ROZDZIAŁ 2
Rano
obudziłam się z dużym bólem głowy. Może to przez to że płakałam pół nocy. Nie
przez to, że rozstałam się Carlosem, tylko przez to, że tak późno od niego
uciekłam. Wygrzebałam się z łóżka, zabrałam ubrania z szafy i weszłam do
łazienki. Po całej porannej toalecie, poszłam do kuchni żeby coś zjeść. Wyjęłam
najpotrzebniejsze rzeczy i zrobiłam sobie naleśniki. Usiadłam do stołu i
zaczęłam powoli jeść. Po skończonym posiłku, pozmywałam naczynia i udałam się
do salonu. Usiadłam na kanapie jednocześnie włączając laptopa i telewizor.
Weszłam na Twittera i Facebooka żeby zobaczyć czy nie napisała do mnie Lucy
albo Patricia. Niestety nie dostałam od nich żadnej wiadomości, a nie mogłam do
nich napisać bo nie były dostępne. Czyli w najbliższym czasie się nie spotkamy.
Usłyszałam jak ktoś dzwoni do moich drzwi. Wstałam z kanapy i poszłam je
otworzyć.
-Hej jestem
Liam a to są Niall, Louis, Harry i Zayn. Przyszliśmy się przywitać, Paul
powiedział, że wczoraj się wprowadziłaś.-powiedział chłopak który, jak teraz
się dowiedziałam, ma na imię Liam.
-Emm… cześć.
Jestem Anabell.
-Posłuchaj,
dzisiaj nie mamy za dużo czasu, po prostu przyszliśmy się przywitać, ale możesz
do nas przyjść jeśli będziesz chciała lub nie będziesz miała co
robić.-powiedział chłopak w lokach, jak dobrze pamiętam Harry.
-Dzięki za
zaproszenie.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Po prostu nie rozumiałam
dlaczego do mnie przyszli.
-No to my już
pójdziemy. Ale naprawdę, wpadnij do nas kiedyś.-powiedział blondyn.
-Dobrze
wpadnę, no to do zobaczenia.
-Cześć-odpowiedzieli
chórem, a ja zamknęłam drzwi. Czy oni naprawdę myślą że ja do nich przyjdę?
Nie, za nic w świecie. W tej chwili spędzanie czasu z chłopakami nie jest dla
mnie zbyt fajne. Po prostu nie chcę zostać znowu zraniona. Wróciłam na kanapę i postanowiłam obejrzeć jakiś film.
Wybrałam „LOL” z Miley Cyrus. Nie wiem dlaczego ale bardzo lubię ten film.
Byłam jakoś dziwnie zmęczona, więc zamknęłam oczy i szybko zasnęłam.
Kiedy się obudziłam słońce świeciło mi
prosto w oczy. Przespałam pół dnia i całą noc. Musiałam być nieźle zmęczona. No
dobra spałam trochę długo ale dzisiaj muszę coś ze sobą zrobić. Mogłabym pójść
do tych chłopaków z góry… ale co ja mówię ja tam do nich nie pójdę.
Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Mój telefon dzwonił gdzieś w pokoju ale
na razie nie mogłam go zlokalizować. Może jest pod poduszką? Jest!
-Halo?-
zapytałam odbierając telefon.
-Hej Ana, co
dzisiaj robisz? Może mogłybyśmy się dzisiaj spotkać?- usłyszałam głos Patrici
po drugiej stronie.
-No pewnie. A
gdzie i o której?
-W
Starbucksie o 13?
-Ok. To do
zobaczenia.
-Pa.-
powiedziała Patricia i się rozłączyła. Czyli wychodzi na to, że nic specjalnego
dzisiaj nie zrobię. Spojrzałam na telefon żeby sprawdzić która godzina. Jest 12
więc mam jeszcze godzinę. Poszłam do łazienki żeby się umyć. Kiedy z niej
wyszłam poszłam do garderoby żeby wziąć jakieś ciuchy. Wybrałam czerwone rurki,
bluzkę paski i bejsbolówkę a na nogi założyłam czarne koturny. Kiedy byłam
gotowa do wyjścia była 12:45 więc spokojne zdążę na umówioną godzinę. Wyszłam z
mieszkania i je zamknęłam. Zeszłam po schodach i ruszyłam ulicą prowadzącą do
Starbucksa. Weszłam do środka i zobaczyłam moje przyjaciółki które już na mnie
czekały.
-Hej!-
przywitałam się i je uścisnęłam.
-Anabell!
Matko jak my się dawno nie widziałyśmy.- powiedziała Patricia.
-No wiem.
Bardzo za wami tęskniłam.
-A jak ci się
układa z Carlosem?- spytała Lucy a uśmiech z mojej twarzy od razu zniknął.
-Wiesz ja…
uciekłam od niego.
-Ale jak to
uciekłaś? Przecież on może cię szukać. Mogłaś do nas zadzwonić, przecież byśmy
ci pomogły. A poza tym to co ci zrobił, że odważyłaś się w końcu od niego
uciec?- Lucy zadała kolejne pytanie.
-No po prostu
przyszedł pijany do domu i… i on pił dalej… i zaczął się na mnie drzeć bez
powodu… i zaczął mnie bić… dostałam w twarz i zemdlałam. Kiedy następnego dnia
się obudziłam po prostu poszukałam domu spakowałam się i wyszłam. Tak po
prostu. Zostawiłam mu tylko kartkę żeby mnie nie szukał.- powiedziałam i jedna
pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Dziewczyny od razu zaczęły mnie
pocieszać, ale co to zmieni? Przecież nieodwołanją tego, że mój własny chłopak
mnie bił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz