Liama się poruszyła i chłopak obudził się. Spojrzał w moją stronę. Wiedział, że nie śpię, ale chyba nie mógł nic powiedzieć. W jego oczach widziałam strach? Tak to chyba to. Ale przed czym on się bał? Miał mim powiedzieć co powiedział lekarz? A może miał mi przekazać, że rano przywiozą moje rzeczy i będę musiała szukać nowego mieszkania?
-Anabell… Dlaczego się głodziłaś? Wiesz… kiedy ludzie nie jedzą mają ku temu powód. Jaki jest twój? To przez Carlosa?- zaczął szeptać Liam. Wstał z krzesła i podszedł do łóżka na którym leżałam. Byłam w kompletnym szoku. Ja się wcale nie głodziłam. Ja po prostu nie byłam głodna, a jak nie byłam głodna to nie jadłam, co w sumie liczy się do tego, że ostatnio jadałam same śniadania. Przecież nie robiłam tego specjalnie.
-Liam wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, ale ja się nie głodziłam. Ja po prostu jadłam wtedy kiedy byłam głodna. Przecież wiele razy spotykaliśmy się w sklepie. Widziałeś, że zawsze coś kupowałam.-wyszeptałam. Ale Liam nadal stał przy swoim. Wiedziałam, że tak będzie.
-I ja mam uwierzyć, że wcale się nie głodziłaś? Wiesz, że masz 9 kilogramów niedowagi? Mogę się założyć, że nie. I skąd mam wiedzieć, że jadłaś cokolwiek z tego co kupowałaś? Anoreksja to naprawdę poważna choroba, z nią trzeba walczyć wiesz?- powiedział już trochę głośniej, czym zbudził pozostałych chłopaków. I jak ja mam się mu wytłumaczyć, skoro nie wieży mi gdy mówię prawdę? Mam kłamać?
-Liam ale ja naprawdę się nie głodziłam, uwierz mi. Gdybym to robiła powiedziałabym ci to teraz, w tej chwili. Proszę nie oskarżaj mnie o coś czego nie robię. Naprawdę jeśli będziesz mi kazał jeść każdy posiłek przy tobie, żebyś widział, że jem to to zrobię. Ale proszę uwierz mi.-mówiłam do Liama, a reszta przysłuchiwała się nam ze zdziwieniem. Bo w końcu to mógł być dziwny widok. Ja, z podpuchniętymi oczami gotowymi do następnego wybuchnięcia płaczem i Liam, stojący naprzeciwko mnie, z żalem w oczach i bólem wymalowanym na twarzy.
-Hej co jest?- spytał przestraszony Louis. Nie dziwię się, że był przestraszony. Przecież niecałe trzy godziny temu zemdlałam. I najwidoczniej do tej pory o jego powodzie wiedział tylko Liam. Znaczy teraz wiedzą już wszyscy, ale…
-Yhh… Przepraszam Ana. Po prostu byłem zły. Może nie znamy się jakoś szczególnie długo ale nie zmienia to faktu, że będąc w szpitalu powinnaś nam powiedzieć. Tylko, że ty nie wiedziałś…
-Nie wiedziała czego? – spytał zdziwiony Zayn.
-Nie wiedziała, że choruje na anoreksję.- odpowiedział mu Liam.
-A więc stąd to jedzenie wszystkiego przy tobie…- powiedział Harry.
-I ty naprawdę nie wiedziałaś?- spytał mnie Niall.
-Nie, nie wiedziałam. Po prostu jadłam wtedy kiedy byłam glodna.
-A że nie byłaś często głodna, stąd wzięło się 9 kilo niedowagi.- powiedział Liam. Najwidoczniej uświadamiając o tym resztę.
-Aż 9? Cholera dziewczyno co ty ze sobą robisz?!- Zayn wybuchł, a ja po prostu nie mogłam już normalnie funkcjonować. Byłam strasznie zmęczona. Zasnęłam na siedząco…
 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   Cześć! Wróciłam! Od razu mówię, że jest to najdłuższy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam. Więc tak, powoli się rozkręcam więc jest możliwość, że następny rozdziała pojawi się w miarę szybko. No to do następnego!



                                                      

piątek, 11 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 4


                                                             ROZDZIAŁ 4
Obudziło mnie słońce wpadające przez nie zasłonięte okno. Znowu zasnęłam w salonie. Jak ja to robię, że nie mogę iść normalnie do łóżka tylko muszę położyć się na kanapie przed telewizorem, który i tak jest wyciszony? Ehh… Wstałam z kanapy i z wielkim bólem poruszyłam głową. O nie znowu musiałam źle spać. Głupia kanapa, głupia ja… Nie ważne. Poszłam do pokoju i naszykowałam sobie ubrania. Była nawet całkiem ładna pogoda co mnie zdziwiło, bo przecież w Londynie rzadko się to zdarza. Poszłam do toalety i wzięłam prysznic. Po wyjściu z kabiny ubrałam się i delikatnie pomalowałam. Wyszłam z łazienki. No nie znowu mi telefon dzwoni. I znowu nie wiem gdzie on jest…
-Halo?
-Anabell proszę cię porozmawiaj ze mną.
-Carlos prosiłam cię żebyś więcej do mnie nie dzwonił! Nie mam na razie ochoty na rozmowę z tobą. Może kiedyś, jak zmądrzejesz i zrozumiesz co zrobiłeś źle.- powiedziałam w miarę spokojnie do słuchawki. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do niech i je otworzyłam. To co zobaczyłam mnie zaskoczyło i przestraszyło. Za drzwiami stał Carlos.
-Jak mnie znalazłeś?
-Sprawdziłem w laptopie.- odpowiedział zły Carlos –Dlaczego mnie zostawiłaś? Dlaczego uciekłaś? Mogłaś powiedzieć co robię źle, robiłbym to lepiej!
-I ty jeszcze się pytasz co zrobiłeś źle?! A to, że codziennie przez ciebie płakałam i prosiłam żebyś przestał mnie bić, nie jest dla ciebie argumentem?!- wydarłam się na niego.
-Nie krzycz na mnie!- powiedział, a raczej wykrzyczał i mocno złapał mnie za nadgarstki tak, że nie mogłam się ruszyć. Zaczęłam się szarpać i krzyczałam żeby mnie puścił, ale on mnie nie słuchał. Zresztą jak zawsze. I gdzie są moi sąsiedzi kiedy są potrzebni?
-Puść mnie słyszysz?! Zostaw mnie! Mógłbyś chociaż raz mnie posłuchać?!- krzyczałam ale Carlos nadal trzymał moje ręce i wyglądało na to, że nie zamierzał puścić.
-Proszę Carlos puść mnie.- powiedziałam na ostatkach sił i zaczęłam płakać.
-Cicho! Masz nie płakać słyszysz?! Uspokój się!- zaczął na mnie krzyczeć, ale ja nie mogłam opanować płaczu. Moje serce krwawiło i to przez niego. Zobaczyłam jego rękę, a zaraz potem poczułam mocny ból na policzku. Czułam jak miejsce po uderzeniu zaczyna piec, a policzek staje się czerwony. Zaczęłam piszczeć, krzyczeć i drzeć się jak najgłośniej tylko mogłam, ale poczułam tylko następne uderzenie w policzek. Już prawie nic nie widziałam przez łzy. Nagle usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwi gdzieś nad nami i śmiechy moich sąsiadów. Zaczęłam krzyczeć żeby ktoś mi pomógł. Momentalnie śmiechy ustały i za chwilę mogłam już usłyszeć głośne krzyki w stronę Carlosa.
-Zostaw ją!
-Zostaw ją słyszysz!!?
-Człowieku czy ty jesteś normalny?!- nie wiedziałam do którego z chłopaków należy który głos. Po prostu się zagubiłam. Zagubiłam się w otaczającym mnie świecie.
-Anabell teraz pójdziesz się grzecznie spakować i nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu!- krzyknął Carlos i zaraz się roześmiał. Nie mogłam się poruszyć, chociaż czuła, że Carlos mnie puścił. Już odwracałam się w stronę drzwi żeby się spakować, ale… przecież nie mogę się poddać!
-Nie nigdzie z tobą nie idę, rozumiesz! Nawet nie zamierzam ruszyć się z tego miejsca! I nie masz prawa mnie do niczego zmuszać! I jestem ciekawa dlaczego dopiero wczoraj zaczęło cię interesować dlaczego odeszłam. Skończyła się wódka? Wróciłeś z imprezy u kolegów? A może przestraszyłeś się, że pójdę na policję?- spytałam z kpiną w głosie. I to co zrobiłam nie skończyło się dla mnie dobrze. Widziałam jak Carlos do mnie podchodzi, słyszałam krzyki chłopaków, potem ból i ciemność przed oczami.
                                                               ~~*~~
Byłam słaba. Bardzo słaba. Gdzie tak naprawdę teraz byłam? Mam nadzieję, że nie z Carlosem. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam biel ścian. No świetnie szpital. Czujecie ten sarkazm? Ale przynajmniej miałam pewność, że Carlosa tu nie ma.  On nigdy nie przywiózłby mnie do szpitala, nawet gdybym miała wykrwawić się na śmierć. Ale jak nie Carlos, to kto mnie tu przywiózł? Delikatnie poruszyłam głową żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma nikogo w mojej sali. Ymm… po prawej stronie są drzwi, na przeciwko mnie łazienka, a z lewej strony na pięciu krzesłach spało całe One Direction. Serio? 1D? W mojej sali w szpitalu? Martwią się o mnie? W sumie to uratowali mnie przed Carlosem, inaczej byłabym teraz w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu, najprawdopodobniej siedziałabym, a raczej byłabym związana na tylnym siedzeniu samochodu Carlosa, który wywiózłby mnie gdzieś gdzie nikomu nie mogłabym zaufać. A wracając do miejsca gdzie jestem naprawdę, wypadałoby wezwać lekarza prawda? Przynajmniej tak robią na filmach. Wcisnęłam czerwony guzik na pilocie przy moim łóżku, a po chwili przyszedł lekarz który wypytywał mnie o różne rzeczy i zrobił różnorodne badania. Lekarz w końcu wyszedł a ja zobaczyłam, że chłopaki nadal śpią. Oni są dziwni. Lekarz zrobił naprawdę dużo hałasu, a oni się nawet nie poruszyli. Wyglądali tak słodko jak spali, ich włosy były w nieładzie a buzie uśmiechnięte… ale stop o czym ja myślę? Chyba powinnam obudzić chociaż jednego z nich i podziękować. A potem powiedzieć, że sobie poradzę, że jeśli chcą to się wyprowadzę, a oni mogą iść do domu i położyć się spać w wygodnych łóżkach, bo nie sądzę żeby te krzesła były jakieś nadzwyczaj miękkie. Nagle głowa blondyna opadła prosto na moje nogi. Na początku chciałam go obudzić, ale potem popatrzyłam na jego twarz i po prostu odpłynęłam, wyglądał tak słodko jak spał. Szczególnie na moich kolanach. Nie miałam już odwagi ich zbudzić. Po prostu bałam się, że pójdą do domu (czego wcześniej chciałam), zostawią mnie tu samą, karzą się wyprowadzić bo sprawiam za dużo problemów i więcej nie będę miała okazji popatrzeć na nich kiedy śpią. Wiem jestem dziwna, ale taką mam już naturę. Setki myśli przewijało się przez moją głowę. Byłam lekko osłabiona, więc po kilku minutach patrzenia się na nich i myślenia co by było gdybym nie uciekła wcześniej od Carlosa, zasnęłam, tak po prostu, bez zbędnego zadręczania się jak to robiłam zawsze.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hej! Tym razem powracam z nowym rozdziałem szybciej niż zawsze. Ale w sumie zmotywowała mnie do tego Zuza ( http://czarniny.blogspot.com/ ) która w połowie dała mi pomysł na ten rozdział, a ja dzięki niej w końcu wiem co pisać w następnych rozdziałach. Dzięki Zuza! 
 A no i jeszcze jedno. Chciałabym prosić o chociaż jeden maleńki komentarz, to dużo dla mnie znaczy. Codziennie odwiedzam bloga z nadzieją, że może jednak pojawił się jakiś komentarz. :)
 A więc do następnego!




 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 3


                                                                ROZDZIAŁ 3
    Nastał następny dzień a ja nadal nie wiem co mam zrobić. Może powinnam znaleźć pracę? Może to pozwoliłoby mi zapomnieć? Hmm… albo spróbuję w końcu spełnić swoje marzenia z którymi nie mogłam nic zrobić przez 2 lata, bo Carlos mi nie pozwalał. Według niego powinnam siedzieć w domu i nic nie robić. Ale przecież moje marzenie już się spełniło po wakacjach idę na studia. W sumie na razie nie potrzebuję pracy. No dobra, to widzę że jednak nie mam nic do roboty. Spojrzałam na telefon, jest 11 więc trzeba wstawać. Zwlekłam się z łóżka, wzięłam ubrania z garderoby i weszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i z niej wyszłam. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę, ale jak na złość nic tam nie było. W takim razie muszę iść do sklepu. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Zaczęłam iść ulicą. To dziwne, kiedy tak patrzę na ludzi którzy idą teraz ulicą, możliwe ,że nie mających innego życia poza pracą, chce mi się śmiać. Na pewno są bogaci ale co z tego? Praca zabiera im cały wolny czas i nie mają go już dla rodziny. Chociaż to smutne mnie to śmieszy. Tak wiem jestem dziwna. Stanęłam przed drzwiami sklepu i po chwili do niego weszłam. Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Poszłam do kasy i wypakowałam zakupy. Wyciągnęłam portfel i po chwili zapłaciłam za moje zakupy. Wychodząc ze sklepu minęłam się z tymi chłopakami. Mam nadzieję że mnie nie zauważyli.
-Anabell !!- usłyszałam wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich  sąsiadów. O nie… A miałam nadzieję że jednak mnie nie zauważyli. Przystanęłam i pozwoliłam na to żeby mnie dogonili. Yhh… pewnie każdy by mi powiedział, że jestem dziwna bo nie chcę się zadawać z tak przystojnymi chłopakami. Ale Carlos na początku też wydawał się normalnym chłopakiem. A co z tego wyszło?
-Hej- powiedziałam kiedy znaleźli się na tyle blisko żeby mnie usłyszeć.
-Cześć! Wszystko u ciebie w porządku? Bo wydajesz się taka nieobecna.- spytał… bodajże Liam.
-Tak u mnie wszystko dobrze- powiedziałam i wymusiłam uśmiech. Chyba mi nie wyszło bo dziwnie się na mnie popatrzyli i zaproponowali pójście do Starbucksa. Normalnie bym nie odmówiła ale ostatnio nie mam ochoty na spotkania z chłopakami.
-No cóż trudno. Może kiedy indziej dasz się zaprosić.- powiedział chłopak. Jak on miał na imię? A tak chyba Harry.
-Tak, może innym razem… Ymm to ja już pójdę. Cześć – powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
-Cześć!- krzyknęli za mną, a ja jak najszybciej próbowałam dotrzeć do domu. Po kilku minutach rozpakowywałam już zakupy w kuchni. Jestem na siebie zła, ale nie wiem dlaczego i to jest dziwne. Czułam się tak jakby moja podświadomość zakazywała mi spotykania się z tymi chłopakami, ba ze wszystkimi chłopakami, a serce podpowiadało mi, że mogę żałować tego, że ich unikam. Wiem mój umysł jest nieźle pogmatwany, ale taka już jestem. Po prostu głupia. Ciągle pakuję się w kłopoty, jak na przykład mój związek z Carlosem. Jedna z wielu rzeczy w którą wpakowałam się przez własną głupotę. I najgorsze jest to, że nie potrafię się zmienić. Zrobiłam sobie kanapki, herbatę i usiadłam do stołu. Zjadłam i pozmywałam po śniadaniu. Poszłam do salonu, włączyłam telewizor, ale nie było co oglądać. Wzięłam laptopa i go włączyłam. Weszłam na twittera i facebooka. W sumie nic ciekawego tam nie było. Chociaż miałam kilku nowych obserwujących na twitterze, co było dziwne bo nie cieszyłam się tam jakąś specjalną popularnością. Ok, jakaś dziewczyna, chłopak, czy ja widzę moich sąsiadów? Tak to chyba oni. O matko ile oni mają follow, i ten dziwny ptaszek przy profilu, znaczący, że ktoś jest znany. Serio? Jakieś gwiazdy? Dziwne, że wcześniej o nich nie słyszałam. Może zaczynają swoją karierę… nie jednak nie, są zespołem od dwóch lat, zajęli trzecie miejsce w VII edycji  xfactora, a w zespół złączył ich Simon Cowell. Dzięki Internecie! Hahahaha. Jestem dziwna śmieje się sama z siebie. A więc to tak! A ja głupia dziwiłam się czemu ludzie się na nich dziwnie patrzą. Ciekawe czemu ja dostałam to mieszkanie, a nie jakaś fanka, jeśli takowe posiadają. Muszę porozmawiać z Paulem i spytać się go czemu mi o niczym nie powiedział. Gdzieś w pokoju zaczął dzwonić mi telefon, ale jak zwykle nie mogłam go znaleźć. Dobra mam.
-Halo?
-Cześć Anabell mam takie pytanie. GDZIE TY DO CHOLERY JASNEJ SIĘ PODZIEWASZ?
-Carlos przecież napisałam ci żebyś nie dzwonił.
-Napisałaś, ale czy ty myślisz, że mnie to obchodzi? Masz wrócić do domu rozumiesz? Nie pozwoliłem ci nigdzie wyjeżdżać!
-No i właśnie dlatego nie zamierzam do ciebie wracać! Nie chcę cię prosić o pozwolenie na każde wyjście z domu! Mam dosyć bicia i poniżania, rozumiesz?
-Rozumiem, ale…
-Nie ma żadnego ale Carlos! Cześć!- krzyknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Tak bo jeszcze tego mi brakowało żeby robił mi awantury i kazał mi wracać do domu. Chociaż tamto miejsce nigdy nie było dla mnie domem!