ROZDZIAŁ 3
Nastał następny dzień a ja nadal nie wiem
co mam zrobić. Może powinnam znaleźć pracę? Może to pozwoliłoby mi zapomnieć?
Hmm… albo spróbuję w końcu spełnić swoje marzenia z którymi nie mogłam nic
zrobić przez 2 lata, bo Carlos mi nie pozwalał. Według niego powinnam siedzieć
w domu i nic nie robić. Ale przecież moje marzenie już się spełniło po
wakacjach idę na studia. W sumie na razie nie potrzebuję pracy. No dobra, to
widzę że jednak nie mam nic do roboty. Spojrzałam na telefon, jest 11 więc
trzeba wstawać. Zwlekłam się z łóżka, wzięłam ubrania z garderoby i weszłam do
łazienki. Wykonałam poranną toaletę i z niej wyszłam. Poszłam do kuchni i
otworzyłam lodówkę, ale jak na złość nic tam nie było. W takim razie muszę iść
do sklepu. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Zaczęłam iść ulicą. To dziwne, kiedy
tak patrzę na ludzi którzy idą teraz ulicą, możliwe ,że nie mających innego
życia poza pracą, chce mi się śmiać. Na pewno są bogaci ale co z tego? Praca
zabiera im cały wolny czas i nie mają go już dla rodziny. Chociaż to smutne
mnie to śmieszy. Tak wiem jestem dziwna. Stanęłam przed drzwiami sklepu i po
chwili do niego weszłam. Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze
rzeczy. Poszłam do kasy i wypakowałam zakupy. Wyciągnęłam portfel i po chwili
zapłaciłam za moje zakupy. Wychodząc ze sklepu minęłam się z tymi chłopakami.
Mam nadzieję że mnie nie zauważyli.
-Anabell !!-
usłyszałam wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich sąsiadów. O nie… A miałam nadzieję że jednak
mnie nie zauważyli. Przystanęłam i pozwoliłam na to żeby mnie dogonili. Yhh…
pewnie każdy by mi powiedział, że jestem dziwna bo nie chcę się zadawać z tak przystojnymi
chłopakami. Ale Carlos na początku też wydawał się normalnym chłopakiem. A co z
tego wyszło?
-Hej-
powiedziałam kiedy znaleźli się na tyle blisko żeby mnie usłyszeć.
-Cześć!
Wszystko u ciebie w porządku? Bo wydajesz się taka nieobecna.- spytał… bodajże
Liam.
-Tak u mnie
wszystko dobrze- powiedziałam i wymusiłam uśmiech. Chyba mi nie wyszło bo
dziwnie się na mnie popatrzyli i zaproponowali pójście do Starbucksa. Normalnie
bym nie odmówiła ale ostatnio nie mam ochoty na spotkania z chłopakami.
-No cóż
trudno. Może kiedy indziej dasz się zaprosić.- powiedział chłopak. Jak on miał
na imię? A tak chyba Harry.
-Tak, może
innym razem… Ymm to ja już pójdę. Cześć – powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
-Cześć!-
krzyknęli za mną, a ja jak najszybciej próbowałam dotrzeć do domu. Po kilku
minutach rozpakowywałam już zakupy w kuchni. Jestem na siebie zła, ale nie wiem
dlaczego i to jest dziwne. Czułam się tak jakby moja podświadomość zakazywała
mi spotykania się z tymi chłopakami, ba ze wszystkimi chłopakami, a serce
podpowiadało mi, że mogę żałować tego, że ich unikam. Wiem mój umysł jest
nieźle pogmatwany, ale taka już jestem. Po prostu głupia. Ciągle pakuję się w
kłopoty, jak na przykład mój związek z Carlosem. Jedna z wielu rzeczy w którą
wpakowałam się przez własną głupotę. I najgorsze jest to, że nie potrafię się
zmienić. Zrobiłam sobie kanapki, herbatę i usiadłam do stołu. Zjadłam i
pozmywałam po śniadaniu. Poszłam do salonu, włączyłam telewizor, ale nie było
co oglądać. Wzięłam laptopa i go włączyłam. Weszłam na twittera i facebooka. W
sumie nic ciekawego tam nie było. Chociaż miałam kilku nowych obserwujących na
twitterze, co było dziwne bo nie cieszyłam się tam jakąś specjalną
popularnością. Ok, jakaś dziewczyna, chłopak, czy ja widzę moich sąsiadów? Tak
to chyba oni. O matko ile oni mają follow, i ten dziwny ptaszek przy profilu,
znaczący, że ktoś jest znany. Serio? Jakieś gwiazdy? Dziwne, że wcześniej o
nich nie słyszałam. Może zaczynają swoją karierę… nie jednak nie, są zespołem
od dwóch lat, zajęli trzecie miejsce w VII edycji xfactora, a w zespół złączył ich Simon Cowell.
Dzięki Internecie! Hahahaha. Jestem dziwna śmieje się sama z siebie. A więc to
tak! A ja głupia dziwiłam się czemu ludzie się na nich dziwnie patrzą. Ciekawe
czemu ja dostałam to mieszkanie, a nie jakaś fanka, jeśli takowe posiadają.
Muszę porozmawiać z Paulem i spytać się go czemu mi o niczym nie powiedział.
Gdzieś w pokoju zaczął dzwonić mi telefon, ale jak zwykle nie mogłam go
znaleźć. Dobra mam.
-Halo?
-Cześć
Anabell mam takie pytanie. GDZIE TY DO CHOLERY JASNEJ SIĘ PODZIEWASZ?
-Carlos
przecież napisałam ci żebyś nie dzwonił.
-Napisałaś,
ale czy ty myślisz, że mnie to obchodzi? Masz wrócić do domu rozumiesz? Nie
pozwoliłem ci nigdzie wyjeżdżać!
-No i właśnie
dlatego nie zamierzam do ciebie wracać! Nie chcę cię prosić o pozwolenie na
każde wyjście z domu! Mam dosyć bicia i poniżania, rozumiesz?
-Rozumiem,
ale…
-Nie ma
żadnego ale Carlos! Cześć!- krzyknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Tak bo jeszcze
tego mi brakowało żeby robił mi awantury i kazał mi wracać do domu. Chociaż
tamto miejsce nigdy nie było dla mnie domem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz