Kochałam Cię,
wiesz? Kochałam i nadal kocham. Wiesz jak długo cierpiałam przez to, że
odszedłeś? Płakałam Niall, płakałam każdej nocy. Nie mogłam tego zrozumieć. Nie
wiedziałam dlaczego odszedłeś. Przecież jeszcze dzień wcześniej mówiłeś, że
nigdy mnie nie zostawisz.
Kiedy tylko
wracałam ze szkoły zamykałam się w pokoju. Nic nie jadłam. Moja rodzina chciała
wysłać mnie do psychologa, bo mówili, że sobie nie poradzę. To bolało, wiesz
Niall? Nie potrafiłam żyć ze świadomością, że nigdy Cię nie zobaczę.
Próbowałam
stać się normalną siedemnastolatką. Nie dla siebie, dla rodziny. Ale nie
mogłam. Wpadłam w złe towarzystwo. Prawie codziennie chodziłam na imprezy,
piłam, paliłam, a czasem nawet ćpałam. Nie umiałam inaczej. To trwało może przez
pięć miesięcy. Później moi rodzice zaprowadzili mnie na odwyk. Kolejne pięć
miesięcy w osamotnieniu i bólu.
Kiedy już
wróciłam do domu miałam osiemnaście lat. Chciałam się wyprowadzić, ale nie
miałam pieniędzy. Poszłam do pracy. Wszyscy wokoło myśleli, że jakoś sobie
radzę, ale tak nie było. Kiedy zamykałam drzwi swojego pokoju łzy cisnęły się
do oczu, a sztuczny uśmiech schodził z twarzy. Nie chciałam tak żyć, nie
mogłam,
Jednego dnia
już nie wytrzymałam. Wzięłam żyletkę i … i… no sam chyba wiesz co zrobiłam.
Robiłam wszystko, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Nie chciałam znowu iść do
szpitala.
I kiedy już w
miarę się pozbierałam, chociaż rany były świeże, usłyszałam o tobie. Mówili, że
jesteś w jakimś zespole z czterema innymi chłopakami. I już wiedziałam dlaczego
mnie zostawiłeś. Chciałeś sławy. Cóż nie było mi łatwo. Musiałam Cię znowu
zobaczyć. Weszłam w Internet i znalazłam twoje zdjęcia. Byłeś uroczy jak
zawsze. Znowu płakałam. Chciałam żebyś wrócił. Ale tego nie zrobiłeś.
Znalazłam
przyjaciółkę. Ponad półtora roku po twoim odejściu. Zaufałam jej. Jest waszą
fanką, ale przy mnie nie zaczyna tego tematu. Dzielnie wysłuchała mojej
historii, pocieszyła, a co najważniejsze uwierzyła. To ona kazała mi napisać
ten list. Ona znalazła twój adres i wyśle Ci ten list kiedy tylko skończę go
pisać.
Teraz kiedy
mam przyjaciółkę którą kocham całym
sercem i zaczęłam sobie radzić, postanowiłam, że spróbuję zapomnieć. Nie
wymagam od Ciebie, tego żebyś się ze mną kontaktował. Wystarczy mi nawet
krótkie „Przeczytałem” na urywku papieru. Naprawdę, nie proszę o wiele.
Anabell
Czytając list od Anabell rozpłakałem się. Jak małe dziecko.
Nie mogłem uwierzyć, że aż tak bardzo ją skrzywdziłem. Wyrządziłem tyle krzywdy. Przeze mnie piła,
paliła, ćpała a nawet podcięła sobie żyły. Poszła na odwyk i była tam pięć
miesięcy. Jak mogłem na to pozwolić? Przecież wiedziałem, że jest krucha i
delikatna, i nie powinienem jej tak zostawiać. Skupiłem się na sobie, chciałem
spełniać marzenia, chciałem być szczęśliwy. Ale czy jestem? Nie, nie jestem.
Brakuje mi jej. Jej wiecznie zimnych
dłoni, błękitnych oczu, pięknych włosów pachnących truskawkami, jej zawsze
szczerego uśmiechu i tego jak siadała mi na kolanach i mocno przytulała jak
byłem smutny lub zły. Jak mogłem zrobić coś takiego dziewczynie którą kochałem
i którą kocham nadal? Jak mogłem być tak głupi? Nie rozumiem sam siebie….
*Anabell*
Nie mogłam już dłużej czekać. Te ostatnie kilka tygodni
oczekiwań na odpowiedź na mój list, dłużyło się niesamowicie.
-Anabell spokojnie. Na pewno odpisze, zobaczysz - powiedziała moja przyjaciółka, Lucy, siadając
na łóżku.
-A jeśli adres był zły? Może on nawet tam nie mieszka? –
spytałam cicho, kładąc się na łóżku. – Co jeśli on nie chce mnie znać i nawet
nie przeczytał tego listu, tylko od razu go wyrzucił?
- Adres na pewno jest dobry. Sprawdzałam to – powiedziała i
mnie przytuliła – Uwierz mi, on na pewno przeczytał ten list – szepnęła. A skąd
ona mogła to wiedzieć? Nie mogła. Ale i tak jestem jej ogromnie wdzięczna za
wszystko co dla mnie zrobiła.
*Niall*
Manager w końcu pozwolił mi pojechać do Mulingar. Do Anabell.
Chociaż to tylko parę dni to i tak musiałem się z nią spotkać, przeprosić. Za
to co jej zrobiłem. Musiałem jej powiedzieć, że ją kocham. Gdybym nie był wtedy
taki głupi, nie cierpiałaby.
- Niall! Samolot nam ucieknie jak się nie pospieszysz –
krzyknął Liam. Skierowałem się w stronę przyjaciół i razem wsiedliśmy do
samolotu. To będzie długa podróż.
*Anabell*
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nikt inny oprócz Lucy tu nie
przychodzi, a przecież ona siedzi obok mnie.
-Kto to? – spytała mnie przyjaciółka.
-Nie wiem. Możesz iść otworzyć? – odpowiedziałam. Nie miałam
na nic siły, a poza tym wyglądałam okropnie. Podpuchnięte oczy, rozczochrane
włosy i wyciągnięte dresy na pewno nie są odpowiednie do przyjmowania gości.
Dlaczego tak wyglądałam? Chyba zabolało mnie to, że nie dostałam odpowiedzi na
mój list. Lucy wstała z fotela na którym siedziała i zeszła na dół otworzyć
drzwi. Nie obchodziło mnie to kto przyszedł. Nikt z moich znajomych nigdy do
mnie nie przychodził, zawsze spotykaliśmy się w pracy albo parku, więc na pewno
nie był to ktoś warty mojej uwagi. Usłyszałam kroki na schodach, więc Lucy
musiała już wracać.
-Lucy, kto to był? – spytałam kiedy drzwi do pokoju się
uchyliły. Problem tkwił w tym, że to nie była moja przyjaciółka. Nie mogłam
uwierzyć w to co widzę. Czy on naprawdę wszedł do mojego pokoju? Po tym
wszystkim co zrobił śmie się tu pokazywać?!
-Cześć An – tylko on mnie tak nazywał. Chłopak wszedł do
pokoju i zamknął za sobą drzwi. Wzdrygnęłam się kiedy usiadł na drugim końcu
łóżka. Co miałam mu powiedzieć? A może powinnam zacząć krzyczeć, żeby Lucy tu
przyszła, żeby nie musieć z nim rozmawiać?
-Po co tu przyjechałeś? – spytałam oschle. Jego mina
zrzedła, ale dalej siedział na łóżku.
-Chciałem cię za wszystko przeprosić. Nie powinienem…
-Nie sądzisz, że to trochę za późno na przeprosiny? Żeby się
na nie zebrać musiałeś dostać mój list? Czy naprawdę nie mogłeś mi wysłać tego
skrawka kartki o którym pisałam? Byłoby o wiele lepiej- przerwałam mu w połowie
zdania. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna cały czas na niego patrząc.
-Wiem, że powinienem to zrobić wcześniej, ale nie
potrafiłem. Naprawdę bardzo mi przykro – powiedział spuszczając głowę.
-To wszystko co miałeś mi powiedzieć? Nie mam ochoty na
rozmowę z tobą – skłamałam, ale tak będzie lepiej. Przynajmniej nie będę
musiała dłużej na niego patrzeć, powstrzymując łzy. Chłopak wstał i próbował do
mnie podejść, ale ja odsuwałam się w drugi koniec pokoju. W końcu wpadłam na ścianę i już nie miałam
jak uciec. Niall złapał mnie za ręce i podwinął rękawy bluzy. Chciałam
wyszarpnąć ręce, ale był za silny. Przejechał palcami po moich bliznach, a w
jego oczach widać było smutek.
-To przeze mnie, prawda?- spytał. Pokiwałam głową, a przez
moje ciało przeszedł dreszcz. – Boisz się mnie? – spytał, widząc przerażenie
wymalowane na mojej twarzy. Co miałam mu powiedzieć? Przecież bałam się
panicznie. Ale nie jego, tylko tego, że za chwilę może stąd zniknąć. –Boże do
jakiego stanu ja cię doprowadziłem – wyszeptał. Nie umiałam już powstrzymać
płaczu. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Spuściłam głowę, modląc
się o to by chłopak tego nie zauważył. Niestety jedna z łez skapnęła na moją
rękę w którą był wpatrzony chłopak. Puścił moje ręce i chwycił podbródek,
podnosząc go do góry. Spojrzał na moją zapłakaną twarz i sam zaczął płakać. Nie
potrafiłam tego zrozumieć. No bo w sumie po co miałby to robić? Starł z moich
policzków słone łzy i próbował mnie przytulić ale go odepchnęłam. Nie był
zdziwiony. Raczej bardzo smutny. Wydostałam się z kąta w którym staliśmy i
siadłam na łóżku obejmując się ramionami. Zdezorientowany blondyn przez chwilę
stał w tym samym miejscu, ale po chwili usiadł obok mnie.
-Przepraszam. Ja naprawdę nie chciałem cię tak skrzywdzić…
-No cóż, w takim razie już na to za późno Niall. Trzeba było
o tym pomyśleć wcześniej. Czego ode mnie oczekujesz? Że rzucę ci się w ramiona
i będę błagała żebyś został? – spytałam przez płacz, którego nie mogłam
opanować.
-Nie. Spodziewałem się, że będziesz zachowywać się dokładnie
tak, jak teraz. Ale musiałem się z tobą zobaczyć. Inaczej już bym nie wytrzymał
– odpowiedział i znów próbował mnie przytulić. Odepchnęłam go, ale był
silniejszy i z całej siły się we mnie wtulił. Nie wiedziałam co zrobić.
Usłyszałam szept:
-Proszę przytul mnie.
Wypowiedział to z takim bólem, że odruchowo go objęłam.
Zaczęłam pocierać jego plecy, by choć trochę go uspokoić. Zapomniałam o własnym
bólu. Teraz liczył się tylko on. Po kilku minutach wypuścił mnie z objęć.
-Nie rozumiem cię. Czemu płaczesz? – spytałam.
-Bo dopiero teraz uświadomiłem sobie jaką krzywdę ci
wyrządziłem. Przepraszam – powiedział z bólem.
-Niall, i co ja mam ci powiedzieć? Że czułam się świetnie
kiedy tu wszedłeś? Czułam się okropnie, bo wszystkie rany które mi zadałeś się
odnowiły. Przypomniały mi się wszystkie chwile kiedy siedzieliśmy na tym
parapecie i rozmawialiśmy o tym jak minął nam dzień. Tęskniłam za tym wiesz?
-Ja też i to bardzo. Myślisz, że mógłbym jakoś odzyskać
twoje zaufanie? Mógłbym odzyskać twoją przyjaźń? Odzyskać ciebie? – spytał z
nadzieją wymalowaną na twarzy.
-Nie mam pojęcia czy będę potrafiła ci jeszcze zaufać. Ale
zawsze możesz spróbować – odpowiedziałam, ocierając ostatnie łzy.
-My możemy spróbować- poprawił mnie blondyn z uśmiechem na
ustach. Nagle za drzwiami usłyszałam cichy jęk. Lucy.
-Lucy, wejdź! I tak wiem, że stoisz pod drzwiami! –
krzyknęłam i tak jak myślałam do środka weszła Lucy, ale nie była sama. Razem z
nią było też czterech przyjaciół Nialla.
-Podobała wam się nasza rozmowa?- blondyn spytał ich dosyć
groźnie. Wszyscy zgodnie zaprzeczyli.
-Nie, nie podobała nam się, bo obydwoje płakaliście –
odpowiedziała Lucy.
-I wiemy, że to nie był pierwszy raz kiedy ty płakałaś. Nie
podoba nam się to, co ze sobą zrobiłaś – powiedział chłopak pośrodku.
-Liam przestań! – krzyknęła Lucy. Wiedziała jaki to dla mnie
drażliwy temat, więc wolała żeby nikt go nie zaczynał.
-Uwierz mi, gdybym mogła odkręciłabym wszystko co zrobiłam –
powiedziałam smutno. Liam podszedł do mnie i powoli obejrzał moje ręce. Przez
moje ciało przeszedł dreszcz. Kiedy chłopak bardziej podciągnął rękawy bluzy,
która była na mnie za duża, zobaczył jeszcze gorsze rany.
-Kiedy zrobiłaś to ostatni raz? – spytał. Popatrzyłam się na
Lucy która na samo wspomnienie o tym wykrzywiała się z bólu. Przyłapała mnie na
tym. Miała być wtedy u babci, ale wróciła wcześniej i przyszła do mojego domu.
Znalazła mnie w łazience z zakrwawionymi rękami i żyletką w ręce. Jej reakcja
była natychmiastowa, ale długo po tym płakała, bo nie zdążyła wrócić wcześniej.
-Tydzień temu – powiedziałam i wszyscy się skrzywili.
-Musisz przestać, rozumiesz? – powiedział Niall, a ja tylko
pokiwałam głową. Nie chciałam żeby ktokolwiek się nade mną użalał. Nie
potrzebowałam litości.
-Wiem, ale nie potrafię. – wyszeptałam i spuściłam głowę.
- A tak w ogóle to gdzie twoi rodzice? – spytał Zayn. Był
wyraźnie zdziwiony, że nie było ich w domu.
-Nie mieszkają tu. Wyprowadzili się pół roku temu. Zostawili
mi dom, a sami wyjechali do Londynu. Nie utrzymują ze mną kontaktu, bo uważają,
że sprawiam za dużo problemów. Po tym jak wróciłam z odwyku, kompletnie
stracili do mnie zaufanie. – odpowiedziałam chłopakowi. Cóż, moi rodzice nie
byli najlepsi na świecie. Myśląc, że znowu wrócę do narkotyków po prostu
uciekli od problemu, jakim byłam ja.
-Wróciłaś skąd?!
-Z odwyku. Prawie codziennie chodziłam na imprezy, co
równało się z piciem i braniem narkotyków. Zawaliłam przez to szkołę. –
odpowiedziałam. Chłopaki byli źli. Na mnie? Na Nialla? A może na siebie, że tu
przyjechali? – Jeśli chcecie wyjść to proszę bardzo. Nie obrażę się. Wiele osób
to robiło, kiedy poznało moją historię. Tylko Lucy ze mną została.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Zostaniemy i spróbujemy ci pomóc.

