wtorek, 3 grudnia 2013

roczek

Hmm... wróciłam, ale nie wiem czy na długo. Dodaję specjalnie dzisiaj, bo mija dokładnie rok od założenia bloga. Powiem od razu, że może wam się nie spodobać to co "przygotowałam" na dzisiaj, ale cóż... Zaczęłam to pisać na początku wakacji, skończyłam chyba miesiąc temu, nie jestem pewna. No i wybaczcie, że główna bohaterka nazywa się Anabell (to wszystko przez moje zamiłowanie do tego imienia -,-). No to zostawiam was i liczę na opinię. A no i zapraszam jeszcze TUTAJ


      

  Kochałam Cię, wiesz? Kochałam i nadal kocham. Wiesz jak długo cierpiałam przez to, że odszedłeś? Płakałam Niall, płakałam każdej nocy. Nie mogłam tego zrozumieć. Nie wiedziałam dlaczego odszedłeś. Przecież jeszcze dzień wcześniej mówiłeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
        Kiedy tylko wracałam ze szkoły zamykałam się w pokoju. Nic nie jadłam. Moja rodzina chciała wysłać mnie do psychologa, bo mówili, że sobie nie poradzę. To bolało, wiesz Niall? Nie potrafiłam żyć ze świadomością, że nigdy Cię nie zobaczę.
        Próbowałam stać się normalną siedemnastolatką. Nie dla siebie, dla rodziny. Ale nie mogłam. Wpadłam w złe towarzystwo. Prawie codziennie chodziłam na imprezy, piłam, paliłam, a czasem nawet ćpałam. Nie umiałam inaczej. To trwało może przez pięć miesięcy. Później moi rodzice zaprowadzili mnie na odwyk. Kolejne pięć miesięcy w osamotnieniu i bólu.
         Kiedy już wróciłam do domu miałam osiemnaście lat. Chciałam się wyprowadzić, ale nie miałam pieniędzy. Poszłam do pracy. Wszyscy wokoło myśleli, że jakoś sobie radzę, ale tak nie było. Kiedy zamykałam drzwi swojego pokoju łzy cisnęły się do oczu, a sztuczny uśmiech schodził z twarzy. Nie chciałam tak żyć, nie mogłam,
         Jednego dnia już nie wytrzymałam. Wzięłam żyletkę i … i… no sam chyba wiesz co zrobiłam. Robiłam wszystko, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Nie chciałam znowu iść do szpitala.
         I kiedy już w miarę się pozbierałam, chociaż rany były świeże, usłyszałam o tobie. Mówili, że jesteś w jakimś zespole z czterema innymi chłopakami. I już wiedziałam dlaczego mnie zostawiłeś. Chciałeś sławy. Cóż nie było mi łatwo. Musiałam Cię znowu zobaczyć. Weszłam w Internet i znalazłam twoje zdjęcia. Byłeś uroczy jak zawsze. Znowu płakałam. Chciałam żebyś wrócił. Ale tego nie zrobiłeś.
         Znalazłam przyjaciółkę. Ponad półtora roku po twoim odejściu. Zaufałam jej. Jest waszą fanką, ale przy mnie nie zaczyna tego tematu. Dzielnie wysłuchała mojej historii, pocieszyła, a co najważniejsze uwierzyła. To ona kazała mi napisać ten list. Ona znalazła twój adres i wyśle Ci ten list kiedy tylko skończę go pisać.
         Teraz kiedy mam przyjaciółkę  którą kocham całym sercem i zaczęłam sobie radzić, postanowiłam, że spróbuję zapomnieć. Nie wymagam od Ciebie, tego żebyś się ze mną kontaktował. Wystarczy mi nawet krótkie „Przeczytałem” na urywku papieru. Naprawdę, nie proszę o wiele.
                                                                                                                                           Anabell
Czytając list od Anabell rozpłakałem się. Jak małe dziecko. Nie mogłem uwierzyć, że aż tak bardzo ją skrzywdziłem.  Wyrządziłem tyle krzywdy. Przeze mnie piła, paliła, ćpała a nawet podcięła sobie żyły. Poszła na odwyk i była tam pięć miesięcy. Jak mogłem na to pozwolić? Przecież wiedziałem, że jest krucha i delikatna, i nie powinienem jej tak zostawiać. Skupiłem się na sobie, chciałem spełniać marzenia, chciałem być szczęśliwy. Ale czy jestem? Nie, nie jestem. Brakuje mi jej.  Jej wiecznie zimnych dłoni, błękitnych oczu, pięknych włosów pachnących truskawkami, jej zawsze szczerego uśmiechu i tego jak siadała mi na kolanach i mocno przytulała jak byłem smutny lub zły. Jak mogłem zrobić coś takiego dziewczynie którą kochałem i którą kocham nadal? Jak mogłem być tak głupi? Nie rozumiem sam siebie….

*Anabell*
Nie mogłam już dłużej czekać. Te ostatnie kilka tygodni oczekiwań na odpowiedź na mój list, dłużyło się niesamowicie.
-Anabell spokojnie. Na pewno odpisze, zobaczysz -  powiedziała moja przyjaciółka, Lucy, siadając na łóżku.
-A jeśli adres był zły? Może on nawet tam nie mieszka? – spytałam cicho, kładąc się na łóżku. – Co jeśli on nie chce mnie znać i nawet nie przeczytał tego listu, tylko od razu go wyrzucił?
- Adres na pewno jest dobry. Sprawdzałam to – powiedziała i mnie przytuliła – Uwierz mi, on na pewno przeczytał ten list – szepnęła. A skąd ona mogła to wiedzieć? Nie mogła. Ale i tak jestem jej ogromnie wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiła.
*Niall*
Manager w końcu pozwolił mi pojechać do Mulingar. Do Anabell. Chociaż to tylko parę dni to i tak musiałem się z nią spotkać, przeprosić. Za to co jej zrobiłem. Musiałem jej powiedzieć, że ją kocham. Gdybym nie był wtedy taki głupi, nie cierpiałaby.
- Niall! Samolot nam ucieknie jak się nie pospieszysz – krzyknął Liam. Skierowałem się w stronę przyjaciół i razem wsiedliśmy do samolotu. To będzie długa podróż.

*Anabell*
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nikt inny oprócz Lucy tu nie przychodzi, a przecież ona siedzi obok mnie.
-Kto to? – spytała mnie przyjaciółka.
-Nie wiem. Możesz iść otworzyć? – odpowiedziałam. Nie miałam na nic siły, a poza tym wyglądałam okropnie. Podpuchnięte oczy, rozczochrane włosy i wyciągnięte dresy na pewno nie są odpowiednie do przyjmowania gości. Dlaczego tak wyglądałam? Chyba zabolało mnie to, że nie dostałam odpowiedzi na mój list. Lucy wstała z fotela na którym siedziała i zeszła na dół otworzyć drzwi. Nie obchodziło mnie to kto przyszedł. Nikt z moich znajomych nigdy do mnie nie przychodził, zawsze spotykaliśmy się w pracy albo parku, więc na pewno nie był to ktoś warty mojej uwagi. Usłyszałam kroki na schodach, więc Lucy musiała już wracać.
-Lucy, kto to był? – spytałam kiedy drzwi do pokoju się uchyliły. Problem tkwił w tym, że to nie była moja przyjaciółka. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Czy on naprawdę wszedł do mojego pokoju? Po tym wszystkim co zrobił śmie się tu pokazywać?!
-Cześć An – tylko on mnie tak nazywał. Chłopak wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Wzdrygnęłam się kiedy usiadł na drugim końcu łóżka. Co miałam mu powiedzieć? A może powinnam zacząć krzyczeć, żeby Lucy tu przyszła, żeby nie musieć z nim rozmawiać?
-Po co tu przyjechałeś? – spytałam oschle. Jego mina zrzedła, ale dalej siedział na łóżku.
-Chciałem cię za wszystko przeprosić. Nie powinienem…
-Nie sądzisz, że to trochę za późno na przeprosiny? Żeby się na nie zebrać musiałeś dostać mój list? Czy naprawdę nie mogłeś mi wysłać tego skrawka kartki o którym pisałam? Byłoby o wiele lepiej- przerwałam mu w połowie zdania. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna cały czas na niego patrząc.
-Wiem, że powinienem to zrobić wcześniej, ale nie potrafiłem. Naprawdę bardzo mi przykro – powiedział spuszczając głowę.
-To wszystko co miałeś mi powiedzieć? Nie mam ochoty na rozmowę z tobą – skłamałam, ale tak będzie lepiej. Przynajmniej nie będę musiała dłużej na niego patrzeć, powstrzymując łzy. Chłopak wstał i próbował do mnie podejść, ale ja odsuwałam się w drugi koniec pokoju.  W końcu wpadłam na ścianę i już nie miałam jak uciec. Niall złapał mnie za ręce i podwinął rękawy bluzy. Chciałam wyszarpnąć ręce, ale był za silny. Przejechał palcami po moich bliznach, a w jego oczach widać było smutek.
-To przeze mnie, prawda?- spytał. Pokiwałam głową, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. – Boisz się mnie? – spytał, widząc przerażenie wymalowane na mojej twarzy. Co miałam mu powiedzieć? Przecież bałam się panicznie. Ale nie jego, tylko tego, że za chwilę może stąd zniknąć. –Boże do jakiego stanu ja cię doprowadziłem – wyszeptał. Nie umiałam już powstrzymać płaczu. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Spuściłam głowę, modląc się o to by chłopak tego nie zauważył. Niestety jedna z łez skapnęła na moją rękę w którą był wpatrzony chłopak. Puścił moje ręce i chwycił podbródek, podnosząc go do góry. Spojrzał na moją zapłakaną twarz i sam zaczął płakać. Nie potrafiłam tego zrozumieć. No bo w sumie po co miałby to robić? Starł z moich policzków słone łzy i próbował mnie przytulić ale go odepchnęłam. Nie był zdziwiony. Raczej bardzo smutny. Wydostałam się z kąta w którym staliśmy i siadłam na łóżku obejmując się ramionami. Zdezorientowany blondyn przez chwilę stał w tym samym miejscu, ale po chwili usiadł obok mnie.
-Przepraszam. Ja naprawdę nie chciałem cię tak skrzywdzić…
-No cóż, w takim razie już na to za późno Niall. Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Czego ode mnie oczekujesz? Że rzucę ci się w ramiona i będę błagała żebyś został? – spytałam przez płacz, którego nie mogłam opanować.
-Nie. Spodziewałem się, że będziesz zachowywać się dokładnie tak, jak teraz. Ale musiałem się z tobą zobaczyć. Inaczej już bym nie wytrzymał – odpowiedział i znów próbował mnie przytulić. Odepchnęłam go, ale był silniejszy i z całej siły się we mnie wtulił. Nie wiedziałam co zrobić. Usłyszałam szept:
-Proszę przytul mnie.
Wypowiedział to z takim bólem, że odruchowo go objęłam. Zaczęłam pocierać jego plecy, by choć trochę go uspokoić. Zapomniałam o własnym bólu. Teraz liczył się tylko on. Po kilku minutach wypuścił mnie z objęć.
-Nie rozumiem cię. Czemu płaczesz? – spytałam.
-Bo dopiero teraz uświadomiłem sobie jaką krzywdę ci wyrządziłem. Przepraszam – powiedział z bólem.
-Niall, i co ja mam ci powiedzieć? Że czułam się świetnie kiedy tu wszedłeś? Czułam się okropnie, bo wszystkie rany które mi zadałeś się odnowiły. Przypomniały mi się wszystkie chwile kiedy siedzieliśmy na tym parapecie i rozmawialiśmy o tym jak minął nam dzień. Tęskniłam za tym wiesz?
-Ja też i to bardzo. Myślisz, że mógłbym jakoś odzyskać twoje zaufanie? Mógłbym odzyskać twoją przyjaźń? Odzyskać ciebie? – spytał z nadzieją wymalowaną na twarzy.
-Nie mam pojęcia czy będę potrafiła ci jeszcze zaufać. Ale zawsze możesz spróbować – odpowiedziałam, ocierając ostatnie łzy.
-My możemy spróbować- poprawił mnie blondyn z uśmiechem na ustach. Nagle za drzwiami usłyszałam cichy jęk. Lucy.
-Lucy, wejdź! I tak wiem, że stoisz pod drzwiami! – krzyknęłam i tak jak myślałam do środka weszła Lucy, ale nie była sama. Razem z nią było też czterech przyjaciół Nialla.
-Podobała wam się nasza rozmowa?- blondyn spytał ich dosyć groźnie. Wszyscy zgodnie zaprzeczyli.
-Nie, nie podobała nam się, bo obydwoje płakaliście – odpowiedziała Lucy.
-I wiemy, że to nie był pierwszy raz kiedy ty płakałaś. Nie podoba nam się to, co ze sobą zrobiłaś – powiedział chłopak pośrodku.
-Liam przestań! – krzyknęła Lucy. Wiedziała jaki to dla mnie drażliwy temat, więc wolała żeby nikt go nie zaczynał.
-Uwierz mi, gdybym mogła odkręciłabym wszystko co zrobiłam – powiedziałam smutno. Liam podszedł do mnie i powoli obejrzał moje ręce. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Kiedy chłopak bardziej podciągnął rękawy bluzy, która była na mnie za duża, zobaczył jeszcze gorsze rany.
-Kiedy zrobiłaś to ostatni raz? – spytał. Popatrzyłam się na Lucy która na samo wspomnienie o tym wykrzywiała się z bólu. Przyłapała mnie na tym. Miała być wtedy u babci, ale wróciła wcześniej i przyszła do mojego domu. Znalazła mnie w łazience z zakrwawionymi rękami i żyletką w ręce. Jej reakcja była natychmiastowa, ale długo po tym płakała, bo nie zdążyła wrócić wcześniej.
-Tydzień temu – powiedziałam i wszyscy się skrzywili.
-Musisz przestać, rozumiesz? – powiedział Niall, a ja tylko pokiwałam głową. Nie chciałam żeby ktokolwiek się nade mną użalał. Nie potrzebowałam litości.
-Wiem, ale nie potrafię. – wyszeptałam i spuściłam głowę.
- A tak w ogóle to gdzie twoi rodzice? – spytał Zayn. Był wyraźnie zdziwiony, że nie było ich w domu.
-Nie mieszkają tu. Wyprowadzili się pół roku temu. Zostawili mi dom, a sami wyjechali do Londynu. Nie utrzymują ze mną kontaktu, bo uważają, że sprawiam za dużo problemów. Po tym jak wróciłam z odwyku, kompletnie stracili do mnie zaufanie. – odpowiedziałam chłopakowi. Cóż, moi rodzice nie byli najlepsi na świecie. Myśląc, że znowu wrócę do narkotyków po prostu uciekli od problemu, jakim byłam ja.
-Wróciłaś skąd?!
-Z odwyku. Prawie codziennie chodziłam na imprezy, co równało się z piciem i braniem narkotyków. Zawaliłam przez to szkołę. – odpowiedziałam. Chłopaki byli źli. Na mnie? Na Nialla? A może na siebie, że tu przyjechali? – Jeśli chcecie wyjść to proszę bardzo. Nie obrażę się. Wiele osób to robiło, kiedy poznało moją historię. Tylko Lucy ze mną została.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Zostaniemy i spróbujemy ci pomóc. 

poniedziałek, 30 września 2013

Koniec...

Cześć :)
Strasznie dawno mnie tu nie było i szczerze, nie wiem czy jeszcze będę. Cóż zaczęłam pisać to opowiadanie z myślą, że może jednak mi się uda, może dam radę skończyć historię. Ale niestety nie potrafię napisać kompletnie nic co mogłoby być kontynuacją. Mam kilka jednopartów, ale żaden z nich nie jest skończony. Jak już je napiszę, możliwe że pojawią się tutaj, ale nic nie obiecuję. Przepraszam, na prawdę.
Na razie zostawiam was z linkiem do drugiego bloga, ale od razu mówię, że nie znajdziecie tam żadnego opowiadania. i--hate--myself.blogspot.com

wtorek, 23 lipca 2013

*

Cześć! Wiem długo mnie tu nie było. Przepraszam. Nie wiem dlaczego podjęłam się prowadzenia tego bloga, bo teraz kompletnie nie mam pomysłu na kontynuację. Na razie bloga nie zawieszam, ale nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział.
    A więc jak się czujecie po 3 urodzinkach One Direction? Napisałam coś słuchając Torn. Nie wiem czy wam się spodoba, ale...


      Dziękuję wam. Za wszystko co zrobiliście. Za to co dobre i za to co złe. Wiem, że nie zawsze wszystko szło dobrze, po waszej myśli. Ale jednak. Jesteśmy tu teraz. 3 lata. To dużo prawda? Ile jeszcze wytrzyma ten zespół? Mam nadzieję, że jak najdłużej się da. Pomimo że nie byłam z wami od początku i nie zawsze tak bardzo was wspierałam, kawałek mnie zawsze był przy was. Zawsze kiedy mieliście gorszy dzień miałam nadzieję, że następny będzie lepszy. Marzyłam o tym żeby w końcu móc was spotkać, pocieszyć, wesprzeć. I pomimo tych wszystkich kłótni między Directioners  wiedziałam, że się nie poddacie. Wiedziałam, że przetrwacie wszystko. I wiecie co było najsmutniejsze? Kiedy mieliście dość. Kiedy byliście chamscy, chociaż wcale tego nie chcieliście. Bo nie chcieliście zranić Directioners, prawda? A co najbardziej bolało? To jak fanki odwdzięczały się wam za to, że jesteście. To jak krytykowały każde zachowanie, gest. I co bolało jeszcze mocniej? To, że Liam przepraszał za to, że ludzie go nienawidzą. No błagam jak można nienawidzić kogoś takiego jak on? Oni wszyscy nie mówią o was złych rzeczy dlatego bo tak myślą, tylko dlatego, że są zazdrośni. Zazdrośni o sławę, o wasz kontakt z fanami, o miłość którą darzą was fani. O wszystko. Pamiętacie Video Diaries? Wtedy byliście tacy szczęśliwi, zadowoleni ze sławy, rozpoznawalności. Wszystkie wygłupy, żarty. To było świetne. Wiecie dlaczego? Bo robiliście to razem. Nie przejmowaliście się zdaniem innych tak bardzo jak teraz. Wiem, że w tej chwili oddalibyście dużo za chwilę spokoju, wolności. Za czas do odetchnięcia od sławy i wszystkich tych złych rzeczy. I boję się, że przez tą całą nienawiść, kiedyś stracimy zespół One Direction. Zostanie tylko piątka chłopaków, którzy czuli się zagubieni w tym świecie sławy i pieniędzy i po prostu wszystko rzucili. Boję się tego, wiecie? Cholernie się boję, że kiedyś przeczytam, że One Direction już nie ma. Że już nie potrafili wytrzymać. I wiecie co wtedy zrobię? Nie ważne w jakim wieku wtedy będę, nieważne gdzie będę, padnę na ziemię i zacznę płakać, bo znaczycie dla mnie cholernie dużo.  Nawet nie potrafię znieść myśli o tym, a co jeśli to się stanie? Myślicie, że dam sobie radę? Większość mówi mi, że to, że was lubię jest chwilowe, że zaraz o was zapomnę. Ale ja taka nie jestem. Skoro raz nazwałam siebie Directioner, już zawsze będę tak siebie nazywać. I co z tego, że mam też innych idoli. Po prostu nie wyobrażam sobie straty ani was, ani Justina, ani reszty. Jesteście częścią mojego życia, o której nigdy nie zapomnę. Wiecie dlaczego? Bo zakochałam się w każdym z was. W Harrym i jego loczkach, uśmiechu, dołeczkach w policzkach, jego charakterze i w tym, że strasznie wolno mówi. W Louisie za jego poczucie humoru, Kevina, przyjaźń z Harrym i za jego sposób bycia. W Niallu i jego uśmiechu, akcencie, jego farbowanych włoskach, charakterze i sposobie bycia. W Zaynie i jego uśmiechu, Vas Happenin?!, Human Echo, jego charakterze. W Liamie i w tym, że się nie poddał, jego uśmiechu, sposobie bycia, charakterze, Daddy Direction right? I mam nadzieję, że za kilka lat nadal będzie można w was zobaczyć tych chłopców z X Factora. Tych w których się zakochałam i o których postanowiłam pamiętać do końca życia. Zmieniliście się, zmienicie się jeszcze bardziej, ale błagam nigdy nie zapominajcie o swoich Direcioners.
 Kocham Was, pamiętajcie.

sobota, 15 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 11


ROZDZIAŁ 11
-Nie chcę być nie grzeczna albo coś, ale nie powinniście być teraz w pracy? – spytałam chłopaków.
-W sumie to powinniśmy. Ale nie sądzę by któryś z nas chciał zostawić cię teraz samą. – odpowiedział Liam. Też nie chciałam żeby mnie zostawiali, ale przecież pracy zawalić nie mogą.
-Macie pracę, fanów, sławę. Czemu zawalacie to ze względu na mnie? Poradzę sobie, naprawdę. Najwyżej Lucy i Patricia przyjdą tu po pracy.
-Pewnie że przyjdziemy Ana. – szybko odpowiedziały.
-Dlaczego ty nadal wypierasz naszą pomoc? Nie rozumiesz, że naprawdę cię lubimy i nie chcemy żeby coś ci się stało?
-Jasne że rozumiem, ale nie chcę pozwolić na to, byście zawalili pracę. Nie przeze mnie.
-Przestań!   Danielle ma dzisiaj wolny dzień, może wyskoczycie razem na miasto? – zaproponował Liam.
-To chyba dobry pomysł, ale nie jestem pewna czy mnie polubi…
-Ja cię lubię, więc  Danielle też cię polubi – Liam mnie lubi? Niby nic, a jednak się ucieszyłam.
Zaraz po tym zadzwonił do Danielle i umówił mnie z nią na godzinę 15. Pogadaliśmy chwilę, następnie Patricia, Lucy i chłopaki wyszli.  W sumie nie wiedziałam jak wygląda ta cała Danielle, więc postanowiłam ubrać się ładniej, by nie być gorsza. Podobno miałyśmy pójść do centrum handlowego, więc wezmę też trochę pieniędzy. Pół godziny przed czasem  włożyłam czarne Converse, czerwone rurki i dżinsową koszulę. Chciałabym dobrze się reprezentować przed dziewczyną Liam’a. Porządnie  zamykając drzwi wyszłam na światło dzienne.
Każdy mijający mnie mężczyzna przypominał mi Carlosa. Więc cieszyłam się, że pobędę trochę czasu z jakąś dziewczyną. Gdy dotarłam na miejsce usiadłam na ławce obok jakiejś dziewczyny. Poczekałam jeszcze  10 minut i zadzwoniłam do Liam’a.
-Halo? – usłyszałam głos chłopaka.
-Cześć  Liam. Przyszłam o czasie na wyznaczone miejsce i czekam 10 minut, ale jej nie ma. Powiesz jak wygląda,  zadzwoń do niej czy coś…
-Jesteś Anabell? – spytała mnie dziewczyna siedząca obok mnie na ławce. Wyglądała bardzo uroczo w sukience w kwiatki i białych trampkach.
-Ty pewnie jesteś Danielle?
Dziewczyna pokiwała głową, wstała i mnie przytuliła. Wyjęła mi z ręki telefon.
-Cześć Liam! … Tak jesteśmy w sklepie…  Nie wiem kiedy, ale pewnie wieczorem… Tak pójdziemy do Anabell… Przyjdziecie potem?... Ok, będziemy czekać. Pa! – dziewczyna rozłączyła się, z uśmiechem oddając mi telefon. – To gdzie idziemy najpierw?
-Ymm… W sumie to nie wiem. Masz jakieś propozycje?
         Po godzinie spędzonej z Danielle poczułam się szczęśliwa. Na razie weszłyśmy do 3 sklepów a Danielle nie zamierza wracać. Weszłyśmy do kolejnego sklepu i Danielle od razu pociągnęła mnie do wieszaków z sukienkami.
-Ta jest śliczna! – wykrzyknęła dziewczyna, przykładając do mnie białą sukienkę z wycięciem na plecach w kształcie serca. – Pasuje do ciebie. – Wręczyła mi wieszak z sukienką do ręki. – Po prostu musisz ją przymierzyć!
Przyjmując wieszak, zaczęłam grzebać w sukienkach. Znalazłam tam fioletową sukienkę. Podałam ją Danielle i zaciągnęłam do przymierzalni. Dziewczyna ze śmiechem zaczęła się przebierać. Kiedy założyłam sukienkę wpatrywałam się w lustro. Odstawała w jednym miejscu. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
-Przebrałaś się już?
-Jasne, wchodź. – Danielle weszła do przymierzalni. Wyglądała prześlicznie. – WOW!  Wyglądasz cudownie!
-Mogłabym powiedzieć to samo o tobie! – dziewczyna złapała mnie pod ramię i skierowała nas w stronę lustra. – Odstaje ci w tym miejscu – powiedziała i dźgnęła mnie w bok. Zaśmiałam się. – Wiesz, że nie ma mniejszego rozmiaru? Czy ty nic nie jadasz?
-Jem, ale nie zawsze. Po prostu nie zawsze jestem głodna…
-No dobra. Przebieraj się i idziemy płacić! – zawołała i wyszła. Zaśmiałam się i przebrałam w swoje ciuchy. Otworzyłam drzwi i wyszłam z przebieralni. Poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za sukienki.
-To co. Teraz na kawę? – spytała Danielle, kiedy wychodziłyśmy ze sklepu. Kiwnęłam głową.
 ~~*~~
Siedziałyśmy w Starbucksie i rozmawiałyśmy o wszystkim co tylko przyszło nam do głowy.
- Co powiesz na to, żebyśmy poszły dzisiaj na imprezę? – spytała podekscytowana Danielle.
-Jasne, jeśli chcesz.
-A co do twojej sukienki. Twój chłopak padnie na twój widok!
Mój chłopak?
-Nie mam chłopaka. – powiedziałam i opuściłam głowę. Mój nastrój od razu się zmienił, kiedy przypomniałam sobie o Carlosie.
-Ups… Nie wiedziałam, przepraszam. Chcesz o tym pogadać? – dziewczyna od razu posmutniała. – Liam nic mi nie powiedział. Twój chłopak ci coś zrobił prawda?
-Ma na imię Carlos. Uciekłam od niego jakiś miesiąc temu. Wiesz byliśmy szczęśliwą parą. Zamieszkaliśmy razem i na początku wszystko było dobrze. Potem zaczęły się problemy. Zaczął pić. Ciągle chodził na imprezy, a kiedy wracał dostawałam od niego. Nie pozwalał mi wychodzić z domu bez jego pozwolenia. Codziennie było tylko gorzej. Więc uciekłam. – zrobiłam pauzę i napiłam się kawy. – Znalazł mnie. Kazał mi się pakować i wracać. Miałam szczęście, że chłopaki wychodzili. Dostałam wtedy w brzuch  i wylądowałam w szpitalu. Teraz chłopaki nie chcą zostawić mnie samej. – dopiero jak skończyłam uświadomiłam sobie, że moje policzki są mokre. Danielle przysunęła się do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Pomogę ci, okej? Jak tylko będę miała wolne, będę do ciebie przychodziła. A tak w ogóle to lubisz tańczyć? – uśmiech od razu wkradł mi się na usta. Słowa Danielle przypomniały mi stare czasy, kiedy jeszcze tańczyłam.
-Jak byłam młodsza tańczyłam. Tak około 7 lat w jednej grupie tanecznej. Kiedy poznałam Carlosa przestałam.
-Słuchaj, nasza grupa szuka tancerzy. Co ty na to żeby pójść na przesłuchanie? – spytała z uśmiechem.
-Nie jestem pewna czy jeszcze coś pamiętam, ale zawsze mogę spróbować.
-To świetnie! – Danielle zaklaskała w ręce. – Jutro przyjdę po ciebie o 12, więc wstań wcześniej i zjedz śniadanie. Proszę.
-Jasne.
Dziewczyna spojrzała na zegarek.
-Jeśli mamy zdążyć wyszykować się na imprezę, powinnyśmy się zbierać.
Całą drogę rozmawiałyśmy o tym, jakie dodatki założyć  do naszych nowo nabytych sukienek. Kiedy doszłyśmy do drzwi wyjęłam kluczyk i je otworzyłam. Ze śmiechem weszłyśmy do środka. Stawiając torby w salonie, Danielle zaczęła szperać w mojej szafie.
-Gdzie trzymasz buty? – usłyszałam stłumiony glos. Zaśmiałam się.
-W szafie przy drzwiach – odpowiedziałam jej. – Jesteś glodna?
-Bardzo.
Z uśmiechem zaczęłam przygotowywać kanapki.
-Kosmetyki?
-Łazienka, obok lustra.
Przygotowane jedzenie zaniosłam do salonu, gdzie jak się okazało Danielle zdążyła wyszykować mały kącik piękności. Usiadłam obok niej i podałam jej kanapki.
~~*~~
Kiedy stanęłyśmy już wyszykowane przed lustrem, nie mogłam się na nas napatrzeć. Wyjęłam telefon i zrobiłam nam zdjęcie. Uśmiechnięte wyszłyśmy z domu. Droga do klubu nie była krótka, ale nam to nie przeszkadzało. Weszłyśmy do klubu pełnego spoconych ludzi i głośnej muzyki. Danielle pociągnęła mnie prosto do baru i podała mi wcześniej zamówionego drinka. Nie zastanawiając się wzięłam dużego łyka, a potem opróżniłam całą szklaneczkę.
-No to teraz na parkiet! – wykrzyknęła i pociągnęła mnie w sam środek tłumu. Bawiłyśmy się świetnie, aż do czasu kiedy zobaczyłam Carlosa. Siedział przy stoliku pod ścianą ze swoimi kolegami. Szybko wyciągnęłam Danielle na zewnątrz. Nie wiem która była godzina, ale jest strasznie ciemno.
-Carlos tu jest.
Dziewczyna się wyprostowała.
-Lepiej już wracajmy- powiedziała i pociągnęła mnie na chodnik. Trzymając się pod ręce w końcu trafiłyśmy pod drzwi. Bezmyślnie pociągnęłam za klamkę i zdziwiłam się, że drzwi są otwarte. Weszłyśmy do środka.
-Zobaczcie kto nas zaszczycił swoją obecnością – zadrwiła Patricia.
-Ślicznie wyglądacie. – stwierdził Niall. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi . Po chwili poczułam jak odrywam się od ziemi i kręcę się w kółko. Zaczęłam się śmiać. Chwilę później stałam już na nogach. Odwróciłam się i zobaczyłam wyszczerzonego Zayna. Zaśmiałam się cicho i usiadłam na kanapie.
-Jak wam minął dzień? – Liam spojrzał na mnie i Danielle. Wymieniłyśmy spojrzenia.
-Yymm… było fajnie – odpowiedziała Danielle, nie chcąc niepokoić chłopaków tym, że widziałyśmy Carlosa.
-A jak tam w pracy?
-Tak jak zawsze, kilka wywiadów. – powiedział Niall. Czułam się trochę dziwnie siedząc wystrojona na kanapie. Nie dość, że chłopaki co chwilę na mnie patrzyli, to Patricia była na mnie zła. Poczułam jak czyjeś ramię obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie. Ciepło rozeszło się po moim ciele. Odwróciłam głowę i spojrzałam w błękitne oczy Nialla.
-Jak się czujesz? – wyszeptał mi do ucha. Uśmiechnęłam się.
-Jest ok.
Oparłam głowę o jego ramię. Danielle popatrzyła na nas, zmarszczyła nos i wyszeptała coś do Liama, który potrząsnął głową i spojrzał na nas. Posłał mi szeroki uśmiech i odpowiedział coś dziewczynie. Ona pokiwała głową, ale nadal się w nas wpatrywała. Blondyn przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Poczułam jego ciepły oddech. Pocałował mnie we włosy po czym wrócił do oglądania filmu. Czy on właśnie zrobił to co zrobił? Oczy Danielle się rozszerzyły i wydała z siebie jęk niedowierzania. Spojrzałam na nią i dziewczyna wiedziała, że nie mam pojęcia o co chodzi. Jestem pewna, że nikt nie wiedział.
~~*~~
Kiedy otworzyłam oczy było już zupełnie ciemno. Nie jestem pewna, ale chyba wszyscy moi przyjaciele znowu zostali na noc. Podniosłam się. Powinnam się dziwić, spałam na kolanach Nialla? Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Pospiesznie rozejrzałam się po pokoju. Nikt się nie obudził. Podeszłam do drzwi i sprawdziłam kto przyszedł, Jakiś pijany facet opierał się o barierkę.  O co mogło  mu chodzić? I kiedy podniósł głowę wszystko było jasne. Carlos.
-Anabell? Jesteś w domu? Wiem, że tam jesteś. Otworzysz mi drzwi? Proszę nie mam siły iść do domu. – jego głos odbijał się w mojej głowie jak echo. Chciał żebym go wpuściła? O na pewno nie.
-Ana otwórz, proszę. Przecież wiesz, że możesz mi zaufać.
Mogę mu zaufać? Ciekawe od kiedy. Podszedł do drzwi i zaczął w nie walić. Przestraszona upewniłam się, że drzwi zamknięte są na wszystkie zamki. Dodatkowo pod klamką postawiłam krzesło. Carlos coraz bardziej się męczył . Za chwilę usłyszałam ostatnie walnięcia i chłopak odszedł. Odwróciłam się w stronę salonu gdzie przyjaciele stali i wpatrywali się we mnie i drzwi.
-Carlos przyszedł – powiedziałam cicho i podeszłam do nich. – Był pijany. Wiedziałam, że tak będzie kiedy zobaczyłam go w klubie i…
O nie czy ja właśnie to powiedziałam? Przecież NIKT nie miał się o tym dowiedzieć.
-Widziałaś go?- głos Liama przepełniony był niedowierzaniem. Pokiwałam głową. Teraz pewnie nie pozwolą mi nigdzie wychodzić…
 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Sukienka Anabell:

Sukienka Danielle:




Cześć! Wróciłam. Naprawdę bardzo przepraszam, że rozdział nie pojawił się wcześniej, ale nie mogłam nic wymyślić. Jeśli macie do mnie jakieś pytania piszcie na moim twitterze @lost_in_life1
Do następnego!




niedziela, 12 maja 2013

...

Hej! Ostatnio wcale nie mam weny. Kiedy siadam do komputera w głowie mam pustkę.Ogólnie muszę ogarnąć swoje życie bo długo tak nie wyrobię. Jasne, że chcę kontynuować bloga, ale w najbliższym czasie nowego rozdziału nie będzie. Przepraszam...

sobota, 20 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 10


                                               ROZDZIAŁ 10
        Siedziałam na kanapie, ściśnięta pomiędzy pięcioma chłopakami. Dlaczego? Nie chcieli mnie zostawić samej na noc. Mogłabym przysiąc, że połowa z nich jest tak samo przerażona jak ja. Nie odzywaliśmy się do siebie odkąd Louis włączył jakiś film. Nawet nie wiedziałam jaki, bo moje myśli były gdzieś daleko. Gdzieś gdzie nie było Carlosa, a życie wydawało się idealne. Ktoś mocno szarpnął moje ramię. Spojrzałam w jego stronę.
-Ana? Czemu nie reagujesz jak do ciebie mówimy? – spytał zmartwiony Liam. – Nie ważne. Pytałem czy jesteś głodna.
Pokiwałam głową, a chłopak poszedł do kuchni. Będzie mi teraz robił coś do jedzenia? W moim domu? To ja powinnam to zrobić. Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Liam stał w otwartych drzwiach lodówki i próbował znaleźć tam coś, co nadawałoby się do jedzenia.
-Liam? – chłopak podskoczył przestraszony i odwrócił się w moją stronę. – Kurczę nawet nie spytałam czy jesteście głodni. Zupełnie wypadło mi to z głowy.
-Nie przejmuj się. Nawet tego nie zauważyliśmy. – chłopak zaśmiał się cicho i wrócił do otwartej lodówki. Wyjęłam chleb z szafki i położyłam go na blacie. Wstawiłam wodę i wyjęłam kubki. Zrobiliśmy z Liamem kanapki i herbatę. Zanieśliśmy wszystko do salonu i postawiliśmy na stoliku. Usiadłam z powrotem na kanapie. Patrzyłam jak chłopaki jedzą, oglądając film. Pamiętam jak kiedyś patrzyłam tak na Carlosa, który jeszcze był normalny. To były nasze pierwsze dni we wspólnym domu. Potem było gorzej. Potem przechodziłam piekło. Bałam się nawet najmniejszego gestu z jego strony.
-Ana zjedz kanapkę. – szept Nialla sprowadził mnie na ziemię. Wzięłam kanapkę z talerza i powoli zaczęłam ją jeść. Chłopak uśmiechnął się i wrócił do oglądania filmu. Był słodki jak się uśmiechał. Przypominał mi mojego zmarłego przyjaciela.
-Anabell! Chodź szybko, coś ci pokażę! – wykrzyknął chłopczyk, biegnąc w stronę przyjaciółki. Złapał ją za małą rączkę i pociągnął w stronę wysokiego drzewa. Chłopiec miał na imię Nathaniel. Był blondynem o niebieskich oczach. Gdy stanęli pod drzewem Nate się uśmiechnął i pokazał małe serduszko w którym pisało: Ana i Nate Przyjaciele na zawsze.
-Ty to napisałeś?- spytała dziewczynka. Była zauroczona tym co zobaczyła. Mieli dopiero po 7 lat, ale nie wyobrażali sobie życia bez siebie.
-Tak. Podoba ci się? – spytał dumny chłopczyk.
-Pewnie, że tak! – wykrzyknęła Ana i pocałowała chłopca w policzek.
Równo 8 lat później zginął w wypadku. Miał tylko 15 lat. Nie zasłużył sobie na tak szybką śmierć. Wracał wtedy z wakacji, nie widzieliśmy się 3 tygodnie. Tęskniłam za nim, a kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, nie mogłam się pozbierać. Dużo czasu zajęło mi poukładanie życia od nowa. Bez osoby, za której powrót zrobiłabym wszystko. Wiele razy wracałam w tamto miejsce, godzinami patrzyłam na wyryte tam imiona. Obiecałam sobie, że w każdą rocznicę jego śmierci będę przychodziła pod to drzewo. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko starłam. Chciałam żeby wrócił. Żeby powiedział mi co mam robić. Żeby się mną zaopiekował, tak jak robił to kiedyś i nie pozwolił żeby ktokolwiek mnie skrzywdził. Potrzebowałam go w tej chwili. Szybko poszłam do łazienki i zsunęłam się po zamkniętych drzwiach. Nie chciałam płakać przy chłopakach, a poczułam, że łzy są niebezpiecznie blisko spłynięcia po moich policzkach. Kochałam Nathaniela najbardziej na świcie i nie byłam gotowa się z nim żegnać. Ani wtedy kiedy miałam 15 lat, ani teraz kiedy mam 18. Minęły 3 lata, ale jego strata nadal boli tak samo. Dlaczego Niall musi być tak do niego podobny? Te same błyszczące, błękitne oczy i blond włosy. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej? A może po prostu nie chciałam dopuścić do tego, żeby to dostrzec? Podniosłam się i spojrzałam w lustro. Oczy miałam podpuchnięte, a twarz białą jak ściana. Opłukałam buzię zimną wodą. Cicho wyszłam z łazienki i oparłam się o ścianę przy wejściu do salonu.
-Myślicie, że da sobie radę? Przecież nie zawsze będziemy mogli jej pomóc.- Louis odwrócił się w stronę przyjaciół.
-Nie jest tak słaba, na jaką się wydaje. Po prostu się go boi. – wybronił mnie Niall. Skąd wiedziałam, że mówią o mnie? No przecież nie mogli znać drugiej takiej dziewczyny, która panicznie boi się swojego byłego chłopaka.
-Jesteś pewny Niall? – Zayn na niego spojrzał. Chłopak pokiwał głową i się uśmiechnął. Może czas wyjść z ukrycia?
-Czyżbyście o mnie rozmawiali? – spytałam podchodząc do chłopaków i się do nich uśmiechając.
Przyjaciele odwzajemnili mój uśmiech, jednak mi nie odpowiedzieli. Dzwonił mi telefon, a ja jak zwykle nie wiedziałam gdzie on jest. Poczułam na sobie pięć par oczu.
-Halo?
-Cześć Ana! Jak się czujesz? – kiedy usłyszałam głos Lucy odetchnęłam i usiadłam na kanapie.
-W miarę dobrze.
-Wpadniemy do ciebie za godzinę, dobra?
-Ok.
Lucy rozłączyła się kiedy tylko usłyszała, że się zgadzam. Odłożyłam telefon na stolik.
-To Lucy. Razem z Patricią przyjdą tu za godzinę. – powiedziałam. Chłopcy odetchnęli z ulgą. Wpatrywałam się w okno i nie mogłam uwierzyć w to jak bardzo zmieniło się moje życie przez te kilkanaście dni. Uciekłam od Carlosa i co najważniejsze poznałam wspaniałych przyjaciół. Jasne, że brakowało mi Nathaniela, ale przecież trzeba żyć dalej, prawda? Poczułam szarpnięcie za ramię, więc odwróciłam się w tamtą stronę. Nie był to najlepszy pomysł, bo twarz Nialla znajdowała się tylko kilka centymetrów od mojej. Blondyn wpatrywał się w moje oczy, a na jego policzki wskoczyły rumieńce. Chłopak odsunął się i odwrócił głowę. Przez chwilę się w niego wpatrywałam, ale pewna że już się nie odwróci, spojrzałam na chłopaków. Wszyscy byli uśmiechnięci. Liam udawał, że ogląda film, Zayn się we mnie wpatrywał, a Louis i Harry szeptali o czymś żywo. Czy to znaczy, że wszystko widzieli? Ale przecież tak naprawdę to nic się nie stało. Ktoś dzwonił do drzwi. Byłam pewna, że to dziewczyny więc poszłam otworzyć.
-Hej! – wykrzyknęły i mnie przytuliły.
- Hej, wchodźcie – zaśmiałam się kiedy przyjaciółki wpadły od razu do salonu.
- Cześć chłopaki!
Stanęłam w progu i przyglądałam się wygłupom przyjaciół. Zayn podszedł i przerzucił mnie sobie przez ramię.
-Zayn puść mnie! – wykrzyczałam. Odpowiedział mi jedynie chichot przyjaciół. Chłopak biegał po domu w kółko, a ja krzyczałam żeby przestał. Czy on nie umie się normalnie zachowywać?
-Postaw mnie, słyszysz?!
-Dobra, ale chcę buziaka. – odpowiedział dziecinnie. Wybuchłam śmiechem. Zresztą nie tylko ja. Zayn postawił mnie na podłodze i nadstawił policzek. Pocałowałam go, bo co innego miałam zrobić? Chłopak usiadł szczęśliwy, a reszta pokładała się ze śmiechu.
-Ja też dostanę? – Niall wyszczerzył się podchodząc do mnie. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
-Oj nie ma tak dobrze! Musisz zasłużyć. –chłopak zrobił dziwną minę, a po chwili leżałam na kanapie przygnieciona jego ciężarem. Zaczął mnie łaskotać, a ja zrobiłam się cała czerwona.
-Zmieniłaś zdanie?! – chłopak roześmiał się i przestał mnie łaskotać. Brzuch bolał mnie okropnie, a po policzkach leciały łzy. Dlaczego? Chyba przypomniały mi się czasy, kiedy robiliśmy to samo z Nathanielem. Kiedy Niall zobaczył łzy, które tak bardzo pragnęłam ukryć, wziął mnie w ramiona i delikatnie kołysał.
-Przepraszam nie chciałem ci nic zrobić. – szeptał przestraszony.  Mówił też coś o tym, że się martwi, ale mój mózg nie przetwarzał już informacji. W tej chwili czułam tylko jego silne ramiona, zaciskające się na mojej talii. Wiedziałam, że moje zachowanie nie podoba się nikomu, ale nie potrafię się zmienić. Mokre od łez włosy przyklejały mi się do twarzy, na szczęście łzy już nie leciały.
-Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. – wyszeptałam Niallowi do ucha. Odsunęłam się od niego i spojrzałam na przyjaciół. Czy ja nie mogę chociaż raz normalnie się przy nich zachować? Przecież odkąd chłopaki mnie znają, nie było jeszcze dnia w którym bym przy nich nie płakała.
-Ja… przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Jestem pewnie największą beksą jaką znacie – powiedziałam. Przyjaciele zaśmiali się, ale wiedziałam, że chcieli wiedzieć dlaczego się tak zachowywałam.  – Po prostu przypomniał mi się mój przyjaciel Nathaniel. Był bardzo podobny do Nialla. Chciałabym żeby tu był, ale to nigdy się nie stanie. Znaliśmy się całe życie. Zmarł 3 lata temu.
- Czyli, że Carlos wcale nie jest twoim jedynym problemem.
-Nie, nie jest, choć z tych wszystkich jest największym.
-Tych wszystkich to znaczy? – zaniepokoił się Liam.
-Jest kilka małych spraw, które na razie zostaną sekretem Liam – Lucy odpowiedziała za mnie. Od kiedy to ona taka tajemnicza?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Wróciłam! Rozdział krótki, ale nic więcej nie mogłam już wymyślić. Jeśli mi się uda to następny rozdział będzie o wiele dłuższy. A no i przepraszam za moją długą nieobecność.
 Do następnego!