piątek, 8 lutego 2013

ROZDZIAŁ 6


                                                                  ROZDZIAŁ 6
    Obudziłam się, nie w sumie to mnie obudzili. I to w cale nie było miłe! Perfidnie wbili mi igłę w rękę, żeby podpiąć kroplówkę. No przecież tak się nie robi! Powinni mnie wcześniej obudzić! Rozejrzałam się dokoła. Chłopaków nie było. Czyli co, teraz mam czekać, aż przywiozą mi moje rzeczy? Mam szukać mieszkania? Liam się wkurzył prawda? Powinnam go przeprosić. Ale za co? Dziwna jestem. Chcę go przepraszać, a nie wiem za co. Nieważne… Do pokoju wszedł lekarz. Wziął krzesło i postawił je obok łóżka na którym leżę.
-Anabell, jutro będę mógł cię wypisać. Ale najpierw dostaniesz leki które będziesz musiała brać raz dziennie o tej samej porze. Pamiętaj o tym, dobrze?- powiedział lekarz.
-Ymm… jasne, postaram się nie zapominać ich brać.
-Spodziewałem się takiej odpowiedzi. Powiedziałem jednemu z twoich kolegów, żeby cię pilnował.- odpowiedział lekarz. Kolegów? Przecież znamy się dopiero tydzień.
-Któremu z nich?- spytałam. Musiałam wiedzieć o którego chodziło.
-Wydaje mi się, że nazywał się Liam. Pomyślałem, że powiem to jemu, bo w końcu to on cię tutaj przywiózł.
-Powiedział pan Liamowi? Ja byłam pewna, że więcej się nie zobaczymy.  Nie ważne. Dziękuję doktorze- odpowiedziałam. Byłam zaskoczona. Powiedział Liamowi? A on się zgodził? Nie był zły? Lekarz odstawił krzesło na miejsce i wyszedł z sali. Ciekawe gdzie teraz są chłopaki. Może zastanawiają się co ze mną zrobić. Ja chcę już stąd wyjść, bo dłużej już nie wytrzymam. 
-Anabell, musisz zjeść śniadanie- powiedziała pielęgniarka wchodząc do sali. Położyła tacę z jedzeniem na moich nogach i wyszła. Nie jestem głodna ale wiem, że muszę coś zjeść. Inaczej nie wypuszczą mnie stąd tak szybko. Wzięłam kanapkę i powoli ją jadłam. Zajęło mi to, nie wiem 15 minut? Chyba tak. I co ja mam robić przez resztę dnia? Użalać się nad tym jakie to moje życie jest żałosne? Nie, nie sądzę. Może zadzwonię do Patrici i Lucy… nie mam telefonu. No po prostu świetnie.
           Jakąś godzinę później…
Przez tą godzinę nic się nie zmieniło. Nadal siedziałam w pustej sali zastanawiając się gdzie się podziali chłopcy. Mogli mnie obudzić i powiedzieć, że wychodzą. Mogli mi nawet powiedzieć, że nie chcą mnie więcej widzieć. Wolałam już to niż  zostawienie bez słowa. W samotności wszystko wydaje się gorsze niż jest naprawdę. Wszystko jest szare i wydaje się być nie prawdziwe, nieprawdopodobne. Gdzieś na korytarzu usłyszałam rozmowy i śmiechy, a po chwili drzwi do mojej sali się otworzyły i śmiechy ustały. Chłopaki. Oni wrócili.
- Cześć Anabell, jak się czujesz? – spytał Niall siadając na brzegu łóżka. Jak się czułam? Okropnie. Ale przecież tego im nie powiem.
- Jest lepiej – skłamałam. Dlaczego? Bo w tym przypadku kłamstwo jest lepsze od prawdy.
- Lekarz powiedział, że jest lepiej, czy sama tak sądzisz? – dopytał Liam. Czy ten chłopak umie czytać w myślach? Mam im powiedzieć prawdę? Co mam robić?
- Lekarz tak powiedział – wymamrotałam cicho. Wyraz twarzy Liama momentalnie się zmienił.
- Tak myślałem. Boże dziewczyno co ja mam teraz z tobą zrobić? Obiecałem lekarzowi, że się tobą zajmę.
- Wiesz Liam, jutro mnie wypisują. Jeśli chcecie mogę się wynieść i zwolnić tamto mieszkanie. Miałabym gdzie mieszkać, więc to nie problem. – powiedziałam.  Mogłam się przecież na chwilę zatrzymać u Patrici i Lucy.
- Nie nigdzie się nie wyprowadzasz, rozumiesz? Jedyne miejsce gdzie możesz się teraz przenieść to nasze mieszkanie. – powiedział Louis poważnym głosem, co było dziwne bo on zawsze się ze wszystkiego śmieje. Chłopcy mu przytaknęli.
- Ale ja naprawdę nie chcę wam robić kłopotu. I tak to, że tu przyszliście jest dla mnie dziwne, bo my praktycznie się nie znamy.
- Znamy, czy nie znamy co to za różnica. Ważne, że teraz jesteś bezpieczna, tu z nami, a nie gdzieś z Carlosem. – odpowiedział mi Liam. Może oni jednak mnie lubią? Może nie czują do mnie nienawiści? Może w końcu znajdę w życiu szczęście, tu z nimi? Uśmiechnęłam się. Pierwszy raz od bardzo dawna. Mam nadzieję, że już nigdy nie zabraknie mi uśmiechu na ustach, kiedy oni będą obok.
           15 minut później
-Styles czy ty naprawdę myślisz, że jesteś zabawny? – zapytał Niall po kolejnym nieudanym żarcie Harrego.
- Tak, tak właśnie myślę – odpowiedział mu dumnie, czym wszystkich rozbawił. Głowa Nialla opadła na moje kolana po kolejnym niekontrolowanym wybuchnięciu śmiechem. Widziałam jak chłopaki wymieniają między sobą zdziwione spojrzenia. Ciekawe o czym myślą.
*Liam*
Patrzyłem jak Niall kładzie głowę na kolanach Anabell. Wyglądają słodko. Niall cały czas się uśmiecha, a Ana głaszcze go po głowie. Muszę ją przekonać żeby jednak z nami zamieszkała. Przecież muszę ją mieć na oku. Powinienem pilnować, żeby brała leki, a poza tym Danielle chciała ją poznać.
*Ana*
Głowa blondyna nadal spoczywa na moich kolanach. Jego uśmiech jest słodki, a te jego błękitne oczy… Stop! Przecież to tylko Niall. Mój sąsiad, kolega.
- Ana! Czy ty w ogóle mnie słuchasz? – spytał lekko zdenerwowany Louis.
- Tak Louis słucham. Przepraszam po prostu się zamyśliłam. – powiedziałam cicho w stronę bruneta. Chłopak dziwnie się na mnie patrzył. Przez chwilę w jego oczach widziałam pustkę.
- Pytałem kiedy cię wypisują.
- Jutro rano.
Ta pustka w jego oczach wyglądała bardzo znajomo. Tak jakbym widziała Carlosa. Ale to było tylko chwilowe. Może to tylko nic nie znaczące spojrzenie, ale poczułam strach. Nie wiem dlaczego. Przecież Louis ani trochę nie przypomina Carlosa.
 -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Przepraszam za to, że długo nie było rozdziału. No i miał wyjść dłuższy, ale nie wyszło. Na razie nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Postaram się żeby był jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo nie mam weny. A więc do następnego.


1 komentarz:

  1. Kurdę. Nie mogę doczekać się następnego! *__*

    Musisz kończyć w takich momentach?! :)

    Pracuj, pracuj!!! <3 x

    OdpowiedzUsuń