sobota, 20 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 10


                                               ROZDZIAŁ 10
        Siedziałam na kanapie, ściśnięta pomiędzy pięcioma chłopakami. Dlaczego? Nie chcieli mnie zostawić samej na noc. Mogłabym przysiąc, że połowa z nich jest tak samo przerażona jak ja. Nie odzywaliśmy się do siebie odkąd Louis włączył jakiś film. Nawet nie wiedziałam jaki, bo moje myśli były gdzieś daleko. Gdzieś gdzie nie było Carlosa, a życie wydawało się idealne. Ktoś mocno szarpnął moje ramię. Spojrzałam w jego stronę.
-Ana? Czemu nie reagujesz jak do ciebie mówimy? – spytał zmartwiony Liam. – Nie ważne. Pytałem czy jesteś głodna.
Pokiwałam głową, a chłopak poszedł do kuchni. Będzie mi teraz robił coś do jedzenia? W moim domu? To ja powinnam to zrobić. Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Liam stał w otwartych drzwiach lodówki i próbował znaleźć tam coś, co nadawałoby się do jedzenia.
-Liam? – chłopak podskoczył przestraszony i odwrócił się w moją stronę. – Kurczę nawet nie spytałam czy jesteście głodni. Zupełnie wypadło mi to z głowy.
-Nie przejmuj się. Nawet tego nie zauważyliśmy. – chłopak zaśmiał się cicho i wrócił do otwartej lodówki. Wyjęłam chleb z szafki i położyłam go na blacie. Wstawiłam wodę i wyjęłam kubki. Zrobiliśmy z Liamem kanapki i herbatę. Zanieśliśmy wszystko do salonu i postawiliśmy na stoliku. Usiadłam z powrotem na kanapie. Patrzyłam jak chłopaki jedzą, oglądając film. Pamiętam jak kiedyś patrzyłam tak na Carlosa, który jeszcze był normalny. To były nasze pierwsze dni we wspólnym domu. Potem było gorzej. Potem przechodziłam piekło. Bałam się nawet najmniejszego gestu z jego strony.
-Ana zjedz kanapkę. – szept Nialla sprowadził mnie na ziemię. Wzięłam kanapkę z talerza i powoli zaczęłam ją jeść. Chłopak uśmiechnął się i wrócił do oglądania filmu. Był słodki jak się uśmiechał. Przypominał mi mojego zmarłego przyjaciela.
-Anabell! Chodź szybko, coś ci pokażę! – wykrzyknął chłopczyk, biegnąc w stronę przyjaciółki. Złapał ją za małą rączkę i pociągnął w stronę wysokiego drzewa. Chłopiec miał na imię Nathaniel. Był blondynem o niebieskich oczach. Gdy stanęli pod drzewem Nate się uśmiechnął i pokazał małe serduszko w którym pisało: Ana i Nate Przyjaciele na zawsze.
-Ty to napisałeś?- spytała dziewczynka. Była zauroczona tym co zobaczyła. Mieli dopiero po 7 lat, ale nie wyobrażali sobie życia bez siebie.
-Tak. Podoba ci się? – spytał dumny chłopczyk.
-Pewnie, że tak! – wykrzyknęła Ana i pocałowała chłopca w policzek.
Równo 8 lat później zginął w wypadku. Miał tylko 15 lat. Nie zasłużył sobie na tak szybką śmierć. Wracał wtedy z wakacji, nie widzieliśmy się 3 tygodnie. Tęskniłam za nim, a kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, nie mogłam się pozbierać. Dużo czasu zajęło mi poukładanie życia od nowa. Bez osoby, za której powrót zrobiłabym wszystko. Wiele razy wracałam w tamto miejsce, godzinami patrzyłam na wyryte tam imiona. Obiecałam sobie, że w każdą rocznicę jego śmierci będę przychodziła pod to drzewo. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko starłam. Chciałam żeby wrócił. Żeby powiedział mi co mam robić. Żeby się mną zaopiekował, tak jak robił to kiedyś i nie pozwolił żeby ktokolwiek mnie skrzywdził. Potrzebowałam go w tej chwili. Szybko poszłam do łazienki i zsunęłam się po zamkniętych drzwiach. Nie chciałam płakać przy chłopakach, a poczułam, że łzy są niebezpiecznie blisko spłynięcia po moich policzkach. Kochałam Nathaniela najbardziej na świcie i nie byłam gotowa się z nim żegnać. Ani wtedy kiedy miałam 15 lat, ani teraz kiedy mam 18. Minęły 3 lata, ale jego strata nadal boli tak samo. Dlaczego Niall musi być tak do niego podobny? Te same błyszczące, błękitne oczy i blond włosy. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej? A może po prostu nie chciałam dopuścić do tego, żeby to dostrzec? Podniosłam się i spojrzałam w lustro. Oczy miałam podpuchnięte, a twarz białą jak ściana. Opłukałam buzię zimną wodą. Cicho wyszłam z łazienki i oparłam się o ścianę przy wejściu do salonu.
-Myślicie, że da sobie radę? Przecież nie zawsze będziemy mogli jej pomóc.- Louis odwrócił się w stronę przyjaciół.
-Nie jest tak słaba, na jaką się wydaje. Po prostu się go boi. – wybronił mnie Niall. Skąd wiedziałam, że mówią o mnie? No przecież nie mogli znać drugiej takiej dziewczyny, która panicznie boi się swojego byłego chłopaka.
-Jesteś pewny Niall? – Zayn na niego spojrzał. Chłopak pokiwał głową i się uśmiechnął. Może czas wyjść z ukrycia?
-Czyżbyście o mnie rozmawiali? – spytałam podchodząc do chłopaków i się do nich uśmiechając.
Przyjaciele odwzajemnili mój uśmiech, jednak mi nie odpowiedzieli. Dzwonił mi telefon, a ja jak zwykle nie wiedziałam gdzie on jest. Poczułam na sobie pięć par oczu.
-Halo?
-Cześć Ana! Jak się czujesz? – kiedy usłyszałam głos Lucy odetchnęłam i usiadłam na kanapie.
-W miarę dobrze.
-Wpadniemy do ciebie za godzinę, dobra?
-Ok.
Lucy rozłączyła się kiedy tylko usłyszała, że się zgadzam. Odłożyłam telefon na stolik.
-To Lucy. Razem z Patricią przyjdą tu za godzinę. – powiedziałam. Chłopcy odetchnęli z ulgą. Wpatrywałam się w okno i nie mogłam uwierzyć w to jak bardzo zmieniło się moje życie przez te kilkanaście dni. Uciekłam od Carlosa i co najważniejsze poznałam wspaniałych przyjaciół. Jasne, że brakowało mi Nathaniela, ale przecież trzeba żyć dalej, prawda? Poczułam szarpnięcie za ramię, więc odwróciłam się w tamtą stronę. Nie był to najlepszy pomysł, bo twarz Nialla znajdowała się tylko kilka centymetrów od mojej. Blondyn wpatrywał się w moje oczy, a na jego policzki wskoczyły rumieńce. Chłopak odsunął się i odwrócił głowę. Przez chwilę się w niego wpatrywałam, ale pewna że już się nie odwróci, spojrzałam na chłopaków. Wszyscy byli uśmiechnięci. Liam udawał, że ogląda film, Zayn się we mnie wpatrywał, a Louis i Harry szeptali o czymś żywo. Czy to znaczy, że wszystko widzieli? Ale przecież tak naprawdę to nic się nie stało. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam pewna, że to dziewczyny więc poszłam otworzyć.
-Hej! – wykrzyknęły i mnie przytuliły.
- Hej, wchodźcie – zaśmiałam się kiedy przyjaciółki wpadły od razu do salonu.
- Cześć chłopaki!
Stanęłam w progu i przyglądałam się wygłupom przyjaciół. Zayn podszedł i przerzucił mnie sobie przez ramię.
-Zayn puść mnie! – wykrzyczałam. Odpowiedział mi jedynie chichot przyjaciół. Chłopak biegał po domu w kółko, a ja krzyczałam żeby przestał. Czy on nie umie się normalnie zachowywać?
-Postaw mnie, słyszysz?!
-Dobra, ale chcę buziaka. – odpowiedział dziecinnie. Wybuchłam śmiechem. Zresztą nie tylko ja. Zayn postawił mnie na podłodze i nadstawił policzek. Pocałowałam go, bo co innego miałam zrobić? Chłopak usiadł szczęśliwy, a reszta pokładała się ze śmiechu.
-Ja też dostanę? – Niall wyszczerzył się podchodząc do mnie. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
-Oj nie ma tak dobrze! Musisz zasłużyć. –chłopak zrobił dziwną minę, a po chwili leżałam na kanapie przygnieciona jego ciężarem. Zaczął mnie łaskotać, a ja zrobiłam się cała czerwona.
-Zmieniłaś zdanie?! – chłopak roześmiał się i przestał mnie łaskotać. Brzuch bolał mnie okropnie, a po policzkach leciały łzy. Dlaczego? Chyba przypomniały mi się czasy, kiedy robiliśmy to samo z Nathanielem. Kiedy Niall zobaczył łzy, które tak bardzo pragnęłam ukryć, wziął mnie w ramiona i delikatnie kołysał.
-Przepraszam nie chciałem ci nic zrobić. – szeptał przestraszony.  Mówił też coś o tym, że się martwi, ale mój mózg nie przetwarzał już informacji. W tej chwili czułam tylko jego silne ramiona, zaciskające się na mojej talii. Wiedziałam, że moje zachowanie nie podoba się nikomu, ale nie potrafię się zmienić. Mokre od łez włosy przyklejały mi się do twarzy, na szczęście łzy już nie leciały.
-Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. – wyszeptałam Niallowi do ucha. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na przyjaciół. Czy ja nie mogę chociaż raz normalnie się przy nich zachować? Przecież odkąd chłopaki mnie znają, nie było jeszcze dnia w którym bym przy nich nie płakała.
-Ja… przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Jestem pewnie największą beksą jaką znacie – powiedziałam. Przyjaciele zaśmiali się, ale wiedziałam, że chcieli wiedzieć dlaczego się tak zachowywałam.  – Po prostu przypomniał mi się mój przyjaciel Nathaniel. Był bardzo podobny do Nialla. Chciałabym żeby tu był, ale to nigdy się nie stanie. Znaliśmy się całe życie. Zmarł 3 lata temu.
- Czyli, że Carlos wcale nie jest twoim jedynym problemem.
-Nie, nie jest, choć z tych wszystkich jest największym.
-Tych wszystkich to znaczy? – zaniepokoił się Liam.
-Jest kilka małych spraw, które na razie zostaną sekretem Liam – Lucy odpowiedziała za mnie. Od kiedy to ona taka tajemnicza?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Wróciłam! Rozdział krótki, ale nic więcej nie mogłam już wymyślić. Jeśli mi się uda to następny rozdział będzie o wiele dłuższy. A no i przepraszam za moją długą nieobecność.
 Do następnego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz