ROZDZIAŁ 7
To już dzisiaj. W końcu mogę wyjść z tego
miejsca. Myślę, że gdybym została tu jeszcze jeden dzień dłużej zwariowałabym.
Potrzebowałam kontaktu ze światem, z przyjaciółkami. Wzięłam ubrania w których
zostałam tu przywieziona i weszłam do szpitalnej łazienki. Opłukałam twarz i
spojrzałam w lustro. To nie był zadobry widok. Pod oczami miałam wielkie wory a
twarz była blada. Przebrałam się i wyszłam z łazienki. Próbowałam chociaż
trochę się ogarnąć, ale nie potrafiłam. Chciałam wracać do domu, ale czegoś się
bałam. Czego? Tego nie wiem. Tak jakbym bała się spotkać chłopaków, w
szczególności Louisa. Bałam się, że znowu zobaczę te mroczne tęczówki wpatrzone
we mnie. Ale może dzisiaj ich nie spotkam? Może spróbuję ich unikać? Chyba
zaproszę Lucy i Patricię. W sumie powinnam to zrobić już dawno. Nie chcę
siedzieć sama w domu.
~~*~~
Weszłam po schodach na piętro, na którym
znajdowało się moje mieszkanie. Pociągnęłam za klamkę. Drzwi powinny być
zamknięte, a pod naciskiem mojej dłoni otworzyły się. W sumie to nie dziwne.
Chłopaki nawet nie wiedzieli gdzie trzymam klucze. Weszłam do kuchni i zostawiłam
leki na blacie. Poszłam do pokoju i otworzyłam szafę. Wybrałam czerwone rurki i
białą bokserkę. Z ubraniami weszłam do łazienki i wzięłam prysznic.
Słyszę gdzieś tu swój telefon, ale za
nic nie mogę go znaleźć. Żebym ja chociaż wiedziała gdzie ostatni raz go
widziałam. W sypialni go nie ma, w kuchni też nie. Może jest wpadł gdzieś pod
kanapę?
- Halo?
- Ana gdzie
ty do cholery byłaś? Wiesz jak się o ciebie martwiłyśmy?
- Lucy
spokojnie. Byłam w szpitalu. Carlos mnie znalazł. Ale spokojnie nic mi nie
jest, naprawdę.
-W szpitalu?
I nawet nie raczyłaś do nas zadzwonić! Jak się czujesz? Carlos nic ci nie
zrobił?
-Dostałam w
brzuch, ale nic mi nie jest. Czuję się nawet dobrze, ale nie chce zostawać
dzisiaj sama. Mogłybyście do mnie przyjść?
-Pewnie!
Niedługo będziemy, pa. – powiedziała i się rozłączyła. Nie chciałam być dzisiaj
sama. Boję się, że Carlos może wrócić, a ja będąc sama nie dam rady i po prostu
z nim pójdę. Nie chcę też żeby moi sąsiedzi do mnie przyszli. Nie zniosłabym
kolejnego spojrzenia Louisa. Nie mogłabym też, patrzeć jak Liam się złości. Nie
lubię jak ludzie są źli, a w szczególności jeśli jestem tego powodem. Dzwonek
do drzwi. O nie. Podeszłam do drzwi jak najciszej i spojrzałam przez wizjer.
Lucy i Patricia.
- Cieszę się,
że to wy. – powiedziałam otwierając przed nimi drzwi. Dziewczyny weszły do
środka i zaczęły mnie przytulać.
-Boże Anabell
nawet nie wiesz jak się martwiłyśmy!
-Wiem,
przepraszam. Powinnam poprosić któregoś z chłopaków o przyniesienie mi
telefonu.
-Jakich
chłopaków? Ana czy my o czymś nie wiemy?! – powiedziała ze śmiechem Patricia,
kiedy usiadłyśmy na kanapie w salonie.
-Moi
sąsiedzi. W sumie to dzięki nim teraz z wami siedzę. Gdyby nie oni Carlos
wziąłby mnie ze sobą. Obronili mnie i zawieźli do szpitala.
-Serio? A kim
oni w ogóle są? – spytała zaciekawiona Lucy.
-To taki
zespół. I tak pewnie ich nie znacie.
-Zespół
mówisz? A skąd wiesz, że nie znamy? – Patricia zadarła brwi.
- Po prostu
was znam. To One Direction. Słyszałyście o nich?
- Ja słyszałam
i to nawet nie dawno. – Lucy uśmiechnęła się i wygodniej rozsiadła na kanapie.
- Co się tak
śmiejesz, co? Czyżby ci się spodobali? – Patricia śmiesznie poruszyła brwiami.
Ruda jedynie się zaśmiała. Tęskniłam za nimi.
- Ana, czy
oni tu dzisiaj przyjdą?
- Mam
nadzieję, że nie…
- Dlaczego?
Myślałam, że jesteś im wdzięczna, a ty nawet nie chcesz się z nimi widzieć. –
blondynka oburzyła się, przez co Lucy zaczęła się z niej śmiać. – Ej no, to nie
jest śmieszne! Jestem po prostu zdziwiona.
- Tak, tak
tłumacz się, tłumacz. Przecież my i tak wiemy, że chcesz się z nimi spotkać –
blondynka znowu zaczęła się śmiać. Nie wiem czemu, ale mogłabym słuchać ich
kłótni codziennie.
*Liam*
-Chłopaki! Mieliśmy
iść do Anabell, a wy siedzicie i nic nie robicie! – do salonu wszedł Zayn. To co
najmniej dziwne, że się o nią martwi. Ale przecież zna jej historię i tak samo
jak reszta chciałby znaleźć Carlosa. Przynajmniej po to, żeby Ana już nie
musiała się już nigdy więcej bać.
-Coś ty taki
chętny do odwiedzenia jej? – spytał chłopaka, znudzony Louis.
- Po prostu
myślę, że powinniśmy sprawdzić czy dobrze się czuje. No i czy bierze leki.
Zupełnie
zapomniałem! Miałem przypilnować, żeby brała leki. Ona musi je brać, inaczej
następnym razem możemy spotkać się w szpitalu.
- Powinniśmy
do niej iść. Obiecałem lekarzowi, że jej przypilnuję i nie chcę mieć potem
problemów jeśli znowu trafi do szpitala. – powiedziałem wstając z kanapy.
- Idziecie z
nami, czy zamierzacie nadal siedzieć na kanapie i nic nie robić? – Zayn stanął
centralnie w ekranie telewizora zasłaniając chłopakom obraz.
- Idziemy –
odpowiedzieli chórem. Wziąłem klucze i wyszliśmy.
*Ana*
Siedziałyśmy na kanapie oglądając jakiś
nudny film. Dlaczego? Bo wychodząc nie chciałam spotkać chłopaków. Przynajmniej nie dzisiaj. Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Przestraszona wyłączyłam glos w telewizorze.
- Lucy. Proszę cię
idź otwórz drzwi i powiedz, że mnie nie ma – szepnęłam do przyjaciółki. Ta
kiwnęła tylko głową i podeszła do drzwi. Spojrzała przez wizjer i bezdźwięcznie
powiedziała, że to moi sąsiedzi. Kiwnęłam głową i wciągnęłam Patricię do
kuchni. Usłyszałyśmy otwierane drzwi, a potem chłopaki widząc, że nie ja im otworzyłam,
przedstawili się. Ruda zrobiła to samo.
-Jest może Anabell?
– usłyszałam głos Liama.
-Nie, nie, nie,
nie, nie, nie, proszę nie. – wyszeptałam a blondynka popatrzyła się na mnie ze
zdziwieniem w oczach. – Później – powiedziałam bezdźwięcznie.
- Tak, jest. – jak ona
mogła! Przecież prosiłam, żeby powiedziała, że mnie nie ma! Na mojej twarzy
pojawił się grymas. – Ana! Chodź tu!
Blondynka
popatrzyła się na mnie pocieszająco i popchnęła w stronę wyjścia z kuchni. Nie miałam
wyjścia. Musiałam do nich pójść. Wyszłam z kuchni i podeszłam do drzwi przy
których stali.
- Hej –
powiedziałam cicho. Liam mnie przytulił. Czy to normalne? On się tak nie
zachowywał.
- Brałaś leki, prawda?
– wyszeptał mi do ucha i mnie puścił. Pokiwałam głową, ze strachem w oczach, bo
czułam na sobie spojrzenie Louisa.
Spojrzałam w jego stronę. Nie myliłam się, nadal patrzył się na mnie tym
okropnym wzrokiem. Odwróciłam głowę w stronę Lucy. Błagam, żeby zrozumiała o co
chodzi.
- Chłopaki, może
chcecie wejść? – spytała ich ruda. Nie o to mi chodziło!
-Ana, możemy? –
dopytał się Zayn. Kiwnęłam głową i odeszłam z przejścia. Patricia siedziała w
salonie jakby nic się nie stało, oglądając telewizor. Tylko, że ten telewizor
miał wyłączony dźwięk. Przywitała się z chłopakami i zaczęli razem szukać
jakiegoż filmu.
- Chcecie coś do
picia? – w końcu zdecydowałam się odezwać. Pokiwali głowami i wrócili do
oglądania jakiegoś filmu. – Lucy chodź ze mną. – Ruda wstała z kanapy i ruszyła
w stronę kuchni. Poszłam za nią i zamknęłam za nami drzwi. – Lucy Maud!
Prosiłam cię o to żebyś powiedziała, że mnie nie ma! Czy to takie trudne?
- Nie Ana! Ale oni
wyglądali na takich zmartwionych. Nie mogłam im tego zrobić. Przepraszam.
- Tak, wszyscy
wyglądali na zmartwionych. Szczególnie Louis, w którego oczach widzę taki sam
wyraz jaki miał Carlos! Lucy ja naprawdę miałam powód dla którego nie chciałam
się dzisiaj z nimi widzieć.- powiedziałam wstawiając wodę na herbatę. Lu
wyjęła kubki i włożyła do niej torebki herbaty. Nie chciałam
żeby tu byli. Ni mam ochoty z nimi rozmawiać. Nie teraz, kiedy w każdej chwili
będą się pytać jak się czuję i czy wzięłam już leki.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam! Za to, że tak długo nie było rozdziału. Po prostu nie mam na razie pomysłu. No i przepraszam za błędy i powtórzenia, nie ma już siły tego sprawdzać. Proszę o szczere komentarze. Jeśli coś się wam nie podoba, czy w którymś z bohaterów, czy to jak piszę, powiedzcie, spróbuję to zmienić. A i jak macie jakieś pytania do mnie, czy też odnośnie bohaterów zapraszam tutaj Ask
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach możecie zostawić swój nick w komentarzu. Do następnego!
Kiedy kolejny rozdział ? ^^
OdpowiedzUsuńJeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że niedługo usiądę i go dokończę :)
Usuń