ROZDZIAŁ 6
Obudziłam się, nie w sumie to mnie
obudzili. I to w cale nie było miłe! Perfidnie wbili mi igłę w rękę, żeby
podpiąć kroplówkę. No przecież tak się nie robi! Powinni mnie wcześniej
obudzić! Rozejrzałam się dokoła. Chłopaków nie było. Czyli co, teraz mam
czekać, aż przywiozą mi moje rzeczy? Mam szukać mieszkania? Liam się wkurzył
prawda? Powinnam go przeprosić. Ale za co? Dziwna jestem. Chcę go przepraszać,
a nie wiem za co. Nieważne… Do pokoju wszedł lekarz. Wziął krzesło i postawił
je obok łóżka na którym leżę.
-Anabell,
jutro będę mógł cię wypisać. Ale najpierw dostaniesz leki które będziesz
musiała brać raz dziennie o tej samej porze. Pamiętaj o tym, dobrze?-
powiedział lekarz.
-Ymm… jasne,
postaram się nie zapominać ich brać.
-Spodziewałem
się takiej odpowiedzi. Powiedziałem jednemu z twoich kolegów, żeby cię
pilnował.- odpowiedział lekarz. Kolegów? Przecież znamy się dopiero tydzień.
-Któremu z
nich?- spytałam. Musiałam wiedzieć o którego chodziło.
-Wydaje mi
się, że nazywał się Liam. Pomyślałem, że powiem to jemu, bo w końcu to on cię
tutaj przywiózł.
-Powiedział
pan Liamowi? Ja byłam pewna, że więcej się nie zobaczymy. Nie ważne. Dziękuję doktorze- odpowiedziałam.
Byłam zaskoczona. Powiedział Liamowi? A on się zgodził? Nie był zły? Lekarz
odstawił krzesło na miejsce i wyszedł z sali. Ciekawe gdzie teraz są chłopaki.
Może zastanawiają się co ze mną zrobić. Ja chcę już stąd wyjść, bo dłużej już
nie wytrzymam.
-Anabell,
musisz zjeść śniadanie- powiedziała pielęgniarka wchodząc do sali. Położyła
tacę z jedzeniem na moich nogach i wyszła. Nie jestem głodna ale wiem, że muszę
coś zjeść. Inaczej nie wypuszczą mnie stąd tak szybko. Wzięłam kanapkę i powoli
ją jadłam. Zajęło mi to, nie wiem 15 minut? Chyba tak. I co ja mam robić przez
resztę dnia? Użalać się nad tym jakie to moje życie jest żałosne? Nie, nie
sądzę. Może zadzwonię do Patrici i Lucy… nie mam telefonu. No po prostu
świetnie.
Jakąś godzinę później…
Przez tą
godzinę nic się nie zmieniło. Nadal siedziałam w pustej sali zastanawiając się
gdzie się podziali chłopcy. Mogli mnie obudzić i powiedzieć, że wychodzą. Mogli
mi nawet powiedzieć, że nie chcą mnie więcej widzieć. Wolałam już to niż zostawienie bez słowa. W samotności wszystko
wydaje się gorsze niż jest naprawdę. Wszystko jest szare i wydaje się być nie
prawdziwe, nieprawdopodobne. Gdzieś na korytarzu usłyszałam rozmowy i śmiechy,
a po chwili drzwi do mojej sali się otworzyły i śmiechy ustały. Chłopaki. Oni
wrócili.
- Cześć
Anabell, jak się czujesz? – spytał Niall siadając na brzegu łóżka. Jak się
czułam? Okropnie. Ale przecież tego im nie powiem.
- Jest lepiej
– skłamałam. Dlaczego? Bo w tym przypadku kłamstwo jest lepsze od prawdy.
- Lekarz
powiedział, że jest lepiej, czy sama tak sądzisz? – dopytał Liam. Czy ten
chłopak umie czytać w myślach? Mam im powiedzieć prawdę? Co mam robić?
- Lekarz tak
powiedział – wymamrotałam cicho. Wyraz twarzy Liama momentalnie się zmienił.
- Tak
myślałem. Boże dziewczyno co ja mam teraz z tobą zrobić? Obiecałem lekarzowi,
że się tobą zajmę.
- Wiesz Liam,
jutro mnie wypisują. Jeśli chcecie mogę się wynieść i zwolnić tamto mieszkanie.
Miałabym gdzie mieszkać, więc to nie problem. – powiedziałam. Mogłam się przecież na chwilę zatrzymać u
Patrici i Lucy.
- Nie nigdzie
się nie wyprowadzasz, rozumiesz? Jedyne miejsce gdzie możesz się teraz
przenieść to nasze mieszkanie. – powiedział Louis poważnym głosem, co było
dziwne bo on zawsze się ze wszystkiego śmieje. Chłopcy mu przytaknęli.
- Ale ja
naprawdę nie chcę wam robić kłopotu. I tak to, że tu przyszliście jest dla mnie
dziwne, bo my praktycznie się nie znamy.
- Znamy, czy
nie znamy co to za różnica. Ważne, że teraz jesteś bezpieczna, tu z nami, a nie
gdzieś z Carlosem. – odpowiedział mi Liam. Może oni jednak mnie lubią? Może nie
czują do mnie nienawiści? Może w końcu znajdę w życiu szczęście, tu z nimi?
Uśmiechnęłam się. Pierwszy raz od bardzo dawna. Mam nadzieję, że już nigdy nie
zabraknie mi uśmiechu na ustach, kiedy oni będą obok.
15 minut
później
-Styles czy
ty naprawdę myślisz, że jesteś zabawny? – zapytał Niall po kolejnym nieudanym
żarcie Harrego.
- Tak, tak
właśnie myślę – odpowiedział mu dumnie, czym wszystkich rozbawił. Głowa Nialla
opadła na moje kolana po kolejnym niekontrolowanym wybuchnięciu śmiechem. Widziałam
jak chłopaki wymieniają między sobą zdziwione spojrzenia. Ciekawe o czym myślą.
*Liam*
Patrzyłem jak
Niall kładzie głowę na kolanach Anabell. Wyglądają słodko. Niall cały czas się
uśmiecha, a Ana głaszcze go po głowie. Muszę ją przekonać żeby jednak z nami
zamieszkała. Przecież muszę ją mieć na oku. Powinienem pilnować, żeby brała
leki, a poza tym Danielle chciała ją poznać.
*Ana*
Głowa
blondyna nadal spoczywa na moich kolanach. Jego uśmiech jest słodki, a te jego
błękitne oczy… Stop! Przecież to tylko Niall. Mój sąsiad, kolega.
- Ana! Czy ty
w ogóle mnie słuchasz? – spytał lekko zdenerwowany Louis.
- Tak Louis
słucham. Przepraszam po prostu się zamyśliłam. – powiedziałam cicho w stronę
bruneta. Chłopak dziwnie się na mnie patrzył. Przez chwilę w jego oczach
widziałam pustkę.
- Pytałem
kiedy cię wypisują.
- Jutro rano.
Ta pustka w
jego oczach wyglądała bardzo znajomo. Tak jakbym widziała Carlosa. Ale to było
tylko chwilowe. Może to tylko nic nie znaczące spojrzenie, ale poczułam strach.
Nie wiem dlaczego. Przecież Louis ani trochę nie przypomina Carlosa.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za to, że długo nie było rozdziału. No i miał wyjść dłuższy, ale nie wyszło. Na razie nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Postaram się żeby był jak najszybciej, ale nic nie obiecuję bo nie mam weny. A więc do następnego.
Kurdę. Nie mogę doczekać się następnego! *__*
OdpowiedzUsuńMusisz kończyć w takich momentach?! :)
Pracuj, pracuj!!! <3 x