poniedziałek, 28 stycznia 2013
Przepraszam
W najbliższym czasie nie pojawi się rozdział 6. Mam ferie i jestem w górach gdzie nie ma za dobrego internetu. Poza tym mam inny komputer i nawet gdybym chciała pisać to nie mogę. Wracam 2 lutego i postaram się w miarę szybko dokończyć rozdział. Przepraszam, że musicie tak długo czekać...
środa, 16 stycznia 2013
ROZDZIAŁ 5
ROZDZIAŁ 5
Obudziłam
się, ale na razie nie mam ochoty na otwieranie oczu. Za bardzo mnie bolą. Przez
najbliższe 10? 15? Minut próbowałam sobie przypomnieć gdzie jestem i z kim
jestem.
-Liam! Liam,
obudź się!- usłyszałam szept z mojej lewej strony. Aaaaaaaaaa już pamiętam. Tam
obok siedzi lub śpi One Direction. Moi sąsiedzi, a raczej chłopaki którzy
uratowali mnie przed Carlosem.
-Co jest?-
odpowiedział zaspany chłopak- Czy coś się stało Anabell?
Ej czy on się
właśnie spytał czy coś mi się stało? On się o mnie martwi? Czy to nie jest
dziwne?
-Nie nic się
jej nie stało, ale zobacz- powiedział Zayn? widocznie wskazując na mnie palcem.
Na mnie i na głowę blondyna ułożoną na moich kolanach. Usłyszałam krótkie
„oooooooo” wypadające z kilku ust naraz. Postanowiłam, że będzie lepiej jeśli
przestanę udawać, że nadal śpię i podziękuję im za pomoc. Powoli otworzyłam
oczy bojąc się, że na pewno porazi mnie słońce. Ale o dziwo zasłony były
zasłonięte, a pokój był pogrążony w lekkim mroku. Zobaczyłam jak oczy chłopaków
(minus Niall, który nadal śpi na moich kolanach) kierują się na moją dosyć
smutną twarz. Powinnam coś powiedzieć. Przeprosić, że musieli to oglądać, ale
też podziękować za to, że jednak nie uciekli i mi pomogli.
-Przepraszam
was. Przepraszam za to, że musieliście to oglądać. Przepraszam za wszystko. Za
kłopot który wam pewnie sprawiłam i za to, że spaliście na tych okropnie nie
wygodnych krzesłach. Przepraszam ja… - nic więcej powiedzieć nie mogłam. A te
ich oczy wlepione we mnie wcale mi nie pomagały. Widziałam już gniew chowający
się za ich oczami i po prostu zrobiło mi się przykro. Okropnie przykro.
-Ale
dziewczyno za co ty nas przepraszasz? Za to, że widzieliśmy jak cię uderzył?
Powinnaś się cieszyć, że wtedy wychodziliśmy z domu- powiedział chyba Louis.
-Ale ja nie
mówię, że wam nie dziękuję. Ogromnie wam dziękuję, ale nie powinniście tego
widzieć- powiedziałam i żeby nie widzieli moich zaszklonych oczu odwróciłam
głowę w drugą stronę i mocno zacisnęłam powieki.
-Wtedy
uderzył cię pierwszy raz prawda?- spytał Zayn. Przez chwilę walczyłam ze łzami
ale nie potrafiłam dłużej. Odwróciłam się do nich twarzą i łzy po prostu same
zaczęły ściekać po moich bladych policzkach.
-Nie to nie
był pierwszy raz. Byłam z nim przez dwa lata. Na początku wszystko było
pięknie. Dopóki nie nadeszła jedna z pierwszych imprez. W naszym nowym wspólnym
domu. Tam spił się prawie do nieprzytomności i wtedy wszystko się zaczęło.
Wtedy dostałam pierwszy raz, bo nie zrobiłam jednej głupiej rzeczy. Potem było
już tylko gorzej. Nie pozwalał mi wychodzić z domu bez jego pozwolenia. Nie
mogłam nawet normalnie porozmawiać przez telefon. Prawie codziennie pił, a gdy
wracał wrzeszczał na mnie i bił. Kilkanaście razy traciłam przytomność. Kiedyś
popchnął mnie na szklany stolik, szkło się rozsypało a na mojej skórze było
kilka cięć. Prosiłam go żeby pozwolił mi jechać do szpitala, ale on twierdził,
że jeśli tam pojadę naślę na niego policję. Zastraszał mnie, mówiąc, że jeśli
nie będę go słuchać znajdzie moją rodzinę i coś im zrobi. Okropnie się bałam,
ale… ale ja nie miałam już siły, musiałam uciec. Uciekłam, ale to nie zmienia
faktu, że mnie znalazł i teraz muszę się wyprowadzić i uciekać dalej… -
powiedziałam. Twarze chłopaków były okropne, krzywili się za każdym razem kiedy
pokazywałam im blizny jakie Carlos zostawił na moim ciele. W połowie mojej
opowieści o życiu, wstał Niall. Miał roztrzepane włosy, wyglądał po prostu
słodko, ale kiedy usłyszał o czym mówię od razu jego mina zmieniła się o 180
stopni. Jego twarz wykrzywił grymas. Chłopcy przyglądali mi się, chyba próbując
przetworzyć informację, a ja najzwyczajniej w świecie trzęsłam się i zanosiłam cichym
płaczem.
-Anabell
uspokój się dobrze? Wszystko będzie dobrze nie będziesz musiała nigdzie uciekać
rozumiesz? Zaopiekujemy się tobą.- powiedział uspokajającym tonem Liam.
-Ale wy macie
swoje życie, które nie powinno zostać przez kogoś takiego jak ja. Przecież
nawet nie wiecie czy mówię prawdę. Jestem pewna, że chociaż kawałek z was
uważa, że kłamię, bo opowiadam jakieś dziwne niestworzone historie-
powiedziałam a Niall usiadł obok mnie i mnie objął.
-To nie
prawda, że ci nie wierzymy! Przecież widzieliśmy dokładnie jak ten chłopak cię
wczoraj potraktował. A jeśli chodzi o nasze życie to na pewno nam go nie
posujesz, prawda chłopaki?- spytała Niall uspakajająco głaszcząc mnie po
głowie.
-Absolutnie!-
odpowiedzieli chórem chłopaki z wielkimi uśmiechami na twarzy.
No cóż przez ostatnie dziesięć minut
było trochę dziwnie. Ja próbowałam się uspokoić, Niall nadal mnie przytulał, a
reszta chłopaków dziwnie się na nas patrzyła. Trochę mnie to wkurzało, ale
przecież nie będę na nich krzyczała żeby przestali się na mnie patrzeć. Niall
chyba też zauważył, że się nam przyglądają bo nieznacznie się ode mnie odsunął.
-Czy ja mam
coś na twarzy, czy co? Bo jakoś dziwnie się na mnie patrzycie.- powiedział do
chłopaków. Wszyscy jak na zawołanie zaczęli się śmiać. Oczywiście oprócz mnie i
Nialla, bo nie wiedzieliśmy o co im chodzi.
-Hahahaha…
nie masz nic na twarzy… hahahaha… ale wyglądacie słodko jak się przytulacie-
powiedział Louis. Że co on niby powiedział? Że my niby słodko razem wyglądamy?
Hahahaha . Dobry żart. Zmierzyłam chłopaków od stóp do głów i po prostu
potraktowałam ich zabójczym spojrzeniem. Momentalnie przestali się śmiać. Ale
chyba nie chodziło im o mój wzrok bo szybko podbiegli do maszyny pokazującej
mój stan.
-Chłopaki
chyba coś jest źle- powiedział przestraszony Niall. Ale co jest źle? Ja czuję
się dobrze. Prawda?
-Idę po
lekarza!- krzyknął Liam wybiegając z sali. Czy może być jeszcze gorzej?
~~*~~
Powoli otworzyłam oczy. Dlaczego to ciągle
spotyka mnie? Chłopaki nadal tu są. Śpią tak jak wtedy, a ja nadal nie mam
serca żeby ich budzić. Głowa Liama się poruszyła i chłopak obudził się.
Spojrzał w moją stronę. Wiedział, że nie śpię, ale chyba nie mógł nic
powiedzieć. W jego oczach widziałam strach? Tak to chyba to. Ale przed czym on
się bał? Miał mim powiedzieć co powiedział lekarz? A może miał mi przekazać, że
rano przywiozą moje rzeczy i będę musiała szukać nowego mieszkania?
-Anabell…
Dlaczego się głodziłaś? Wiesz… kiedy ludzie nie jedzą mają ku temu powód. Jaki
jest twój? To przez Carlosa?- zaczął szeptać Liam. Wstał z krzesła i podszedł
do łóżka na którym leżałam. Byłam w kompletnym szoku. Ja się wcale nie
głodziłam. Ja po prostu nie byłam głodna, a jak nie byłam głodna to nie jadłam,
co w sumie liczy się do tego, że ostatnio jadałam same śniadania. Przecież nie
robiłam tego specjalnie.
-Liam wiem,
że pewnie mi nie uwierzysz, ale ja się nie głodziłam. Ja po prostu jadłam wtedy
kiedy byłam głodna. Przecież wiele razy spotykaliśmy się w sklepie. Widziałeś,
że zawsze coś kupowałam.-wyszeptałam. Ale Liam nadal stał przy swoim.
Wiedziałam, że tak będzie.
-I ja mam
uwierzyć, że wcale się nie głodziłaś? Wiesz, że masz 9 kilogramów niedowagi?
Mogę się założyć, że nie. I skąd mam wiedzieć, że jadłaś cokolwiek z tego co
kupowałaś? Anoreksja to naprawdę poważna choroba, z nią trzeba walczyć wiesz?-
powiedział już trochę głośniej, czym zbudził pozostałych chłopaków. I jak ja
mam się mu wytłumaczyć, skoro nie wieży mi gdy mówię prawdę? Mam kłamać?
-Liam ale ja naprawdę
się nie głodziłam, uwierz mi. Gdybym to robiła powiedziałabym ci to teraz, w
tej chwili. Proszę nie oskarżaj mnie o coś czego nie robię. Naprawdę jeśli
będziesz mi kazał jeść każdy posiłek przy tobie, żebyś widział, że jem to to
zrobię. Ale proszę uwierz mi.-mówiłam do Liama, a reszta przysłuchiwała się nam
ze zdziwieniem. Bo w końcu to mógł być dziwny widok. Ja, z podpuchniętymi
oczami gotowymi do następnego wybuchnięcia płaczem i Liam, stojący naprzeciwko
mnie, z żalem w oczach i bólem wymalowanym na twarzy.
-Hej co
jest?- spytał przestraszony Louis. Nie dziwię się, że był przestraszony.
Przecież niecałe trzy godziny temu zemdlałam. I najwidoczniej do tej pory o
jego powodzie wiedział tylko Liam. Znaczy teraz wiedzą już wszyscy, ale…
-Yhh…
Przepraszam Ana. Po prostu byłem zły. Może nie znamy się jakoś szczególnie
długo ale nie zmienia to faktu, że będąc w szpitalu powinnaś nam powiedzieć.
Tylko, że ty nie wiedziałś…
-Nie
wiedziała czego? – spytał zdziwiony Zayn.
-Nie
wiedziała, że choruje na anoreksję.- odpowiedział mu Liam.
-A więc stąd
to jedzenie wszystkiego przy tobie…- powiedział Harry.
-I ty
naprawdę nie wiedziałaś?- spytał mnie Niall.
-Nie, nie
wiedziałam. Po prostu jadłam wtedy kiedy byłam glodna.
-A że nie
byłaś często głodna, stąd wzięło się 9 kilo niedowagi.- powiedział Liam.
Najwidoczniej uświadamiając o tym resztę.
-Aż 9?
Cholera dziewczyno co ty ze sobą robisz?!- Zayn wybuchł, a ja po prostu nie
mogłam już normalnie funkcjonować. Byłam strasznie zmęczona. Zasnęłam na
siedząco…
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Wróciłam! Od razu mówię, że jest to najdłuższy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam. Więc tak, powoli się rozkręcam więc jest możliwość, że następny rozdziała pojawi się w miarę szybko. No to do następnego!
piątek, 11 stycznia 2013
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 4
Obudziło mnie
słońce wpadające przez nie zasłonięte okno. Znowu zasnęłam w salonie. Jak ja to
robię, że nie mogę iść normalnie do łóżka tylko muszę położyć się na kanapie
przed telewizorem, który i tak jest wyciszony? Ehh… Wstałam z kanapy i z
wielkim bólem poruszyłam głową. O nie znowu musiałam źle spać. Głupia kanapa,
głupia ja… Nie ważne. Poszłam do pokoju i naszykowałam sobie ubrania. Była
nawet całkiem ładna pogoda co mnie zdziwiło, bo przecież w Londynie rzadko się
to zdarza. Poszłam do toalety i wzięłam prysznic. Po wyjściu z kabiny ubrałam
się i delikatnie pomalowałam. Wyszłam z łazienki. No nie znowu mi telefon
dzwoni. I znowu nie wiem gdzie on jest…
-Halo?
-Anabell
proszę cię porozmawiaj ze mną.
-Carlos
prosiłam cię żebyś więcej do mnie nie dzwonił! Nie mam na razie ochoty na
rozmowę z tobą. Może kiedyś, jak zmądrzejesz i zrozumiesz co zrobiłeś źle.-
powiedziałam w miarę spokojnie do słuchawki. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Podeszłam do niech i je otworzyłam. To co zobaczyłam mnie zaskoczyło i
przestraszyło. Za drzwiami stał Carlos.
-Jak mnie
znalazłeś?
-Sprawdziłem
w laptopie.- odpowiedział zły Carlos –Dlaczego mnie zostawiłaś? Dlaczego
uciekłaś? Mogłaś powiedzieć co robię źle, robiłbym to lepiej!
-I ty jeszcze
się pytasz co zrobiłeś źle?! A to, że codziennie przez ciebie płakałam i
prosiłam żebyś przestał mnie bić, nie jest dla ciebie argumentem?!- wydarłam
się na niego.
-Nie krzycz
na mnie!- powiedział, a raczej wykrzyczał i mocno złapał mnie za nadgarstki
tak, że nie mogłam się ruszyć. Zaczęłam się szarpać i krzyczałam żeby mnie
puścił, ale on mnie nie słuchał. Zresztą jak zawsze. I gdzie są moi sąsiedzi
kiedy są potrzebni?
-Puść mnie
słyszysz?! Zostaw mnie! Mógłbyś chociaż raz mnie posłuchać?!- krzyczałam ale
Carlos nadal trzymał moje ręce i wyglądało na to, że nie zamierzał puścić.
-Proszę
Carlos puść mnie.- powiedziałam na ostatkach sił i zaczęłam płakać.
-Cicho! Masz
nie płakać słyszysz?! Uspokój się!- zaczął na mnie krzyczeć, ale ja nie mogłam
opanować płaczu. Moje serce krwawiło i to przez niego. Zobaczyłam jego rękę, a
zaraz potem poczułam mocny ból na policzku. Czułam jak miejsce po uderzeniu
zaczyna piec, a policzek staje się czerwony. Zaczęłam piszczeć, krzyczeć i
drzeć się jak najgłośniej tylko mogłam, ale poczułam tylko następne uderzenie w
policzek. Już prawie nic nie widziałam przez łzy. Nagle usłyszałam głośne
trzaśnięcie drzwi gdzieś nad nami i śmiechy moich sąsiadów. Zaczęłam krzyczeć
żeby ktoś mi pomógł. Momentalnie śmiechy ustały i za chwilę mogłam już usłyszeć
głośne krzyki w stronę Carlosa.
-Zostaw ją!
-Zostaw ją
słyszysz!!?
-Człowieku
czy ty jesteś normalny?!- nie wiedziałam do którego z chłopaków należy który
głos. Po prostu się zagubiłam. Zagubiłam się w otaczającym mnie świecie.
-Anabell
teraz pójdziesz się grzecznie spakować i nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu!-
krzyknął Carlos i zaraz się roześmiał. Nie mogłam się poruszyć, chociaż czuła,
że Carlos mnie puścił. Już odwracałam się w stronę drzwi żeby się spakować,
ale… przecież nie mogę się poddać!
-Nie nigdzie
z tobą nie idę, rozumiesz! Nawet nie zamierzam ruszyć się z tego miejsca! I nie
masz prawa mnie do niczego zmuszać! I jestem ciekawa dlaczego dopiero wczoraj
zaczęło cię interesować dlaczego odeszłam. Skończyła się wódka? Wróciłeś z
imprezy u kolegów? A może przestraszyłeś się, że pójdę na policję?- spytałam z
kpiną w głosie. I to co zrobiłam nie skończyło się dla mnie dobrze. Widziałam
jak Carlos do mnie podchodzi, słyszałam krzyki chłopaków, potem ból i ciemność
przed oczami.
~~*~~
Byłam słaba.
Bardzo słaba. Gdzie tak naprawdę teraz byłam? Mam nadzieję, że nie z Carlosem.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam biel ścian. No świetnie szpital. Czujecie
ten sarkazm? Ale przynajmniej miałam pewność, że Carlosa tu nie ma. On nigdy nie przywiózłby mnie do szpitala,
nawet gdybym miała wykrwawić się na śmierć. Ale jak nie Carlos, to kto mnie tu
przywiózł? Delikatnie poruszyłam głową żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma
nikogo w mojej sali. Ymm… po prawej stronie są drzwi, na przeciwko mnie
łazienka, a z lewej strony na pięciu krzesłach spało całe One Direction. Serio?
1D? W mojej sali w szpitalu? Martwią się o mnie? W sumie to uratowali mnie
przed Carlosem, inaczej byłabym teraz w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu,
najprawdopodobniej siedziałabym, a raczej byłabym związana na tylnym siedzeniu
samochodu Carlosa, który wywiózłby mnie gdzieś gdzie nikomu nie mogłabym
zaufać. A wracając do miejsca gdzie jestem naprawdę, wypadałoby wezwać lekarza
prawda? Przynajmniej tak robią na filmach. Wcisnęłam czerwony guzik na pilocie
przy moim łóżku, a po chwili przyszedł lekarz który wypytywał mnie o różne
rzeczy i zrobił różnorodne badania. Lekarz w końcu wyszedł a ja zobaczyłam, że
chłopaki nadal śpią. Oni są dziwni. Lekarz zrobił naprawdę dużo hałasu, a oni
się nawet nie poruszyli. Wyglądali tak słodko jak spali, ich włosy były w
nieładzie a buzie uśmiechnięte… ale stop o czym ja myślę? Chyba powinnam
obudzić chociaż jednego z nich i podziękować. A potem powiedzieć, że sobie
poradzę, że jeśli chcą to się wyprowadzę, a oni mogą iść do domu i położyć się
spać w wygodnych łóżkach, bo nie sądzę żeby te krzesła były jakieś nadzwyczaj
miękkie. Nagle głowa blondyna opadła prosto na moje nogi. Na początku chciałam
go obudzić, ale potem popatrzyłam na jego twarz i po prostu odpłynęłam,
wyglądał tak słodko jak spał. Szczególnie na moich kolanach. Nie miałam już
odwagi ich zbudzić. Po prostu bałam się, że pójdą do domu (czego wcześniej
chciałam), zostawią mnie tu samą, karzą się wyprowadzić bo sprawiam za dużo
problemów i więcej nie będę miała okazji popatrzeć na nich kiedy śpią. Wiem
jestem dziwna, ale taką mam już naturę. Setki myśli przewijało się przez moją
głowę. Byłam lekko osłabiona, więc po kilku minutach patrzenia się na nich i
myślenia co by było gdybym nie uciekła wcześniej od Carlosa, zasnęłam, tak po
prostu, bez zbędnego zadręczania się jak to robiłam zawsze.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Tym razem powracam z nowym rozdziałem szybciej niż zawsze. Ale w sumie zmotywowała mnie do tego Zuza ( http://czarniny.blogspot.com/ ) która w połowie dała mi pomysł na ten rozdział, a ja dzięki niej w końcu wiem co pisać w następnych rozdziałach. Dzięki Zuza!
A no i jeszcze jedno. Chciałabym prosić o chociaż jeden maleńki komentarz, to dużo dla mnie znaczy. Codziennie odwiedzam bloga z nadzieją, że może jednak pojawił się jakiś komentarz. :)
A więc do następnego!
poniedziałek, 7 stycznia 2013
ROZDZIAŁ 3
ROZDZIAŁ 3
Nastał następny dzień a ja nadal nie wiem
co mam zrobić. Może powinnam znaleźć pracę? Może to pozwoliłoby mi zapomnieć?
Hmm… albo spróbuję w końcu spełnić swoje marzenia z którymi nie mogłam nic
zrobić przez 2 lata, bo Carlos mi nie pozwalał. Według niego powinnam siedzieć
w domu i nic nie robić. Ale przecież moje marzenie już się spełniło po
wakacjach idę na studia. W sumie na razie nie potrzebuję pracy. No dobra, to
widzę że jednak nie mam nic do roboty. Spojrzałam na telefon, jest 11 więc
trzeba wstawać. Zwlekłam się z łóżka, wzięłam ubrania z garderoby i weszłam do
łazienki. Wykonałam poranną toaletę i z niej wyszłam. Poszłam do kuchni i
otworzyłam lodówkę, ale jak na złość nic tam nie było. W takim razie muszę iść
do sklepu. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Zaczęłam iść ulicą. To dziwne, kiedy
tak patrzę na ludzi którzy idą teraz ulicą, możliwe ,że nie mających innego
życia poza pracą, chce mi się śmiać. Na pewno są bogaci ale co z tego? Praca
zabiera im cały wolny czas i nie mają go już dla rodziny. Chociaż to smutne
mnie to śmieszy. Tak wiem jestem dziwna. Stanęłam przed drzwiami sklepu i po
chwili do niego weszłam. Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze
rzeczy. Poszłam do kasy i wypakowałam zakupy. Wyciągnęłam portfel i po chwili
zapłaciłam za moje zakupy. Wychodząc ze sklepu minęłam się z tymi chłopakami.
Mam nadzieję że mnie nie zauważyli.
-Anabell !!-
usłyszałam wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich sąsiadów. O nie… A miałam nadzieję że jednak
mnie nie zauważyli. Przystanęłam i pozwoliłam na to żeby mnie dogonili. Yhh…
pewnie każdy by mi powiedział, że jestem dziwna bo nie chcę się zadawać z tak przystojnymi
chłopakami. Ale Carlos na początku też wydawał się normalnym chłopakiem. A co z
tego wyszło?
-Hej-
powiedziałam kiedy znaleźli się na tyle blisko żeby mnie usłyszeć.
-Cześć!
Wszystko u ciebie w porządku? Bo wydajesz się taka nieobecna.- spytał… bodajże
Liam.
-Tak u mnie
wszystko dobrze- powiedziałam i wymusiłam uśmiech. Chyba mi nie wyszło bo
dziwnie się na mnie popatrzyli i zaproponowali pójście do Starbucksa. Normalnie
bym nie odmówiła ale ostatnio nie mam ochoty na spotkania z chłopakami.
-No cóż
trudno. Może kiedy indziej dasz się zaprosić.- powiedział chłopak. Jak on miał
na imię? A tak chyba Harry.
-Tak, może
innym razem… Ymm to ja już pójdę. Cześć – powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
-Cześć!-
krzyknęli za mną, a ja jak najszybciej próbowałam dotrzeć do domu. Po kilku
minutach rozpakowywałam już zakupy w kuchni. Jestem na siebie zła, ale nie wiem
dlaczego i to jest dziwne. Czułam się tak jakby moja podświadomość zakazywała
mi spotykania się z tymi chłopakami, ba ze wszystkimi chłopakami, a serce
podpowiadało mi, że mogę żałować tego, że ich unikam. Wiem mój umysł jest
nieźle pogmatwany, ale taka już jestem. Po prostu głupia. Ciągle pakuję się w
kłopoty, jak na przykład mój związek z Carlosem. Jedna z wielu rzeczy w którą
wpakowałam się przez własną głupotę. I najgorsze jest to, że nie potrafię się
zmienić. Zrobiłam sobie kanapki, herbatę i usiadłam do stołu. Zjadłam i
pozmywałam po śniadaniu. Poszłam do salonu, włączyłam telewizor, ale nie było
co oglądać. Wzięłam laptopa i go włączyłam. Weszłam na twittera i facebooka. W
sumie nic ciekawego tam nie było. Chociaż miałam kilku nowych obserwujących na
twitterze, co było dziwne bo nie cieszyłam się tam jakąś specjalną
popularnością. Ok, jakaś dziewczyna, chłopak, czy ja widzę moich sąsiadów? Tak
to chyba oni. O matko ile oni mają follow, i ten dziwny ptaszek przy profilu,
znaczący, że ktoś jest znany. Serio? Jakieś gwiazdy? Dziwne, że wcześniej o
nich nie słyszałam. Może zaczynają swoją karierę… nie jednak nie, są zespołem
od dwóch lat, zajęli trzecie miejsce w VII edycji xfactora, a w zespół złączył ich Simon Cowell.
Dzięki Internecie! Hahahaha. Jestem dziwna śmieje się sama z siebie. A więc to
tak! A ja głupia dziwiłam się czemu ludzie się na nich dziwnie patrzą. Ciekawe
czemu ja dostałam to mieszkanie, a nie jakaś fanka, jeśli takowe posiadają.
Muszę porozmawiać z Paulem i spytać się go czemu mi o niczym nie powiedział.
Gdzieś w pokoju zaczął dzwonić mi telefon, ale jak zwykle nie mogłam go
znaleźć. Dobra mam.
-Halo?
-Cześć
Anabell mam takie pytanie. GDZIE TY DO CHOLERY JASNEJ SIĘ PODZIEWASZ?
-Carlos
przecież napisałam ci żebyś nie dzwonił.
-Napisałaś,
ale czy ty myślisz, że mnie to obchodzi? Masz wrócić do domu rozumiesz? Nie
pozwoliłem ci nigdzie wyjeżdżać!
-No i właśnie
dlatego nie zamierzam do ciebie wracać! Nie chcę cię prosić o pozwolenie na
każde wyjście z domu! Mam dosyć bicia i poniżania, rozumiesz?
-Rozumiem,
ale…
-Nie ma
żadnego ale Carlos! Cześć!- krzyknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Tak bo jeszcze
tego mi brakowało żeby robił mi awantury i kazał mi wracać do domu. Chociaż
tamto miejsce nigdy nie było dla mnie domem!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)