wtorek, 2 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 9


                                                ROZDZIAŁ 9
   Opowiadając im wszystko czułam się dosyć dziwnie. Myślałam, że pójdzie gorzej, że zacznę płakać albo zamknę buzie w połowie i nic więcej nie powiem. Ale powiedziałam. Wszystko. Teraz siedziałam ze spuszczoną głową, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony przyjaciół. Minęło dobre dziesięć minut odkąd skończyłam mówić. Nie chciałam żeby tak było. Marzyłam o tym, by ktokolwiek się odezwał. Ktokolwiek… Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół. Chciałam podnieść głowę, ale nie potrafiłam na nich spojrzeć. Bałam się odtrącenia. Bałam się, że stwierdzą że sprawiam za dużo problemów i mnie zostawią. Zaczęły piec mnie oczy. Nie mogę teraz płakać.  Z całej siły zacisnęłam powieki, próbując powstrzymać łzy. Po kolejnych pięciu minutach otworzyłam oczy i podniosłam głowę. Wszyscy patrzyli się wprost na mnie. Patricia była smutna, Lucy się bała, a chłopaki wyglądali tak jakby nie wiedzieli co się dzieje. Promienie słońca oświetlały pokój tak, że padały prosto na mnie. To ma być jakiś znak?  Powinnam coś zrobić, prawda? Ale co?
-Nie powinnam wam tego mówić. Nie powinnam w ogóle robić tego, co zrobiłam. Przepraszam – odezwałam się cicho i przeniosłam wzrok na przyjaciół. Nie wiedzieli o co chodzi. To było do przewidzenia. – Niall ty powinieneś spać. Ja powinnam o siebie dbać i nie powinnam trafić do szpitala. Nie powinnam też się tu przeprowadzać i kiedyś nie powinnam wierzyć Carlosowi. Zrobiłam dużo głupich rzeczy i pewnie zrobię ich więcej. Chciałabym to odkręcić, ale nie umiem cofnąć czasu. Mogę zrobić tylko jedno. Jutro zadzwonię do Paula i powiem mu, że się wyprowadzam. Muszę znaleźć miejsce w którym Carlos mnie nie znajdzie. – wyrzuciłam z siebie nawet więcej niż chciałam. I tak oto moje postanowienie o zapomnieniu o przeszłości zniknęło i nie zamierzało wrócić. Nikt się nie odzywał, więc wzięłam to za zgodę na wykonanie tego co planowałam. Może tak będzie lepiej?
- Żartujesz, prawda? Proszę, powiedz że żartujesz. Dlaczego niby miałabyś się wyprowadzać? My tego nie chcemy! – powiedział Liam. Był bardzo zdenerwowany. Nie chcą żebym się wyprowadzała? Ja też nie chcę, ale tak będzie lepiej. Dla nich…
-Nie żartuję Liam. Nie chcę żeby wam się coś stało, przez jakąś głupią sąsiadkę. Boję się, że  Carlos wróci i wtedy nie będzie już tak dobrze.
- I właśnie dlatego nie możesz się wyprowadzić. Jeśli będziesz sama, wtedy gdy znajdzie cię Carlos, będzie źle. Proszę zrozum, że musisz tu zostać. – Niall się uśmiechnął, usiadł na kanapie i mnie przytulił. Brakowało mi jego ciepła. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i schowałam głowę. Czułam się bezpiecznie i właśnie tego teraz potrzebowałam. Nawet nie chciałam wiedzieć co inni teraz myślą. Nie obchodziło mnie to. W tej chwili liczyliśmy się tylko Niall i ja. Bałam się o przyjaciół dlatego chciałam się wyprowadzić. Ale może mieli rację? Może powinnam tu zostać i przestać bać się Carlosa? Chyba tak zrobię. Podniosłam głowę patrząc na przyjaciół. Uśmiechali się. Poczułam na szyi oddech blondyna i usłyszałam jak szepcze mi do ucha:
- Zostaniesz?
Pokiwałam głową i się uśmiechnęłam. W końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi i na razie nie zamierzam z niego odchodzić. Lekko odsunęłam się od blondyna i spojrzałam na Liama. W jego oczach widziałam nieme pytanie o to czy zostanę. Kiwnęłam głową i chłopak się uśmiechnął.  Podniosłam głowę i spojrzałam na blondyna. W jego oczach widziałam iskierki a na twarzy wielki uśmiech. Cieszyłam się, bo przynajmniej mam gwarancję że w najbliższym czasie będę go widzieć bardzo często. Przeniosłam wzrok na Louisa. Jego oczy były przepełnione czymś, czego nie mogłam rozgryźć. Miałam  nadzieję, że nie chodzi o nic złego. Wstałam z kanapy strącając z siebie ręce Nialla i poszłam do kuchni.  Nalałam wody do szklanki, wzięłam leki i popiłam je wodą. Jak długo będę musiała je brać? Tydzień, miesiąc, rok? Chociaż najbardziej zastanawia mnie to ile będę tu mieszkać. Czy Carlos wróci? I czy kiedykolwiek uda mi się o nim zapomnieć? Mam taką nadzieję, bo nie chcę by całe moje życie składało się z wiecznego strachu. Wróciłam do salonu, usiadłam na kanapie i spojrzałam na przyjaciół.
-Coś się stało?- spytałam. Zachowywali się dziwnie.
- Bo my powinniśmy już iść, ale nie wiemy czy dasz sobie radę – odpowiedziała Lucy.
- Jasne, idźcie.
No bo niby co innego miałabym im powiedzieć? Że nie dam sobie rady? Przyjaciele wstali i udali się w stronę drzwi.
- Na pewno sobie poradzisz? Jeśli chcesz mogę z tobą zostać. Chłopaki sobie beze mnie poradzą – powiedział Niall. Z jego twarzy można było wyczytać troskę i niepokój.  Troszczył się o mnie? Po raz pierwszy ktoś się mną przejmował. Chciałam żeby został, ale przecież nie mogłam mu pozwolić zawalić pracy.
-Dam sobie radę, naprawdę.
Przytuliłam wszystkich na pożegnanie i zamknęłam za nimi drzwi. Poszłam do salonu i położyłam się na kanapie.  
Kilka godzin później
- Halo?
-Jesteś w domu? – po co on do mnie dzwoni?
-Nie Carlos. Proszę nie dzwoń do mnie więcej – wyszeptałam przestraszona.
-Będę u ciebie za 10 minut i radzę ci żebyś była w domu, inaczej pożałujesz- krzyknął i się rozłączył. Co ja mam teraz zrobić?  Przecież nie mogę tu zostać. Po moich policzkach zaczęły ściekać łzy. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Wybiegłam z budynku próbując się uspokoić. Gdzie mam teraz pójść? Biegłam ulicą aż zobaczyłam park. Znalazłam ławkę i na niej usiadłam. Nie mogłam się uspokoić. Trzęsącymi się rękami zaczęłam przeszukiwać telefon. Próbowałam znaleźć numer do któregoś z chłopaków, ale niby skąd miałabym go wziąć? Licząc na cud, przeszłam od razu na literkę „N”. Był tam. Numer Nialla. Nie zastanawiając się dłużej nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? – usłyszałam głos chłopaka. Łzy znowu popłynęły po policzkach, a głos uwiązł w gardle.
-Powiedział, że po mnie przyjedzie – wychrypiałam.
-Anabell? Uspokój się i powiedz o co chodzi.
-Carlos. On powiedział, że mam być w domu, ale uciekłam do parku. Chciał po mnie przyjechać. Niall, ja się boję.
- Ana spokojnie. Będę w parku za 15 minut- powiedział szybko i się rozłączył. I co ja miałam robić przez ten czas? Okropnie się bałam. A co jeśli Carlos mnie znajdzie, a Niall nie zdąży go powstrzymać? Trzęsłam się z zimna i przerażenia. Objęłam rękami kolana i czekałam. Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś biegnie. Podniosłam głowę i zobaczyłam przerażonego Nialla. Nie potrafiłam powstrzymać płaczu. Wstałam z ławki kiedy chłopak był już blisko. Poczułam jego silne ramiona zaciskające się na moim kruchym ciele. Wtuliłam się w niego i przez jakiś czas nie chciałam puścić.
-Nie płacz, proszę – wyszeptał mi do ucha. Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam mu w oczy.
-Nawet nie wiesz jak się bałam.  Dziękuję, że tu po mnie przyszedłeś.
-Mówiłem, że mogę z tobą zostać. Dlaczego się nie zgodziłaś?
-Nie chciałam żebyś zawalał przeze mnie pracę – odpowiedziałam cicho.
-Chodź. Chłopaki czekają na nas w samochodzie- powiedział i pociągnął mnie w stronę wyjścia z parku.
-Wyrwałam was z pracy, prawda?
-Nie Anabell. I tak mieliśmy już wychodzić.
-Psuję wam życie. Macie przeze mnie same problemy – powiedziałam, a po moich policzkach pociekły łzy. Chłopak się zatrzymał i złapał mnie za ramiona.
-Hej, nawet tak nie myśl. Uwierz mi , cieszymy się, że mogliśmy cię poznać – powiedział i otarł moje mokre policzki. Pokiwałam głową. Serio tak uważa? Blondyn mnie puścił i ruszył dalej. Poszłam za nim, bo niby co innego miałabym zrobić? Nadal cała się trzęsłam. Przy wyjściu z parku zobaczyłam, duży, czarny samochód. Niall podszedł do niego, rozsunął drzwi i kazał wsiadać. Powoli podeszłam do samochodu i weszłam do środka.
-Cześć  chłopaki – przywitałam się i spuściłam głowę.
-Co się stało? Niall nie chciał nam nic powiedzieć- Liam wyglądał na bardzo zmartwionego. Po moich policzkach znów pociekły łzy.
-Carlos. On powiedział, że po mnie przyjedzie i mam być wtedy w domu, bo inaczej pożałuje. Uciekłam do parku, ale nadal się bałam. Dlatego zadzwoniłam do Nialla – wyjaśniłam przyjaciołom. – Boję się, że on będzie w domu.
-Powinnaś to zgłosić na policję. Nikt nie powinien być zastraszany – odezwał się Louis. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zrozumiałam, że to co widziałam w jego oczach, to nie nienawiść, a troska.
-Wiem to, ale się boję. Nawet nie wiesz ile razy stałam przed posterunkiem policji gotowa wejść do środka. Jednak strach zawsze zwyciężał.
Po chwili samochód się zatrzymał, a my z niego wysiedliśmy. Poczułam jak moim drobnym ciałem wstrząsnął dreszcz. Skuliłam się jeszcze bardziej i objęłam się rękami. W moich oczach można było dostrzec strach, smutek i niepewność. Bałam się, że znowu zacznę płakać. Poczułam ciepłe ramiona, obejmujące moje małe, trzęsące się ciało.
-Chodźmy do środka – rzekł Zayn. Na te słowa zaczęłam się trząść jeszcze bardziej.
-Ana spokojnie, nic ci się nie stanie – było widać po Liamie, że nie jest pewny swoich słów. Weszliśmy do budynku i od razu skierowaliśmy się na schody. Kiedy weszliśmy na moje piętro, a przed drzwiami nikogo nie było, odetchnęłam z ulgą. Trzęsącą się ręką, wyjęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i poszliśmy do salonu. Nawet nie zdążyłam usiąść, a już rozdzwonił się mój telefon.
-Halo?
-Nie było cię w domu. Czyżbyś już tam nie mieszkała? A może poszłaś do tych swoich sąsiadów? – kiedy usłyszałam jego głos, wyraz mojej twarzy od razu się zmienił.
-Nie powinno cię to obchodzić. Poza tym mówiłam ci już żebyś do mnie nie dzwonił!- w odpowiedzi usłyszałam szyderczy śmiech.
-Naprawdę myślałaś, że zostawię cię w spokoju po tym jak mi uciekłaś? Od dzisiaj będę twoim największym koszmarem. Już wcześniej się mnie bałaś, to wyobraź sobie co będzie teraz. Nie będziesz mogła spać, jeść, nic dopóki nie dowiesz się co planuję – znowu usłyszałam jak się śmieje.
-Nie będę się ciebie bała, rozumiesz? Nie będziesz mi znowu psuł życia!
-A powinnaś się bać. Powinnaś uważać. Następnym razem nie zadzwonię przed odwiedzinami. – powiedział i się rozłączył. Jedyne co potrafiłam zrobić w tamtej chwili to usiąść na podłodze i zacząć płakać. Za chwilę chłopaki klęczeli już obok mnie.
-Anabell? Co on ci powiedział?
-Proszę, wstań z podłogi.
Objęłam kolana rękami i zaniosłam się jeszcze większym szlochem. Po kilku minutach milczenia, zdecydowałam się w końcu odezwać.
-Powiedział, że będzie gorzej, że powinnam zacząć się bać. Powiedział, że doprowadzi mnie do stanu, w który nie będę mogła spać, jeść ani nic robić, bo będę się bała o to co jeszcze mi zrobi.
Bałam się. Okropnie się bałam. Ale już nie tylko Carlosa, a tego jak zareagują przyjaciele. Nagle poczułam, że odrywam się od podłogi i po chwili ląduję na miękkiej kanapie. Zayn.
-hej, wszystko będzie dobrze. Przecież cię nie zostawimy – Zayn uśmiechnął się pocieszająco.
-Przejdziemy przez to razem – rzekł Liam. Przez chwilę siedzieliśmy cicho.
-Dziękuję wam chłopaki. Za wszystko.
 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
     Hej! Wróciłam! Cieszycie się? hahaha 
   A więc jak widzicie Anabell ma coraz większe kłopoty. Powiem wam tyle, że jeszcze nie raz pożałuje znajomości z Carlosem. Do następnego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz