poniedziałek, 7 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 3


                                                                ROZDZIAŁ 3
    Nastał następny dzień a ja nadal nie wiem co mam zrobić. Może powinnam znaleźć pracę? Może to pozwoliłoby mi zapomnieć? Hmm… albo spróbuję w końcu spełnić swoje marzenia z którymi nie mogłam nic zrobić przez 2 lata, bo Carlos mi nie pozwalał. Według niego powinnam siedzieć w domu i nic nie robić. Ale przecież moje marzenie już się spełniło po wakacjach idę na studia. W sumie na razie nie potrzebuję pracy. No dobra, to widzę że jednak nie mam nic do roboty. Spojrzałam na telefon, jest 11 więc trzeba wstawać. Zwlekłam się z łóżka, wzięłam ubrania z garderoby i weszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i z niej wyszłam. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę, ale jak na złość nic tam nie było. W takim razie muszę iść do sklepu. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Zaczęłam iść ulicą. To dziwne, kiedy tak patrzę na ludzi którzy idą teraz ulicą, możliwe ,że nie mających innego życia poza pracą, chce mi się śmiać. Na pewno są bogaci ale co z tego? Praca zabiera im cały wolny czas i nie mają go już dla rodziny. Chociaż to smutne mnie to śmieszy. Tak wiem jestem dziwna. Stanęłam przed drzwiami sklepu i po chwili do niego weszłam. Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Poszłam do kasy i wypakowałam zakupy. Wyciągnęłam portfel i po chwili zapłaciłam za moje zakupy. Wychodząc ze sklepu minęłam się z tymi chłopakami. Mam nadzieję że mnie nie zauważyli.
-Anabell !!- usłyszałam wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich  sąsiadów. O nie… A miałam nadzieję że jednak mnie nie zauważyli. Przystanęłam i pozwoliłam na to żeby mnie dogonili. Yhh… pewnie każdy by mi powiedział, że jestem dziwna bo nie chcę się zadawać z tak przystojnymi chłopakami. Ale Carlos na początku też wydawał się normalnym chłopakiem. A co z tego wyszło?
-Hej- powiedziałam kiedy znaleźli się na tyle blisko żeby mnie usłyszeć.
-Cześć! Wszystko u ciebie w porządku? Bo wydajesz się taka nieobecna.- spytał… bodajże Liam.
-Tak u mnie wszystko dobrze- powiedziałam i wymusiłam uśmiech. Chyba mi nie wyszło bo dziwnie się na mnie popatrzyli i zaproponowali pójście do Starbucksa. Normalnie bym nie odmówiła ale ostatnio nie mam ochoty na spotkania z chłopakami.
-No cóż trudno. Może kiedy indziej dasz się zaprosić.- powiedział chłopak. Jak on miał na imię? A tak chyba Harry.
-Tak, może innym razem… Ymm to ja już pójdę. Cześć – powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
-Cześć!- krzyknęli za mną, a ja jak najszybciej próbowałam dotrzeć do domu. Po kilku minutach rozpakowywałam już zakupy w kuchni. Jestem na siebie zła, ale nie wiem dlaczego i to jest dziwne. Czułam się tak jakby moja podświadomość zakazywała mi spotykania się z tymi chłopakami, ba ze wszystkimi chłopakami, a serce podpowiadało mi, że mogę żałować tego, że ich unikam. Wiem mój umysł jest nieźle pogmatwany, ale taka już jestem. Po prostu głupia. Ciągle pakuję się w kłopoty, jak na przykład mój związek z Carlosem. Jedna z wielu rzeczy w którą wpakowałam się przez własną głupotę. I najgorsze jest to, że nie potrafię się zmienić. Zrobiłam sobie kanapki, herbatę i usiadłam do stołu. Zjadłam i pozmywałam po śniadaniu. Poszłam do salonu, włączyłam telewizor, ale nie było co oglądać. Wzięłam laptopa i go włączyłam. Weszłam na twittera i facebooka. W sumie nic ciekawego tam nie było. Chociaż miałam kilku nowych obserwujących na twitterze, co było dziwne bo nie cieszyłam się tam jakąś specjalną popularnością. Ok, jakaś dziewczyna, chłopak, czy ja widzę moich sąsiadów? Tak to chyba oni. O matko ile oni mają follow, i ten dziwny ptaszek przy profilu, znaczący, że ktoś jest znany. Serio? Jakieś gwiazdy? Dziwne, że wcześniej o nich nie słyszałam. Może zaczynają swoją karierę… nie jednak nie, są zespołem od dwóch lat, zajęli trzecie miejsce w VII edycji  xfactora, a w zespół złączył ich Simon Cowell. Dzięki Internecie! Hahahaha. Jestem dziwna śmieje się sama z siebie. A więc to tak! A ja głupia dziwiłam się czemu ludzie się na nich dziwnie patrzą. Ciekawe czemu ja dostałam to mieszkanie, a nie jakaś fanka, jeśli takowe posiadają. Muszę porozmawiać z Paulem i spytać się go czemu mi o niczym nie powiedział. Gdzieś w pokoju zaczął dzwonić mi telefon, ale jak zwykle nie mogłam go znaleźć. Dobra mam.
-Halo?
-Cześć Anabell mam takie pytanie. GDZIE TY DO CHOLERY JASNEJ SIĘ PODZIEWASZ?
-Carlos przecież napisałam ci żebyś nie dzwonił.
-Napisałaś, ale czy ty myślisz, że mnie to obchodzi? Masz wrócić do domu rozumiesz? Nie pozwoliłem ci nigdzie wyjeżdżać!
-No i właśnie dlatego nie zamierzam do ciebie wracać! Nie chcę cię prosić o pozwolenie na każde wyjście z domu! Mam dosyć bicia i poniżania, rozumiesz?
-Rozumiem, ale…
-Nie ma żadnego ale Carlos! Cześć!- krzyknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Tak bo jeszcze tego mi brakowało żeby robił mi awantury i kazał mi wracać do domu. Chociaż tamto miejsce nigdy nie było dla mnie domem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz