sobota, 20 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 10


                                               ROZDZIAŁ 10
        Siedziałam na kanapie, ściśnięta pomiędzy pięcioma chłopakami. Dlaczego? Nie chcieli mnie zostawić samej na noc. Mogłabym przysiąc, że połowa z nich jest tak samo przerażona jak ja. Nie odzywaliśmy się do siebie odkąd Louis włączył jakiś film. Nawet nie wiedziałam jaki, bo moje myśli były gdzieś daleko. Gdzieś gdzie nie było Carlosa, a życie wydawało się idealne. Ktoś mocno szarpnął moje ramię. Spojrzałam w jego stronę.
-Ana? Czemu nie reagujesz jak do ciebie mówimy? – spytał zmartwiony Liam. – Nie ważne. Pytałem czy jesteś głodna.
Pokiwałam głową, a chłopak poszedł do kuchni. Będzie mi teraz robił coś do jedzenia? W moim domu? To ja powinnam to zrobić. Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Liam stał w otwartych drzwiach lodówki i próbował znaleźć tam coś, co nadawałoby się do jedzenia.
-Liam? – chłopak podskoczył przestraszony i odwrócił się w moją stronę. – Kurczę nawet nie spytałam czy jesteście głodni. Zupełnie wypadło mi to z głowy.
-Nie przejmuj się. Nawet tego nie zauważyliśmy. – chłopak zaśmiał się cicho i wrócił do otwartej lodówki. Wyjęłam chleb z szafki i położyłam go na blacie. Wstawiłam wodę i wyjęłam kubki. Zrobiliśmy z Liamem kanapki i herbatę. Zanieśliśmy wszystko do salonu i postawiliśmy na stoliku. Usiadłam z powrotem na kanapie. Patrzyłam jak chłopaki jedzą, oglądając film. Pamiętam jak kiedyś patrzyłam tak na Carlosa, który jeszcze był normalny. To były nasze pierwsze dni we wspólnym domu. Potem było gorzej. Potem przechodziłam piekło. Bałam się nawet najmniejszego gestu z jego strony.
-Ana zjedz kanapkę. – szept Nialla sprowadził mnie na ziemię. Wzięłam kanapkę z talerza i powoli zaczęłam ją jeść. Chłopak uśmiechnął się i wrócił do oglądania filmu. Był słodki jak się uśmiechał. Przypominał mi mojego zmarłego przyjaciela.
-Anabell! Chodź szybko, coś ci pokażę! – wykrzyknął chłopczyk, biegnąc w stronę przyjaciółki. Złapał ją za małą rączkę i pociągnął w stronę wysokiego drzewa. Chłopiec miał na imię Nathaniel. Był blondynem o niebieskich oczach. Gdy stanęli pod drzewem Nate się uśmiechnął i pokazał małe serduszko w którym pisało: Ana i Nate Przyjaciele na zawsze.
-Ty to napisałeś?- spytała dziewczynka. Była zauroczona tym co zobaczyła. Mieli dopiero po 7 lat, ale nie wyobrażali sobie życia bez siebie.
-Tak. Podoba ci się? – spytał dumny chłopczyk.
-Pewnie, że tak! – wykrzyknęła Ana i pocałowała chłopca w policzek.
Równo 8 lat później zginął w wypadku. Miał tylko 15 lat. Nie zasłużył sobie na tak szybką śmierć. Wracał wtedy z wakacji, nie widzieliśmy się 3 tygodnie. Tęskniłam za nim, a kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, nie mogłam się pozbierać. Dużo czasu zajęło mi poukładanie życia od nowa. Bez osoby, za której powrót zrobiłabym wszystko. Wiele razy wracałam w tamto miejsce, godzinami patrzyłam na wyryte tam imiona. Obiecałam sobie, że w każdą rocznicę jego śmierci będę przychodziła pod to drzewo. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko starłam. Chciałam żeby wrócił. Żeby powiedział mi co mam robić. Żeby się mną zaopiekował, tak jak robił to kiedyś i nie pozwolił żeby ktokolwiek mnie skrzywdził. Potrzebowałam go w tej chwili. Szybko poszłam do łazienki i zsunęłam się po zamkniętych drzwiach. Nie chciałam płakać przy chłopakach, a poczułam, że łzy są niebezpiecznie blisko spłynięcia po moich policzkach. Kochałam Nathaniela najbardziej na świcie i nie byłam gotowa się z nim żegnać. Ani wtedy kiedy miałam 15 lat, ani teraz kiedy mam 18. Minęły 3 lata, ale jego strata nadal boli tak samo. Dlaczego Niall musi być tak do niego podobny? Te same błyszczące, błękitne oczy i blond włosy. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej? A może po prostu nie chciałam dopuścić do tego, żeby to dostrzec? Podniosłam się i spojrzałam w lustro. Oczy miałam podpuchnięte, a twarz białą jak ściana. Opłukałam buzię zimną wodą. Cicho wyszłam z łazienki i oparłam się o ścianę przy wejściu do salonu.
-Myślicie, że da sobie radę? Przecież nie zawsze będziemy mogli jej pomóc.- Louis odwrócił się w stronę przyjaciół.
-Nie jest tak słaba, na jaką się wydaje. Po prostu się go boi. – wybronił mnie Niall. Skąd wiedziałam, że mówią o mnie? No przecież nie mogli znać drugiej takiej dziewczyny, która panicznie boi się swojego byłego chłopaka.
-Jesteś pewny Niall? – Zayn na niego spojrzał. Chłopak pokiwał głową i się uśmiechnął. Może czas wyjść z ukrycia?
-Czyżbyście o mnie rozmawiali? – spytałam podchodząc do chłopaków i się do nich uśmiechając.
Przyjaciele odwzajemnili mój uśmiech, jednak mi nie odpowiedzieli. Dzwonił mi telefon, a ja jak zwykle nie wiedziałam gdzie on jest. Poczułam na sobie pięć par oczu.
-Halo?
-Cześć Ana! Jak się czujesz? – kiedy usłyszałam głos Lucy odetchnęłam i usiadłam na kanapie.
-W miarę dobrze.
-Wpadniemy do ciebie za godzinę, dobra?
-Ok.
Lucy rozłączyła się kiedy tylko usłyszała, że się zgadzam. Odłożyłam telefon na stolik.
-To Lucy. Razem z Patricią przyjdą tu za godzinę. – powiedziałam. Chłopcy odetchnęli z ulgą. Wpatrywałam się w okno i nie mogłam uwierzyć w to jak bardzo zmieniło się moje życie przez te kilkanaście dni. Uciekłam od Carlosa i co najważniejsze poznałam wspaniałych przyjaciół. Jasne, że brakowało mi Nathaniela, ale przecież trzeba żyć dalej, prawda? Poczułam szarpnięcie za ramię, więc odwróciłam się w tamtą stronę. Nie był to najlepszy pomysł, bo twarz Nialla znajdowała się tylko kilka centymetrów od mojej. Blondyn wpatrywał się w moje oczy, a na jego policzki wskoczyły rumieńce. Chłopak odsunął się i odwrócił głowę. Przez chwilę się w niego wpatrywałam, ale pewna że już się nie odwróci, spojrzałam na chłopaków. Wszyscy byli uśmiechnięci. Liam udawał, że ogląda film, Zayn się we mnie wpatrywał, a Louis i Harry szeptali o czymś żywo. Czy to znaczy, że wszystko widzieli? Ale przecież tak naprawdę to nic się nie stało. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam pewna, że to dziewczyny więc poszłam otworzyć.
-Hej! – wykrzyknęły i mnie przytuliły.
- Hej, wchodźcie – zaśmiałam się kiedy przyjaciółki wpadły od razu do salonu.
- Cześć chłopaki!
Stanęłam w progu i przyglądałam się wygłupom przyjaciół. Zayn podszedł i przerzucił mnie sobie przez ramię.
-Zayn puść mnie! – wykrzyczałam. Odpowiedział mi jedynie chichot przyjaciół. Chłopak biegał po domu w kółko, a ja krzyczałam żeby przestał. Czy on nie umie się normalnie zachowywać?
-Postaw mnie, słyszysz?!
-Dobra, ale chcę buziaka. – odpowiedział dziecinnie. Wybuchłam śmiechem. Zresztą nie tylko ja. Zayn postawił mnie na podłodze i nadstawił policzek. Pocałowałam go, bo co innego miałam zrobić? Chłopak usiadł szczęśliwy, a reszta pokładała się ze śmiechu.
-Ja też dostanę? – Niall wyszczerzył się podchodząc do mnie. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
-Oj nie ma tak dobrze! Musisz zasłużyć. –chłopak zrobił dziwną minę, a po chwili leżałam na kanapie przygnieciona jego ciężarem. Zaczął mnie łaskotać, a ja zrobiłam się cała czerwona.
-Zmieniłaś zdanie?! – chłopak roześmiał się i przestał mnie łaskotać. Brzuch bolał mnie okropnie, a po policzkach leciały łzy. Dlaczego? Chyba przypomniały mi się czasy, kiedy robiliśmy to samo z Nathanielem. Kiedy Niall zobaczył łzy, które tak bardzo pragnęłam ukryć, wziął mnie w ramiona i delikatnie kołysał.
-Przepraszam nie chciałem ci nic zrobić. – szeptał przestraszony.  Mówił też coś o tym, że się martwi, ale mój mózg nie przetwarzał już informacji. W tej chwili czułam tylko jego silne ramiona, zaciskające się na mojej talii. Wiedziałam, że moje zachowanie nie podoba się nikomu, ale nie potrafię się zmienić. Mokre od łez włosy przyklejały mi się do twarzy, na szczęście łzy już nie leciały.
-Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. – wyszeptałam Niallowi do ucha. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na przyjaciół. Czy ja nie mogę chociaż raz normalnie się przy nich zachować? Przecież odkąd chłopaki mnie znają, nie było jeszcze dnia w którym bym przy nich nie płakała.
-Ja… przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Jestem pewnie największą beksą jaką znacie – powiedziałam. Przyjaciele zaśmiali się, ale wiedziałam, że chcieli wiedzieć dlaczego się tak zachowywałam.  – Po prostu przypomniał mi się mój przyjaciel Nathaniel. Był bardzo podobny do Nialla. Chciałabym żeby tu był, ale to nigdy się nie stanie. Znaliśmy się całe życie. Zmarł 3 lata temu.
- Czyli, że Carlos wcale nie jest twoim jedynym problemem.
-Nie, nie jest, choć z tych wszystkich jest największym.
-Tych wszystkich to znaczy? – zaniepokoił się Liam.
-Jest kilka małych spraw, które na razie zostaną sekretem Liam – Lucy odpowiedziała za mnie. Od kiedy to ona taka tajemnicza?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Wróciłam! Rozdział krótki, ale nic więcej nie mogłam już wymyślić. Jeśli mi się uda to następny rozdział będzie o wiele dłuższy. A no i przepraszam za moją długą nieobecność.
 Do następnego!


wtorek, 2 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 9


                                                ROZDZIAŁ 9
   Opowiadając im wszystko czułam się dosyć dziwnie. Myślałam, że pójdzie gorzej, że zacznę płakać albo zamknę buzie w połowie i nic więcej nie powiem. Ale powiedziałam. Wszystko. Teraz siedziałam ze spuszczoną głową, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony przyjaciół. Minęło dobre dziesięć minut odkąd skończyłam mówić. Nie chciałam żeby tak było. Marzyłam o tym, by ktokolwiek się odezwał. Ktokolwiek… Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół. Chciałam podnieść głowę, ale nie potrafiłam na nich spojrzeć. Bałam się odtrącenia. Bałam się, że stwierdzą że sprawiam za dużo problemów i mnie zostawią. Zaczęły piec mnie oczy. Nie mogę teraz płakać.  Z całej siły zacisnęłam powieki, próbując powstrzymać łzy. Po kolejnych pięciu minutach otworzyłam oczy i podniosłam głowę. Wszyscy patrzyli się wprost na mnie. Patricia była smutna, Lucy się bała, a chłopaki wyglądali tak jakby nie wiedzieli co się dzieje. Promienie słońca oświetlały pokój tak, że padały prosto na mnie. To ma być jakiś znak?  Powinnam coś zrobić, prawda? Ale co?
-Nie powinnam wam tego mówić. Nie powinnam w ogóle robić tego, co zrobiłam. Przepraszam – odezwałam się cicho i przeniosłam wzrok na przyjaciół. Nie wiedzieli o co chodzi. To było do przewidzenia. – Niall ty powinieneś spać. Ja powinnam o siebie dbać i nie powinnam trafić do szpitala. Nie powinnam też się tu przeprowadzać i kiedyś nie powinnam wierzyć Carlosowi. Zrobiłam dużo głupich rzeczy i pewnie zrobię ich więcej. Chciałabym to odkręcić, ale nie umiem cofnąć czasu. Mogę zrobić tylko jedno. Jutro zadzwonię do Paula i powiem mu, że się wyprowadzam. Muszę znaleźć miejsce w którym Carlos mnie nie znajdzie. – wyrzuciłam z siebie nawet więcej niż chciałam. I tak oto moje postanowienie o zapomnieniu o przeszłości zniknęło i nie zamierzało wrócić. Nikt się nie odzywał, więc wzięłam to za zgodę na wykonanie tego co planowałam. Może tak będzie lepiej?
- Żartujesz, prawda? Proszę, powiedz że żartujesz. Dlaczego niby miałabyś się wyprowadzać? My tego nie chcemy! – powiedział Liam. Był bardzo zdenerwowany. Nie chcą żebym się wyprowadzała? Ja też nie chcę, ale tak będzie lepiej. Dla nich…
-Nie żartuję Liam. Nie chcę żeby wam się coś stało, przez jakąś głupią sąsiadkę. Boję się, że  Carlos wróci i wtedy nie będzie już tak dobrze.
- I właśnie dlatego nie możesz się wyprowadzić. Jeśli będziesz sama, wtedy gdy znajdzie cię Carlos, będzie źle. Proszę zrozum, że musisz tu zostać. – Niall się uśmiechnął, usiadł na kanapie i mnie przytulił. Brakowało mi jego ciepła. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i schowałam głowę. Czułam się bezpiecznie i właśnie tego teraz potrzebowałam. Nawet nie chciałam wiedzieć co inni teraz myślą. Nie obchodziło mnie to. W tej chwili liczyliśmy się tylko Niall i ja. Bałam się o przyjaciół dlatego chciałam się wyprowadzić. Ale może mieli rację? Może powinnam tu zostać i przestać bać się Carlosa? Chyba tak zrobię. Podniosłam głowę patrząc na przyjaciół. Uśmiechali się. Poczułam na szyi oddech blondyna i usłyszałam jak szepcze mi do ucha:
- Zostaniesz?
Pokiwałam głową i się uśmiechnęłam. W końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi i na razie nie zamierzam z niego odchodzić. Lekko odsunęłam się od blondyna i spojrzałam na Liama. W jego oczach widziałam nieme pytanie o to czy zostanę. Kiwnęłam głową i chłopak się uśmiechnął.  Podniosłam głowę i spojrzałam na blondyna. W jego oczach widziałam iskierki a na twarzy wielki uśmiech. Cieszyłam się, bo przynajmniej mam gwarancję że w najbliższym czasie będę go widzieć bardzo często. Przeniosłam wzrok na Louisa. Jego oczy były przepełnione czymś, czego nie mogłam rozgryźć. Miałam  nadzieję, że nie chodzi o nic złego. Wstałam z kanapy strącając z siebie ręce Nialla i poszłam do kuchni.  Nalałam wody do szklanki, wzięłam leki i popiłam je wodą. Jak długo będę musiała je brać? Tydzień, miesiąc, rok? Chociaż najbardziej zastanawia mnie to ile będę tu mieszkać. Czy Carlos wróci? I czy kiedykolwiek uda mi się o nim zapomnieć? Mam taką nadzieję, bo nie chcę by całe moje życie składało się z wiecznego strachu. Wróciłam do salonu, usiadłam na kanapie i spojrzałam na przyjaciół.
-Coś się stało?- spytałam. Zachowywali się dziwnie.
- Bo my powinniśmy już iść, ale nie wiemy czy dasz sobie radę – odpowiedziała Lucy.
- Jasne, idźcie.
No bo niby co innego miałabym im powiedzieć? Że nie dam sobie rady? Przyjaciele wstali i udali się w stronę drzwi.
- Na pewno sobie poradzisz? Jeśli chcesz mogę z tobą zostać. Chłopaki sobie beze mnie poradzą – powiedział Niall. Z jego twarzy można było wyczytać troskę i niepokój.  Troszczył się o mnie? Po raz pierwszy ktoś się mną przejmował. Chciałam żeby został, ale przecież nie mogłam mu pozwolić zawalić pracy.
-Dam sobie radę, naprawdę.
Przytuliłam wszystkich na pożegnanie i zamknęłam za nimi drzwi. Poszłam do salonu i położyłam się na kanapie.  
Kilka godzin później
- Halo?
-Jesteś w domu? – po co on do mnie dzwoni?
-Nie Carlos. Proszę nie dzwoń do mnie więcej – wyszeptałam przestraszona.
-Będę u ciebie za 10 minut i radzę ci żebyś była w domu, inaczej pożałujesz- krzyknął i się rozłączył. Co ja mam teraz zrobić?  Przecież nie mogę tu zostać. Po moich policzkach zaczęły ściekać łzy. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Wybiegłam z budynku próbując się uspokoić. Gdzie mam teraz pójść? Biegłam ulicą aż zobaczyłam park. Znalazłam ławkę i na niej usiadłam. Nie mogłam się uspokoić. Trzęsącymi się rękami zaczęłam przeszukiwać telefon. Próbowałam znaleźć numer do któregoś z chłopaków, ale niby skąd miałabym go wziąć? Licząc na cud, przeszłam od razu na literkę „N”. Był tam. Numer Nialla. Nie zastanawiając się dłużej nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? – usłyszałam głos chłopaka. Łzy znowu popłynęły po policzkach, a głos uwiązł w gardle.
-Powiedział, że po mnie przyjedzie – wychrypiałam.
-Anabell? Uspokój się i powiedz o co chodzi.
-Carlos. On powiedział, że mam być w domu, ale uciekłam do parku. Chciał po mnie przyjechać. Niall, ja się boję.
- Ana spokojnie. Będę w parku za 15 minut- powiedział szybko i się rozłączył. I co ja miałam robić przez ten czas? Okropnie się bałam. A co jeśli Carlos mnie znajdzie, a Niall nie zdąży go powstrzymać? Trzęsłam się z zimna i przerażenia. Objęłam rękami kolana i czekałam. Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś biegnie. Podniosłam głowę i zobaczyłam przerażonego Nialla. Nie potrafiłam powstrzymać płaczu. Wstałam z ławki kiedy chłopak był już blisko. Poczułam jego silne ramiona zaciskające się na moim kruchym ciele. Wtuliłam się w niego i przez jakiś czas nie chciałam puścić.
-Nie płacz, proszę – wyszeptał mi do ucha. Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam mu w oczy.
-Nawet nie wiesz jak się bałam.  Dziękuję, że tu po mnie przyszedłeś.
-Mówiłem, że mogę z tobą zostać. Dlaczego się nie zgodziłaś?
-Nie chciałam żebyś zawalał przeze mnie pracę – odpowiedziałam cicho.
-Chodź. Chłopaki czekają na nas w samochodzie- powiedział i pociągnął mnie w stronę wyjścia z parku.
-Wyrwałam was z pracy, prawda?
-Nie Anabell. I tak mieliśmy już wychodzić.
-Psuję wam życie. Macie przeze mnie same problemy – powiedziałam, a po moich policzkach pociekły łzy. Chłopak się zatrzymał i złapał mnie za ramiona.
-Hej, nawet tak nie myśl. Uwierz mi , cieszymy się, że mogliśmy cię poznać – powiedział i otarł moje mokre policzki. Pokiwałam głową. Serio tak uważa? Blondyn mnie puścił i ruszył dalej. Poszłam za nim, bo niby co innego miałabym zrobić? Nadal cała się trzęsłam. Przy wyjściu z parku zobaczyłam, duży, czarny samochód. Niall podszedł do niego, rozsunął drzwi i kazał wsiadać. Powoli podeszłam do samochodu i weszłam do środka.
-Cześć  chłopaki – przywitałam się i spuściłam głowę.
-Co się stało? Niall nie chciał nam nic powiedzieć- Liam wyglądał na bardzo zmartwionego. Po moich policzkach znów pociekły łzy.
-Carlos. On powiedział, że po mnie przyjedzie i mam być wtedy w domu, bo inaczej pożałuje. Uciekłam do parku, ale nadal się bałam. Dlatego zadzwoniłam do Nialla – wyjaśniłam przyjaciołom. – Boję się, że on będzie w domu.
-Powinnaś to zgłosić na policję. Nikt nie powinien być zastraszany – odezwał się Louis. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zrozumiałam, że to co widziałam w jego oczach, to nie nienawiść, a troska.
-Wiem to, ale się boję. Nawet nie wiesz ile razy stałam przed posterunkiem policji gotowa wejść do środka. Jednak strach zawsze zwyciężał.
Po chwili samochód się zatrzymał, a my z niego wysiedliśmy. Poczułam jak moim drobnym ciałem wstrząsnął dreszcz. Skuliłam się jeszcze bardziej i objęłam się rękami. W moich oczach można było dostrzec strach, smutek i niepewność. Bałam się, że znowu zacznę płakać. Poczułam ciepłe ramiona, obejmujące moje małe, trzęsące się ciało.
-Chodźmy do środka – rzekł Zayn. Na te słowa zaczęłam się trząść jeszcze bardziej.
-Ana spokojnie, nic ci się nie stanie – było widać po Liamie, że nie jest pewny swoich słów. Weszliśmy do budynku i od razu skierowaliśmy się na schody. Kiedy weszliśmy na moje piętro, a przed drzwiami nikogo nie było, odetchnęłam z ulgą. Trzęsącą się ręką, wyjęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i poszliśmy do salonu. Nawet nie zdążyłam usiąść, a już rozdzwonił się mój telefon.
-Halo?
-Nie było cię w domu. Czyżbyś już tam nie mieszkała? A może poszłaś do tych swoich sąsiadów? – kiedy usłyszałam jego głos, wyraz mojej twarzy od razu się zmienił.
-Nie powinno cię to obchodzić. Poza tym mówiłam ci już żebyś do mnie nie dzwonił!- w odpowiedzi usłyszałam szyderczy śmiech.
-Naprawdę myślałaś, że zostawię cię w spokoju po tym jak mi uciekłaś? Od dzisiaj będę twoim największym koszmarem. Już wcześniej się mnie bałaś, to wyobraź sobie co będzie teraz. Nie będziesz mogła spać, jeść, nic dopóki nie dowiesz się co planuję – znowu usłyszałam jak się śmieje.
-Nie będę się ciebie bała, rozumiesz? Nie będziesz mi znowu psuł życia!
-A powinnaś się bać. Powinnaś uważać. Następnym razem nie zadzwonię przed odwiedzinami. – powiedział i się rozłączył. Jedyne co potrafiłam zrobić w tamtej chwili to usiąść na podłodze i zacząć płakać. Za chwilę chłopaki klęczeli już obok mnie.
-Anabell? Co on ci powiedział?
-Proszę, wstań z podłogi.
Objęłam kolana rękami i zaniosłam się jeszcze większym szlochem. Po kilku minutach milczenia, zdecydowałam się w końcu odezwać.
-Powiedział, że będzie gorzej, że powinnam zacząć się bać. Powiedział, że doprowadzi mnie do stanu, w który nie będę mogła spać, jeść ani nic robić, bo będę się bała o to co jeszcze mi zrobi.
Bałam się. Okropnie się bałam. Ale już nie tylko Carlosa, a tego jak zareagują przyjaciele. Nagle poczułam, że odrywam się od podłogi i po chwili ląduję na miękkiej kanapie. Zayn.
-hej, wszystko będzie dobrze. Przecież cię nie zostawimy – Zayn uśmiechnął się pocieszająco.
-Przejdziemy przez to razem – rzekł Liam. Przez chwilę siedzieliśmy cicho.
-Dziękuję wam chłopaki. Za wszystko.
 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
     Hej! Wróciłam! Cieszycie się? hahaha 
   A więc jak widzicie Anabell ma coraz większe kłopoty. Powiem wam tyle, że jeszcze nie raz pożałuje znajomości z Carlosem. Do następnego!