ROZDZIAŁ 9
Opowiadając im
wszystko czułam się dosyć dziwnie. Myślałam, że pójdzie gorzej, że zacznę
płakać albo zamknę buzie w połowie i nic więcej nie powiem. Ale powiedziałam.
Wszystko. Teraz siedziałam ze spuszczoną głową, czekając na jakąkolwiek reakcję
ze strony przyjaciół. Minęło dobre dziesięć minut odkąd skończyłam mówić. Nie
chciałam żeby tak było. Marzyłam o tym, by ktokolwiek się odezwał. Ktokolwiek…
Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół. Chciałam podnieść głowę, ale nie
potrafiłam na nich spojrzeć. Bałam się odtrącenia. Bałam się, że stwierdzą że
sprawiam za dużo problemów i mnie zostawią. Zaczęły piec mnie oczy. Nie mogę
teraz płakać. Z całej siły zacisnęłam
powieki, próbując powstrzymać łzy. Po kolejnych pięciu minutach otworzyłam oczy
i podniosłam głowę. Wszyscy patrzyli się wprost na mnie. Patricia była smutna,
Lucy się bała, a chłopaki wyglądali tak jakby nie wiedzieli co się dzieje.
Promienie słońca oświetlały pokój tak, że padały prosto na mnie. To ma być
jakiś znak? Powinnam coś zrobić, prawda?
Ale co?
-Nie powinnam wam
tego mówić. Nie powinnam w ogóle robić tego, co zrobiłam. Przepraszam – odezwałam
się cicho i przeniosłam wzrok na przyjaciół. Nie wiedzieli o co chodzi. To było
do przewidzenia. – Niall ty powinieneś spać. Ja powinnam o siebie dbać i nie
powinnam trafić do szpitala. Nie powinnam też się tu przeprowadzać i kiedyś nie
powinnam wierzyć Carlosowi. Zrobiłam dużo głupich rzeczy i pewnie zrobię ich
więcej. Chciałabym to odkręcić, ale nie umiem cofnąć czasu. Mogę zrobić tylko
jedno. Jutro zadzwonię do Paula i powiem mu, że się wyprowadzam. Muszę znaleźć
miejsce w którym Carlos mnie nie znajdzie. – wyrzuciłam z siebie nawet więcej
niż chciałam. I tak oto moje postanowienie o zapomnieniu o przeszłości zniknęło
i nie zamierzało wrócić. Nikt się nie odzywał, więc wzięłam to za zgodę na
wykonanie tego co planowałam. Może tak będzie lepiej?
- Żartujesz,
prawda? Proszę, powiedz że żartujesz. Dlaczego niby miałabyś się wyprowadzać?
My tego nie chcemy! – powiedział Liam. Był bardzo zdenerwowany. Nie chcą żebym
się wyprowadzała? Ja też nie chcę, ale tak będzie lepiej. Dla nich…
-Nie żartuję Liam.
Nie chcę żeby wam się coś stało, przez jakąś głupią sąsiadkę. Boję się, że Carlos wróci i wtedy nie będzie już tak
dobrze.
- I właśnie dlatego
nie możesz się wyprowadzić. Jeśli będziesz sama, wtedy gdy znajdzie cię Carlos,
będzie źle. Proszę zrozum, że musisz tu zostać. – Niall się uśmiechnął, usiadł
na kanapie i mnie przytulił. Brakowało mi jego ciepła. Wtuliłam się w jego
klatkę piersiową i schowałam głowę. Czułam się bezpiecznie i właśnie tego teraz
potrzebowałam. Nawet nie chciałam wiedzieć co inni teraz myślą. Nie obchodziło
mnie to. W tej chwili liczyliśmy się tylko Niall i ja. Bałam się o przyjaciół
dlatego chciałam się wyprowadzić. Ale może mieli rację? Może powinnam tu zostać
i przestać bać się Carlosa? Chyba tak zrobię. Podniosłam głowę patrząc na
przyjaciół. Uśmiechali się. Poczułam na szyi oddech blondyna i usłyszałam jak
szepcze mi do ucha:
- Zostaniesz?
Pokiwałam głową i
się uśmiechnęłam. W końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi i na razie nie zamierzam
z niego odchodzić. Lekko odsunęłam się od blondyna i spojrzałam na Liama. W
jego oczach widziałam nieme pytanie o to czy zostanę. Kiwnęłam głową i chłopak
się uśmiechnął. Podniosłam głowę i
spojrzałam na blondyna. W jego oczach widziałam iskierki a na twarzy wielki
uśmiech. Cieszyłam się, bo przynajmniej mam gwarancję że w najbliższym czasie
będę go widzieć bardzo często. Przeniosłam wzrok na Louisa. Jego oczy były
przepełnione czymś, czego nie mogłam rozgryźć. Miałam nadzieję, że nie chodzi o nic złego. Wstałam
z kanapy strącając z siebie ręce Nialla i poszłam do kuchni. Nalałam wody do szklanki, wzięłam leki i
popiłam je wodą. Jak długo będę musiała je brać? Tydzień, miesiąc, rok? Chociaż
najbardziej zastanawia mnie to ile będę tu mieszkać. Czy Carlos wróci? I czy
kiedykolwiek uda mi się o nim zapomnieć? Mam taką nadzieję, bo nie chcę by całe
moje życie składało się z wiecznego strachu. Wróciłam do salonu, usiadłam na
kanapie i spojrzałam na przyjaciół.
-Coś się stało?-
spytałam. Zachowywali się dziwnie.
- Bo my powinniśmy
już iść, ale nie wiemy czy dasz sobie radę – odpowiedziała Lucy.
- Jasne, idźcie.
No bo niby co
innego miałabym im powiedzieć? Że nie dam sobie rady? Przyjaciele wstali i
udali się w stronę drzwi.
- Na pewno sobie poradzisz?
Jeśli chcesz mogę z tobą zostać. Chłopaki sobie beze mnie poradzą – powiedział
Niall. Z jego twarzy można było wyczytać troskę i niepokój. Troszczył się o mnie? Po raz pierwszy ktoś
się mną przejmował. Chciałam żeby został, ale przecież nie mogłam mu pozwolić
zawalić pracy.
-Dam sobie radę,
naprawdę.
Przytuliłam
wszystkich na pożegnanie i zamknęłam za nimi drzwi. Poszłam do salonu i
położyłam się na kanapie.
Kilka godzin później
- Halo?
-Jesteś w domu? –
po co on do mnie dzwoni?
-Nie Carlos. Proszę
nie dzwoń do mnie więcej – wyszeptałam przestraszona.
-Będę u ciebie za
10 minut i radzę ci żebyś była w domu, inaczej pożałujesz- krzyknął i się
rozłączył. Co ja mam teraz zrobić? Przecież
nie mogę tu zostać. Po moich policzkach zaczęły ściekać łzy. Wyszłam z domu i
zamknęłam drzwi. Wybiegłam z budynku próbując się uspokoić. Gdzie mam teraz
pójść? Biegłam ulicą aż zobaczyłam park. Znalazłam ławkę i na niej usiadłam.
Nie mogłam się uspokoić. Trzęsącymi się rękami zaczęłam przeszukiwać telefon.
Próbowałam znaleźć numer do któregoś z chłopaków, ale niby skąd miałabym go
wziąć? Licząc na cud, przeszłam od razu na literkę „N”. Był tam. Numer Nialla. Nie
zastanawiając się dłużej nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? –
usłyszałam głos chłopaka. Łzy znowu popłynęły po policzkach, a głos uwiązł w
gardle.
-Powiedział, że po
mnie przyjedzie – wychrypiałam.
-Anabell? Uspokój
się i powiedz o co chodzi.
-Carlos. On
powiedział, że mam być w domu, ale uciekłam do parku. Chciał po mnie
przyjechać. Niall, ja się boję.
- Ana spokojnie.
Będę w parku za 15 minut- powiedział szybko i się rozłączył. I co ja miałam
robić przez ten czas? Okropnie się bałam. A co jeśli Carlos mnie znajdzie, a
Niall nie zdąży go powstrzymać? Trzęsłam się z zimna i przerażenia. Objęłam
rękami kolana i czekałam. Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś biegnie.
Podniosłam głowę i zobaczyłam przerażonego Nialla. Nie potrafiłam powstrzymać
płaczu. Wstałam z ławki kiedy chłopak był już blisko. Poczułam jego silne
ramiona zaciskające się na moim kruchym ciele. Wtuliłam się w niego i przez
jakiś czas nie chciałam puścić.
-Nie płacz, proszę
– wyszeptał mi do ucha. Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam mu w oczy.
-Nawet nie wiesz
jak się bałam. Dziękuję, że tu po mnie
przyszedłeś.
-Mówiłem, że mogę z
tobą zostać. Dlaczego się nie zgodziłaś?
-Nie chciałam żebyś
zawalał przeze mnie pracę – odpowiedziałam cicho.
-Chodź. Chłopaki
czekają na nas w samochodzie- powiedział i pociągnął mnie w stronę wyjścia z
parku.
-Wyrwałam was z
pracy, prawda?
-Nie Anabell. I tak
mieliśmy już wychodzić.
-Psuję wam życie.
Macie przeze mnie same problemy – powiedziałam, a po moich policzkach pociekły
łzy. Chłopak się zatrzymał i złapał mnie za ramiona.
-Hej, nawet tak nie
myśl. Uwierz mi , cieszymy się, że mogliśmy cię poznać – powiedział i otarł
moje mokre policzki. Pokiwałam głową. Serio tak uważa? Blondyn mnie puścił i
ruszył dalej. Poszłam za nim, bo niby co innego miałabym zrobić? Nadal cała się
trzęsłam. Przy wyjściu z parku zobaczyłam, duży, czarny samochód. Niall
podszedł do niego, rozsunął drzwi i kazał wsiadać. Powoli podeszłam do
samochodu i weszłam do środka.
-Cześć chłopaki – przywitałam się i spuściłam głowę.
-Co się stało? Niall
nie chciał nam nic powiedzieć- Liam wyglądał na bardzo zmartwionego. Po moich
policzkach znów pociekły łzy.
-Carlos. On
powiedział, że po mnie przyjedzie i mam być wtedy w domu, bo inaczej pożałuje.
Uciekłam do parku, ale nadal się bałam. Dlatego zadzwoniłam do Nialla –
wyjaśniłam przyjaciołom. – Boję się, że on będzie w domu.
-Powinnaś to
zgłosić na policję. Nikt nie powinien być zastraszany – odezwał się Louis.
Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zrozumiałam, że to co widziałam w jego
oczach, to nie nienawiść, a troska.
-Wiem to, ale się
boję. Nawet nie wiesz ile razy stałam przed posterunkiem policji gotowa wejść
do środka. Jednak strach zawsze zwyciężał.
Po chwili samochód
się zatrzymał, a my z niego wysiedliśmy. Poczułam jak moim drobnym ciałem
wstrząsnął dreszcz. Skuliłam się jeszcze bardziej i objęłam się rękami. W moich
oczach można było dostrzec strach, smutek i niepewność. Bałam się, że znowu
zacznę płakać. Poczułam ciepłe ramiona, obejmujące moje małe, trzęsące się
ciało.
-Chodźmy do środka –
rzekł Zayn. Na te słowa zaczęłam się trząść jeszcze bardziej.
-Ana spokojnie, nic
ci się nie stanie – było widać po Liamie, że nie jest pewny swoich słów.
Weszliśmy do budynku i od razu skierowaliśmy się na schody. Kiedy weszliśmy na
moje piętro, a przed drzwiami nikogo nie było, odetchnęłam z ulgą. Trzęsącą się
ręką, wyjęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i
poszliśmy do salonu. Nawet nie zdążyłam usiąść, a już rozdzwonił się mój
telefon.
-Halo?
-Nie było cię w
domu. Czyżbyś już tam nie mieszkała? A może poszłaś do tych swoich sąsiadów? –
kiedy usłyszałam jego głos, wyraz mojej twarzy od razu się zmienił.
-Nie powinno cię to
obchodzić. Poza tym mówiłam ci już żebyś do mnie nie dzwonił!- w odpowiedzi
usłyszałam szyderczy śmiech.
-Naprawdę myślałaś,
że zostawię cię w spokoju po tym jak mi uciekłaś? Od dzisiaj będę twoim
największym koszmarem. Już wcześniej się mnie bałaś, to wyobraź sobie co będzie
teraz. Nie będziesz mogła spać, jeść, nic dopóki nie dowiesz się co planuję –
znowu usłyszałam jak się śmieje.
-Nie będę się
ciebie bała, rozumiesz? Nie będziesz mi znowu psuł życia!
-A powinnaś się bać.
Powinnaś uważać. Następnym razem nie zadzwonię przed odwiedzinami. – powiedział
i się rozłączył. Jedyne co potrafiłam zrobić w tamtej chwili to usiąść na
podłodze i zacząć płakać. Za chwilę chłopaki klęczeli już obok mnie.
-Anabell? Co on ci
powiedział?
-Proszę, wstań z
podłogi.
Objęłam kolana
rękami i zaniosłam się jeszcze większym szlochem. Po kilku minutach milczenia,
zdecydowałam się w końcu odezwać.
-Powiedział, że
będzie gorzej, że powinnam zacząć się bać. Powiedział, że doprowadzi mnie do
stanu, w który nie będę mogła spać, jeść ani nic robić, bo będę się bała o to
co jeszcze mi zrobi.
Bałam się. Okropnie
się bałam. Ale już nie tylko Carlosa, a tego jak zareagują przyjaciele. Nagle
poczułam, że odrywam się od podłogi i po chwili ląduję na miękkiej kanapie.
Zayn.
-hej, wszystko
będzie dobrze. Przecież cię nie zostawimy – Zayn uśmiechnął się pocieszająco.
-Przejdziemy przez
to razem – rzekł Liam. Przez chwilę siedzieliśmy cicho.
-Dziękuję wam
chłopaki. Za wszystko.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Wróciłam! Cieszycie się? hahaha
A więc jak widzicie Anabell ma coraz większe kłopoty. Powiem wam tyle, że jeszcze nie raz pożałuje znajomości z Carlosem. Do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz