piątek, 21 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 2


                                                          ROZDZIAŁ  2
         Rano obudziłam się z dużym bólem głowy. Może to przez to że płakałam pół nocy. Nie przez to, że rozstałam się Carlosem, tylko przez to, że tak późno od niego uciekłam. Wygrzebałam się z łóżka, zabrałam ubrania z szafy i weszłam do łazienki. Po całej porannej toalecie, poszłam do kuchni żeby coś zjeść. Wyjęłam najpotrzebniejsze rzeczy i zrobiłam sobie naleśniki. Usiadłam do stołu i zaczęłam powoli jeść. Po skończonym posiłku, pozmywałam naczynia i udałam się do salonu. Usiadłam na kanapie jednocześnie włączając laptopa i telewizor. Weszłam na Twittera i Facebooka żeby zobaczyć czy nie napisała do mnie Lucy albo Patricia. Niestety nie dostałam od nich żadnej wiadomości, a nie mogłam do nich napisać bo nie były dostępne. Czyli w najbliższym czasie się nie spotkamy. Usłyszałam jak ktoś dzwoni do moich drzwi. Wstałam z kanapy i poszłam je otworzyć.
-Hej jestem Liam a to są Niall, Louis, Harry i Zayn. Przyszliśmy się przywitać, Paul powiedział, że wczoraj się wprowadziłaś.-powiedział chłopak który, jak teraz się dowiedziałam, ma na imię Liam.
-Emm… cześć. Jestem Anabell.
-Posłuchaj, dzisiaj nie mamy za dużo czasu, po prostu przyszliśmy się przywitać, ale możesz do nas przyjść jeśli będziesz chciała lub nie będziesz miała co robić.-powiedział chłopak w lokach, jak dobrze pamiętam Harry.
-Dzięki za zaproszenie.-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Po prostu nie rozumiałam dlaczego do mnie przyszli.
-No to my już pójdziemy. Ale naprawdę, wpadnij do nas kiedyś.-powiedział blondyn.
-Dobrze wpadnę, no to do zobaczenia.
-Cześć-odpowiedzieli chórem, a ja zamknęłam drzwi. Czy oni naprawdę myślą że ja do nich przyjdę? Nie, za nic w świecie. W tej chwili spędzanie czasu z chłopakami nie jest dla mnie zbyt fajne. Po prostu nie chcę zostać znowu zraniona. Wróciłam  na kanapę i postanowiłam obejrzeć jakiś film. Wybrałam „LOL” z Miley Cyrus. Nie wiem dlaczego ale bardzo lubię ten film. Byłam jakoś dziwnie zmęczona, więc zamknęłam oczy i szybko zasnęłam.
      Kiedy się obudziłam słońce świeciło mi prosto w oczy. Przespałam pół dnia i całą noc. Musiałam być nieźle zmęczona. No dobra spałam trochę długo ale dzisiaj muszę coś ze sobą zrobić. Mogłabym pójść do tych chłopaków z góry… ale co ja mówię ja tam do nich nie pójdę. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Mój telefon dzwonił gdzieś w pokoju ale na razie nie mogłam go zlokalizować. Może jest pod poduszką? Jest!
-Halo?- zapytałam odbierając telefon.
-Hej Ana, co dzisiaj robisz? Może mogłybyśmy się dzisiaj spotkać?- usłyszałam głos Patrici po drugiej stronie.
-No pewnie. A gdzie i o której?
-W Starbucksie o 13?
-Ok. To do zobaczenia.
-Pa.- powiedziała Patricia i się rozłączyła. Czyli wychodzi na to, że nic specjalnego dzisiaj nie zrobię. Spojrzałam na telefon żeby sprawdzić która godzina. Jest 12 więc mam jeszcze godzinę. Poszłam do łazienki żeby się umyć. Kiedy z niej wyszłam poszłam do garderoby żeby wziąć jakieś ciuchy. Wybrałam czerwone rurki, bluzkę paski i bejsbolówkę a na nogi założyłam czarne koturny. Kiedy byłam gotowa do wyjścia była 12:45 więc spokojne zdążę na umówioną godzinę. Wyszłam z mieszkania i je zamknęłam. Zeszłam po schodach i ruszyłam ulicą prowadzącą do Starbucksa. Weszłam do środka i zobaczyłam moje przyjaciółki które już na mnie czekały.
-Hej!- przywitałam się i je uścisnęłam.
-Anabell! Matko jak my się dawno nie widziałyśmy.- powiedziała Patricia.
-No wiem. Bardzo za wami tęskniłam.
-A jak ci się układa z Carlosem?- spytała Lucy a uśmiech z mojej twarzy od razu zniknął.
-Wiesz ja… uciekłam od niego.
-Ale jak to uciekłaś? Przecież on może cię szukać. Mogłaś do nas zadzwonić, przecież byśmy ci pomogły. A poza tym to co ci zrobił, że odważyłaś się w końcu od niego uciec?- Lucy zadała kolejne pytanie.
-No po prostu przyszedł pijany do domu i… i on pił dalej… i zaczął się na mnie drzeć bez powodu… i zaczął mnie bić… dostałam w twarz i zemdlałam. Kiedy następnego dnia się obudziłam po prostu poszukałam domu spakowałam się i wyszłam. Tak po prostu. Zostawiłam mu tylko kartkę żeby mnie nie szukał.- powiedziałam i jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Dziewczyny od razu zaczęły mnie pocieszać, ale co to zmieni? Przecież nieodwołanją tego, że mój własny chłopak mnie bił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz